Ból.
Krzyknęłam niemalże zdzierając sobie gardło, momentalnie zrywając się z łóżka, jednocześnie czując przy tym niewyobrażalny ból. Miałam wrażenie, jakby ktoś uderzył mnie czymś metalowym w twarz, przy okazji wbijając w czaszkę miliony ostrych igieł.
Rozejrzałam się otumaniona i dostrzegłam tylko przerażoną twarz współlokatorki, która stała nade mną z poduszką w rękach. Poduszką z metalowym zamkiem.
- Bolało - jęknęłam patrząc to na nią, to na narzędzie tortur i opadłam z powrotem na łóżko.
- Przepraszam, ale masz godzinę na wyszykowanie się przed rozpoczęciem roku - oznajmiła z mimo wszystko uroczym uśmiechem.
Pisnęłam i dopiero teraz dojrzałam, że dziewczyna ma na sobie strój galowy. Miała dobrze dopasowaną, białą koszulę, która była zgrabnie wepchnięta w krótką, plisowaną spódniczkę koloru granatu. Jej nogi zdobiły białe rajstopy, a na stopach dostrzegłam piękne, ciemnoniebieskie buty na co najmniej 10-centymetrowym obcasie. Skąpo, ale galowo.
Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do szafy z przerażeniem.
Godzina.
Za mało.
Zamknęłam się w łazience rozpaczliwie chcąc spowolnić czas, lecz marnie mi to wychodziło. Właściwie to w ogóle nie wychodziło.
Na szczęście już po czterdziestu minutach wybiegłam z łazienki niemalże gotowa do wyjścia.
Przejrzałam się w lustrze i odetchnęłam z ulgą uznając, że wyglądam odpowiednio. Kobaltowa spódniczka sięgała połowy ud. Nie była mocno dopasowana, można w niej było swobodnie stawiać kroki, lecz mimo to zgrabnie opinała się na pośladkach. Była pozornie połączona hebanowym paskiem z alabastrową koszulą.
Na powiekach widniał modry cień, a ramówka oczu pozostała w czerni. Wsunęłam atramentowe szpilki na rajstopy koloru mleka i chwyciwszy torebkę pod kolor butów wybiegłam z Amy z pokoju.
Zbiegając po schodach mijałyśmy mnóstwo dziewczyn ubranych podobnie do nas. Modliłam się jedynie o to aby sztucznie wystylizowane loki nie zniszczyły się przed rozpoczęciem uroczystości.
Po drodze musiałyśmy się przepychać przez spory tłum, a przy drzwiach zauważyłam pozornie znajomą kasztanową czuprynę. Jednak szybko wyrzuciłam sobie z głowy wczorajsze spotkanie z Joshem i poddałam się fali napływających osób, trzymając mocno rękę Amy, aby przypadkiem jej nie zgubić.
Po kilkunastu minutach, wraz z falą innych studentów, dotarłyśmy do szkolnego amfiteatru. Rozejrzałam się dookoła z uśmiechem, podziwiając nowe miejsca tego obiektu. Porządny amfiteatr, dobrej jakości oświetlenie, szerokie korytarze.
Pokiwałam głową z uznaniem i uśmiechnęłam się delikatnie do współlokatorki. Chciałam jej nawet zwrócić uwagę na napawające podziwem otoczenie, lecz słysząc donośny głos, zamilkłam i zaczęłam wsłuchiwać się w apel.
* * *
Po zakończonym apelu spojrzałam na Amy zaskoczona. Nie spodziewałam się, że nie będzie spotkania dla uczniów pierwszego roku, nie będzie objaśnianych zasad, ani pokazywania szkoły... ale po chwili popukałam się mentalnie po czole. To już nie jest szkoła średnia. Tutaj traktują nas jak dorosłych ludzi i tak też musimy się zachowywać.
Ponownie ruszyłyśmy z tłumem ku wyjściu, a ja byłam dumna, że loki się jeszcze trzymają, co tak naprawdę było nie lada wyzwaniem dla moich włosów. Do tego ani razu się nie potknęłam oraz nic mi się nie przekręciło. Byłam dumna ze swojego wyglądu, że wspiera mnie w tym dniu.
Gdy już udało nam się przepchnąć w stronę drzwi, wręcz wypadłyśmy na zewnątrz. A raczej Amy wypadła, a ja wpadłam. Na kogoś.
Na chłopaka.
Jęknęłam w myślach, przeklinając swoje "szczęście". Drugi chłopak drugiego dnia. Może do końca roku znokautuję wszystkich chłopaków w szkole, a do końca edukacji wszystkich w mieście? Roześmiałam się cicho na tę myśl i uniosłam wzrok na poszkodowanego chłopaka.
Był wysoki, dobrze zbudowany. Jasnobrązowe włosy w artystycznym nieładnie plątały się po jego twarzy i głowie. Zaczęłam się zastanawiać, czy teraz już wszyscy noszą dłuższe włosy, lecz szybko przestałam, patrząc w orzechowe oczy nieznajomego.
- Przepraszam - mruknęłam pod nosem i już chciałam go wyminąć, lecz zatarasował mi przejście swoim ciałem.
- Nic się nie stało - usłyszałam jego głęboki, męski głos.
Zarumieniłam się delikatnie, mając lekko opuszczoną w dół głowę by nie było tego widać, lecz nawet z tym sobie poradził. Delikatnie ujął mnie pod brodę zmuszając bym spojrzała mu w oczy.
Zarumieniłam się delikatnie, mając lekko opuszczoną w dół głowę by nie było tego widać, lecz nawet z tym sobie poradził. Delikatnie ujął mnie pod brodę zmuszając bym spojrzała mu w oczy.
- Naprawdę nic się nie stało - powiedział z uroczym uśmiechem, przy czym ponętnie oblizał wargi.
Wzięłam głęboki oddech próbując ukryć zaczerwienienie na policzkach i je w choć najmniejszym stopniu złagodzić, lecz czułam że idzie mi to marnie. Rozchyliłam wargi aby coś powiedzieć i wtedy zza pleców dobiegł mnie inny, bardzo zirytowany głos.
- Chodź Nate - zawołała dziewczyna stojąc przy jednym z drzew w pobliżu budynku.
Pomimo irytacji i zdenerwowania, widniejącego na jej twarzy, była ładna. Czarne, proste włosy były upięte w luźny kucyk, a na twarz był nałożony delikatny makijaż. Miała na sobie dziewczęcą, białą sukienkę, do pasa na guziczki. Nogi zdobiły czarne rajstopy, a na stopach były równie ciemne buty.
Pomimo irytacji i zdenerwowania, widniejącego na jej twarzy, była ładna. Czarne, proste włosy były upięte w luźny kucyk, a na twarz był nałożony delikatny makijaż. Miała na sobie dziewczęcą, białą sukienkę, do pasa na guziczki. Nogi zdobiły czarne rajstopy, a na stopach były równie ciemne buty.
Cóż, strój galowy to pojęcie względne, prawda?
- Już idę Soph - odkrzyknął chłopak z rozbawionym uśmiechem.
Usłyszałam jak szepcze mi coś na ucho, ale przez zgiełk panujący na dworze, nie miałam szans tego usłyszeć. Poczułam natomiast jak przesunął opuszkami po moim policzku i już po chwili biegł do nieznajomej mi dziewczyny.
Kiedy wróciłam do Amy zauważyłam pełne podziwu, zaciekawione spojrzenie, ale tylko machnęłam ręką zarumieniona, pokazując, że to nic ważnego.
Zanim dotarłyśmy do kawiarni, rumieńce zdążyły zniknąć z moich policzków. Oczywiście wczoraj poznani znajomi już na nas czekali. Tym razem dostrzegłam dwóch chłopaków i pięć dziewczyn. Próbowałam sobie przypomnieć imiona już znajomych twarzy. Matt. Astrid. Elizabeth. Shannon. Marine. Josh.
Josh?!
- Josh? - spytałam ogromnie zaskoczona jego obecnością.
- Victoria?! - odpowiedział równie zaskoczony, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem ignorując zaskoczone twarze pozostałych osób.
Kiedy się uspokoiliśmy, spojrzałam na dziewczynę siedzącą obok bibliotekarza.
Była ładna i do tego bardzo zgrabna. Czekoladowo brązowe włosy nieznajomej nie były ani proste, ani kręcone. Łagodne fale spływały jej po ramionach, otulając całe ciało. Zielone tęczówki co chwilę spoglądały na Josha w sposób, który był zastrzeżony tylko dla jednych relacji.
- Poznaj Eli - powiedział wesoło robiąc mi miejsce koło siebie i już po chwili siedziałam obok, wdzięczna, że to nie Matt. - Moją dziewczynę - dodał po chwili, ale już wiedziałam.
- Elizabeth - powiedziała wspomniana przez chłopaka osoba, uśmiechając się do mnie przyjaźnie, na co odpowiedziałam tym samym.
- Czyli mamy dwie Elizabeth? - spytałam, na co reszta pokiwała głowami. Przyjrzałam się nowo poznanej dziewczynie. - Eli - powiedziałam powoli, wciąż się zastanawiając, po czym przeniosłam wzrok na jej imienniczkę, którą poznałam wcześniej. - A ty dla mnie będziesz Beth - odparłam, po czym rozległy się szmery podziwu, dzięki czemu poczułam się pewniej. Gdy każdy z nas złożył zamówienie, rozległ się szmer rozmów. Każdy z kimś, o czymś. Tylko ja siedziałam oparta o tył kanapy i myślałam o kimś, kto nie dawał mi spokoju. Jego blond włosy niemalże wszędzie i te kocio zielone oczy. Zadrżałam, co niestety nie pozostało niezauważone.
- Zimno ci? - głos Josha wyrwał mnie z zamyślenia.
- Hę? - mruknęłam i dopiero po chwili dotarł do mnie sens słów chłopaka, po czym delikatnie się uśmiechnęłam. - Nie, jest okej.
- Powie mi ktoś, dlaczego znowu Alex sie nie zjawił? - zapytała Amy wyraźnie zirytowana.
- Uszczelka poszła i zalało łazienkę, a nasz heros musiał się wykazać - powiedziała Eli z widocznym rozbawieniem. - No i schrzanił całkiem.
- Tsa... Alex - po owym komentarzu ze strony Beth wszyscy wybuchliśmy nieopanowanym śmiechem.
* * *
Po wypiciu kawy i jeszcze ponad godzinie rozmów, rozeszliśmy się grupkami. Wracając, doszłyśmy z Amy do wniosku, że przydałoby się kupić coś do picia i jedzenia, ponieważ nie zawsze chce się biec przez całą szkołę do bufetu.
W markecie byłam całkowicie nieobecna i zamyślona, co zaczynało denerwować moją współlokatorkę. W sumie każdy by się zdenerwował musząc wszystko powtarzać kilka razy. Mimo to dzielnie dokonałyśmy zakupów, które satysfakcjonowały nas obie i ruszyłyśmy w stronę szkoły.
- Opowiedz o nim - powiedziała dziewczyna patrząc jak znowu odpływam w rozmarzeniu.
- O kim? - spytałam wytrącona z wizji tajemniczego blondyna.
- O tym, który ciągle siedzi w Twojej głowie - zaśmiała się wskakując na murek.
Akurat przechodziłyśmy obok fontanny wolnym krokiem, dzięki czemu mogłam rozejrzeć się dookoła, udając, że są tam tak bardzo pasjonujące rzeczy. Bo przecież nie ma nic ciekawszego od kilku prostych ławek i kostki brukowej. Typowe kosze na śmieci i trochę trawy. To przecież musiało być tak bardzo fascynujące!
Akurat przechodziłyśmy obok fontanny wolnym krokiem, dzięki czemu mogłam rozejrzeć się dookoła, udając, że są tam tak bardzo pasjonujące rzeczy. Bo przecież nie ma nic ciekawszego od kilku prostych ławek i kostki brukowej. Typowe kosze na śmieci i trochę trawy. To przecież musiało być tak bardzo fascynujące!
- No mów - poprosiła dziewczyna swoim słodkim głosem.
- Przystojny. Blondyn. Zielone oczy. Wysoki. Więcej go pewnie nie spotkam. Zadowolona? - odpowiedziałam z westchnieniem i usiadłam na brzegu fontanny.
Jeszcze raz wyobraziłam sobie owego chłopaka. Biała koszula w komplecie z dopasowanymi jeansami. Jego umięśnione ciało oraz blond kosmyki rozczochrane w ponętnym nieładzie. Pewne siebie, niebezpiecznie kuszące, kocio zielone oczy nawet w wyobrażeniu przyprawiały mnie o szybsze bicie serca.
- Jej, dużo mi o nim powiedziałaś - roześmiała się - A jak sie poznaliście?
- Wpadliśmy na siebie. Dosłownie. Wytrącił mi książki z rąk. Pokrzyczeliśmy i poszedł. - wzruszyłam ramionami odchylając głowę do tyłu.
Za szybko. Jedyne co zdążyłam zrobić to złapać się blondynki siedzącej obok. Zanim się zorientowałam co się dzieje usłyszałam krzyk dziewczyny, przez co sama wydałam podobny dźwięk. A następnie chlupnięcie wody, która wsiąkała w ubrania niczym w gąbkę. Gdy się rozejrzałam, zauważyłam że leżymy w wodzie, niczym jedne z wrzuconych tutaj monet.
Spodziewałam się tego, że Amy zaraz zacznie krzyczeć, lecz nie zrobiła tego. Wręcz przeciwnie. Śmiała się radośnie i chlapała mnie wodą, na co odpowiadałam tym samym. Następnie się przytuliłyśmy i zaczęłyśmy wygłupiać.
Aha, faza się włączyła.
Zaczęłyśmy skakać jak żaby, mocno odbijając się nogami od dna i kumkając pomiędzy spazmami śmiechu. Następnie, gdy dorwałyśmy jakieś gałęzie zaczęłyśmy symulować walkę wręcz z okrzykami wojennymi i nie mniejszą brutalnością. Kiedy już i ta zabawa nam się znudziła zaczęłyśmy udawać syrenki. Niestety w baseniku fontanny było zbyt mało wody byśmy mogły pływać, więc odegrałyśmy sceny duszącej się i umierającej syreny.
Gdy w końcu wyszłyśmy z wody byłyśmy całe przemoczone i roześmiane. Z racji tego, że wciąż miałyśmy na sobie stroje galowe wyglądałyśmy jeszcze śmieszniej, ale jakoś to nas nie obchodziło w tamtym momencie.
Po kilku gonitwach i rozmowach z policją pilnującą porządku, dotarłyśmy do szkoły. Tym razem mina ochroniarza była równie rozbawiona co nasze twarze, więc bez słowa wpuścił nas do środka.
Oczywiście zostawiałyśmy pełno mokrych śladów za sobą i spotkałyśmy się z nieprzyjemnymi komentarzami i spojrzeniami innych studentek, ale wcale się nimi nie przejmowałyśmy. No bo czym? Kilka wrednych lasek przecież nie mogło nas zabić.
Tak myślałam.
Poczułam jak ktoś mocno szarpnął mnie za rękę.
Przypomniałam sobie wszystkie złe chwile, związane z tym gestem, które spotkały mnie w Dover. To jak Taylor szarpał za rękę, chcąc na mnie coś wymusić. Andrew, który okładał pięściami do nieprzytomności. Connora, próbującego na siłę zaciągnąć mnie do łóżka.
Nie pomyślałam o konsekwencjach, to był odruch, którego nie mogłam powstrzymać. Do naszych uszu doszedł głośny odgłos mocnego uderzenia. A następnie zobaczyłam swoją dłoń na policzku innej dziewczyny.
Blada cera nieznajomej z jednej strony pokryta była mocnym rumieńcem, a hebanowe włosy ułożone były z niezwykłą precyzją. Niebieskie oczy wręcz ziały furią i irytacją. Już ją wcześniej widziałam.
Na boisku.
Była z tym miłym i słodkim chłopakiem. A teraz stała przede mną z miną, jakby miała mnie zaraz zabić.
- Nie dość, że kręcisz do mojego faceta, to jeszcze mnie bijesz?! - wybuchła wściekła, popychając mnie do tyłu.
Kręcę do jej faceta? Czyżby mówiła o tym chłopaku z boiska? Przecież ledwo zamieniłam z nim kilka słów i nic więcej.
Nie miałam pojęcia. Widziałam przerażoną minę Amy, gdy uderzyłam plecami o ścianę i syknęłam z bólu, próbując się nie krzywić, by nie dać czarnowłosej satysfakcji.
- Zamienię twoje życie w piekło - warknęła oschle.
Nie widziałam jak wysunęła rękę w moją stronę.
Po chwili niczego już nie widziałam.
Nie słyszałam.
Zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz