- Ej! To moje - krzyknęła Nox machając rękami za swoją babeczką, którą Spike trzymał w dłoni.
Obserwowałam to blondynkę, to ciemnowłosego chłopaka. Co jakiś czas spoglądałam też na resztę przyjaciół, zanosząc się śmiechem razem z nimi. Zawsze sobie podbieraliśmy jedzenie i zawsze z tego tytułu były jakieś "kłótnie".
- Vik, pójdziesz ze mną do centrum po lekcjach? - usłyszałam za sobą głos Astrid.
Tego dnia jej podniszczone włosy były spięte w koński ogon, tak, że nie wydawały się aż tak bardzo niezdrowo cienkie i rzadkie. Na policzkach były lekkie rumieńce od radosnego śmiechu, a oczy delikatnie się mieniły w świetle jarzeniówek.
Chociaż tyle.
- Z chęcią, ale dzisiaj mam plany - odparłam lekko speszona tym faktem.
Długo nie musiałam czekać na reakcję przyjaciół. Spike uniósł wysoko brew, a na jego wargach zakwitł niebezpieczny uśmiech. I w tym momencie zaklęłam w duchu za próbę usprawiedliwienia swojej nieobecności.
- Czyżby Alex się przełamał? - spytał przyjaciel i wykonał bardzo nieodpowiedni ruch językiem, od którego zrobiło mi się wręcz niedobrze.
Kilka dziewczyn wybuchło śmiechem, kilka wydało stłumiony jęk, mówiąc jak bardzo jest obleśny. Ja natomiast trąciłam go w ramię i wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Chociaż nie znaliśmy się długo, traktowałam go jak starszego brata, którego zawsze chciałam mieć, a którego nigdy nie było mi dane posiadać.
Później wróciliśmy na lekcje i do końca dnia myślałam tylko o wczorajszym wieczorze, o tych kilku wspaniałych chwilach, podczas których nie liczyło się nic. Nic oprócz tego co wytwarzało się między mną, a Alexem.
Jego rozwiane blond włosy, tak miękkie w dotyku jak jedwab, a oczy mieniące się niczym dwa szmaragdy. Smak jego ciepłych, delikatnych warg był słodki, lecz nie w taki mdlący sposób. Wręcz przeciwnie, tak jak czekolada miętowa - jest jednocześnie orzeźwiająca jak mięta, ale też i słodka, jak czekolada. Taki sam smak miał tamten pocałunek. Słodki i orzeźwiający jednocześnie.
Gdy przestałam się rozwodzić nad tym jak jego perfumy wpływały na mój umysł, otulając je myślami i fantazjami związanymi z tym jednym jedynym chłopakiem, który zaprzątał mi głowę odkąd się tutaj pojawiłam, spojrzałam na zeszyt. I w sumie nie tylko ja. Shannon również spojrzała na moje notatki z CWŚP i zaśmiała się pod nosem. A ja razem z nią. Margines był cały pokryty serduszkami różnego rodzaju.
Lekcje mijały, a ja w głowie miałam milion myśli - wszystkie oczywiście związane z Alexem, z jego dotykiem i tym, co może nas jeszcze spotkać.
Z takim miłym nastawieniem po opuszczeniu budynku szkoły poszłam do pobliskiego sklepu na małe zakupy, aby uzupełnić braki w lodówce. Energia mnie wręcz rozpierała, przez co ludzie patrzyli na mnie z wielkim rozbawieniem. A może to przez to, że kręciłam piruety z koszykiem w ręce, śmiejąc się przy tym radośnie. Mniejsza z tym.
Spojrzałam na syrop do lodów i roześmiałam się patrząc na czerwone serduszka, widniejące na etykiecie produktu. Kiedy zebrałam już wszystkie potrzebne rzeczy, niemalże w podskokach podeszłam do kasy. Zobaczyłam przez ramię jedną z par obejmujących się wzajemnie i zmarszczyłam brwi w szerokim uśmiechu.
Zapłaciwszy za zakupy ruszyłam radosnym, lekkim krokiem w stronę domu, śmiejąc się pod nosem jak idiotka. Albo ktoś w stanie ogromnego, bezgranicznego szczęścia.
Wyciągnęłam klucze z kieszeni z uśmiechem i otworzyłam cicho drzwi domu, chcąc zrobić chłopakowi niespodziankę, jeśli był już w domu. Przygryzłam wargę i wsunęłam się do środka, a uśmiech nawet na chwilę nie opuszczał mojej twarzy, po czym równie cicho zamknęłam za sobą drzwi. Ściągnęłam buty i usłyszałam coś na pozór cichego, kobiecego jęku. Zmarszczyłam brwi, a po plecach przeszedł mi dreszcz.
Próbowałam sobie wmówić, że się przesłyszałam, lecz po chwili ten dźwięk się powtórzył, przybierając na sile. Zmarszczyłam brwi próbując to jakoś logicznie wytłumaczyć i wtedy przyszła mi do głowy jedna myśl.
Porno.
Fakt, nigdy nie podejrzewałam go o to, że ogląda takie filmy, lecz może jednak potrzebował jakiś, no nie wiem. Doznań.
Odstawiłam siatkę obok, najciszej jak tylko mogłam i ruszyłam na palcach w górę schodów. Im wyżej wchodziłam, tym odgłosy był głośniejsze. Chciałam go nakryć na tym, usiąść obok i zacząć się śmiać z nim, z tego co tam się dzieje.
Weszłam na górę i podeszłam do jego drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem, wiedząc iż wcale się nie przeliczyłam z tym, skąd dobiega owy dźwięk. Zaczęłam powoli uchylać drzwi, do momentu, w końcu zobaczyłam całe jego wnętrze.
I aż się cofnęłam, uderzając głośno plecami o ścianę za mną z głośnym sapnięciem.
Nie czekałam nawet na reakcję, tylko ruszyłam po schodach zbiegając na dół. Słyszałam za sobą stek przekleństw oraz głos Alexa wołający moje imię. Lecz nie miałam zamiaru się zatrzymać. Nie miałam ku temu najmniejszych podstaw.
Wsunęłam stopy w tenisówki nawet ich nie zawiązując i złapałam bluzę, wybiegając z domu. W oddali zobaczyłam ciemnowłosego chłopaka, który mi pomachał, lecz ruszyłam w drugą stronę. Jak najdalej od znajomych. Jak najdalej od wszelkiego upokorzenia, jakie mogło mnie spotkać. Limit dzienny zdecydowanie został już przekroczony.
Biegłam przed siebie na oślep, obraz mając zamazany przez nabiegłe do oczu łzy. Potykałam się raz po raz, lecz to nie było ważne. I tak nie widziałam tego, co mijałam. Przed sobą cały czas widziałam nagą czarnowłosą dziewczynę, pochyloną nad Alexem z odmalowaną na twarzy rozkoszą.
Zacisnęłam palce w pięści z furii i wściekłości. Boże, jak mogłam być tak naiwna?! Wiedziałam, że mnie skrzywdzi, podświadomie ta informacja próbowała się przedrzeć, teraz drwiąc sobie ze mnie w cieniu żałości i poniżenia.
Nie zajęło mi dużo czasu dotarcie do spalonego domu. Nie miałam ochoty na plażę, która była obok niej. Wspomnienia były tam jeszcze zbyt żywe. Wcisnęłam się w kąt zgliszczy i po prostu pozwoliłam sobie na płacz.
Płakałam i krzyczałam na zmianę, nie myśląc o tym, że mogłabym kogoś do siebie doprowadzić. Na przykład Sophie czy kogoś innego. Jeśli by tu przyszła, podziękowałabym jej nawet za ból jaki by mi zadała. Przynajmniej odciągnęłaby moje myśli od tego okropnego obrazu, który rozlewał się po mnie niczym trucizna, zatruwając każdą komórkę. Czułam, jak bardzo mi nie dobrze i pragnęłam móc zwymiotować, wyrzucić to z siebie. Jednakże taka ulga nie nadchodziła.
Uderzyłam dłonią w ścianę w wyrazie wściekłości i bezradności, po czym krzyknęłam głośno z bólu. Rozlewał się on w żyłach żywym ogniem, chociaż na chwilę zaprzątając moją głowę czymś innym. Jednakże nie na długo. Już po chwili siedziałam skulona, trzymając się za obolały nadgarstek i płakałam z bólu oraz poniżenia jak małe dziecko. W sumie nie wiem, czy płakałam bardziej z bólu fizycznego czy psychicznego.
I znowu przed oczami pojawił się ten durny obraz ich dwojga, splecionych razem. Ruchy jej bioder i jęki wydawane spomiędzy warg ciemnowłosej dziewczyny. Oraz jego twarz, jakby nieobecna, jednakże zdradzająca zadowolenie.
Pożądał jej.
Cholera jasna, on chciał jej. Trzymał dłonie na jej tali, jakby pomagając dziewczynie w poruszaniu się. To było obrzydliwe. Zacisnęłam powieki i zadrżałam znacznie mocniej czując kolejną, nadchodzącą falę histerycznego płaczu.
Facet, o którym fantazjowałam cały dzień, w tym samym czasie zabawiał się z inną.
Pochyliłam się i w końcu zwymiotowałam, wsparłam się na bolącej ręce i ponownie krzyknęłam z bólu. Jednakże nic mi nie ulżyło. W zamian za to poczułam się jeszcze bardziej beznadziejna, żałosna i dziecinna.
Być może tylko ja miałam wyobrażenia o księciu z bajki, być może tylko ja wierzyłam w wierność i w to, że pocałunek coś znaczy. Ponieważ dla mnie znaczył. Znaczył cholernie wiele, a na pewno był warty więcej niż tylko przelotna chwila, którą można zadusić później w innej.
Nie zauważyłam w którym momencie znowu zaczęłam płakać - a być może wcale nie przestałam - natomiast usłyszałam szelest, więc przeniosłam spojrzenie na spaloną dziurę zamiast drzwi. Zobaczyłam w nich średniego wzrostu dziewczynę z włosami barwy ciemnej czekolady. W jej spojrzeniu dostrzegłam troskę i obraz tego co zastała.
Widziałam to jak bardzo żałośnie musiałam wyglądać. Usiadła obok i bez zastanowienia wtuliła się w moje drżące ciało. Czując jej znajome ciepło wybuchłam głośnym, donośnym płaczem, a ona nie pytała o to co się stało, chociaż czułam, że wie. Mimo to nie dociekała jak się z tym czuję.
I byłam jej za to ogromnie wdzięczna.
* * *
Dopiero po jakimś czasie dałam się wyciągnąć ze zgliszczy spalonego domu. Nie pytałam jej skąd wiedziała gdzie jestem, ponieważ się domyśliłam, że wie od Alexa. I na samo wspomnienie o nim, poczułam jak po policzkach znowu zaczynają spływać mi łzy, którymi szybko zaczęłam się krztusić, odczuwając słony posmak.
Zanim doszłyśmy do domu dziewczyna usiadła ze mną na schodach prowadzących do środka i ujęła moje dłonie w swoje biorąc głęboki oddech. Miała ciemne włosy, nie tak samo jak tamta, lecz podobne...
... i do oczu ponownie napłynęły mi łzy, a znienawidzony obraz ponownie stanął mi przed oczami. Jednakże otworzyłam powieki czując jak dziewczyna ściera moje mokre policzki z ciepłym uśmiechem.
- Vik, chciałabym ci o czymś powiedzieć, zanim tam wejdziemy - szepnęła patrząc na mnie z oczami pełnymi troski i współczucia. - Nie wiem co się wydarzyło między wami, ale widziałam Alexa, po tym jak wybiegłaś - zaczęła, a ja nie byłam pewna tego czy chcę słuchać dalej. - Wracaliśmy z Joshem, on ci nawet machał, widziałaś? - spytała, lecz szybko pokręciła głową, zdając sobie sprawę, że nie to jest najważniejsze w tym wszystkich. - W każdym bądź razie chwilę po tym Alex wybiegł przed dom, w czasie kiedy stanęliśmy przed nim. Chciał cię szukać, ale doszłam do wniosku, że możesz chcieć porozmawiać z dziewczyną. Vik... - szepnęła i potarła dłońmi moje dłonie patrząc na mnie badawczo. - On był przerażony. Znam go wiele lat i nigdy nie widziałam go w takim stanie. Dłonie mu drżały i widać było bezradność w jego oczach. Nie wiem co się między wami stało, ale on żałuje - szepnęła patrząc na mnie cały czas z tym samym wyrazem troski w oczach.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam w jej zielone oczy, zanim odwróciłam wzrok. Miały zupełnie inny odcień niż te, które miał Alex. Jej były takie jakby... wyprane, nie aż tak intensywne, lecz jednak przypominały mi o nim. Poczułam jakiś ucisk w gardle, który nie pozwalał mi mówić. Dopiero po chwili byłam w stanie wydobyć z siebie cichy szept.
- Mógł o tym pomyśleć zanim się z nią przespał - szepnęłam i tylko kątem oka zauważyłam rozchylające się wargi przyjaciółki, w czasie, gdy ja wchodziłam do domu.
W środku słychać było podniesione głosy męskiej części domowników, a po Amy nie było widać śladu. Siatka z zakupami leżała tak jak ją zostawiłam. Ściągnęłam buty w czasie, kiedy Eli zamknęła za sobą drzwi i zsunęłam czarną bluzę z ramion, kładąc ją na szafce z butami. Wzięłam do ręki siatkę i poszłam w kierunku źródła kłótni.
Kiedy weszłyśmy do kuchni rozmowa ucichła. Nawet nie spojrzałam na blondyna, czując na sobie palący wzrok innych. Miałam wrażenie, jakby każdy osądzał moją naiwność i dziecinną nadzieję na to, że tym razem nie trafię na kogoś takiego. Że zasługuję na kogoś lepszego niż Taylor.
- Sylvia... - zaczęła Eli, lecz kątem oka dostrzegłam ruch głowy ciemnowłosego chłopaka.
- Wyszła - powiedział i się podniósł. - Oni chyba powinni sobie coś wyjaśnić - powiedział i zanim którekolwiek z nas zdążyło zaoponować, oboje wyszli z kuchni zostawiając mnie sam na sam z blondynem.
W dalszym ciągu nie miałam ochoty na niego patrzeć, wiedziałam, że wtedy rozpłakałabym się szybciej niż bym chciała, a nie chciałam wcale. Nie przy nim.
Podeszłam do lodówki bez słowa i zaczęłam wypakowywać zakupy, czując jak ręce mi drżą. Po pewnej chwili jednakże zamknęłam lodówkę i oparłam dłonie o blat próbując się nie rozkleić. Co innego przeżywać to z dala od niego, a co innego tuż przy nim.
Poczułam przeszywający ból w nadgarstku, więc podkuliłam lekko rękę bliżej siebie i zacisnęłam powieki. W liliowej bokserce i czarnych rurkach czułam się za bardzo odsłonięta. Włosy były w nieładzie, a na twarzy pozostało niewiele po pięknym makijażu. Na szczęście to co rozmazane starła mi Eli przed wejściem do domu.
- Vik... - usłyszałam cichy szept chłopaka, który za wszelką cenę starałam się zignorować.
Tak samo jak jego względne poczucie winy, które było wyczuwalne w tonie głosu. Chociaż może i ono było tylko złudzeniem, które chciałam usłyszeć. Może to wszystko było jednym wielkim złudzeniem i tak naprawdę on mnie nie znosił i nie miał zamiaru się mną przejmować, a robił to z czystej powinności.
Jednakże podszedł po chwili i wyciągnął ręce, aby mnie objąć w tym samym momencie, w którym odwróciłam się przodem do niego. Zwinnym gestem się odsunęłam, niczym spłoszone zwierze, czując przy tym łzy w oczach.
- Dotknij mnie jeszcze raz, kiedykolwiek, a przysięgam, że rękę ci w trzech miejscach połamię - powiedziałam drżącym głosem, po czym wybiegłam z płaczem, zanim łza, która zwilżyła jego oko, spłynęła po policzku chłopaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz