Jęknęłam głośno,
czując silne dłonie Alexa, opierające się akurat o moje plecy. Przylgnęłam go
niego mocno, napawając się bliskością. Tą naszą prywatną chwilą.
Jego język niemalże
nagląco starał się znaleźć wejście do moich ust. Rozchyliłam wargi z pomrukiem,
wychodząc mu na spotkanie.
Nie poczułam tego, że
się przemieszczamy, aż do momentu, gdy usiadłam na stole. Otarłam się o niego
znacząco, zapominając o wszystkich zasadach jakie sobie wytyczyłam. Jak to
mówił Freud? Teraz przejęło nade mną władzę ID.
Ściągnęłam z niego
koszulkę, ponownie zsuwając palce w jego miękkie, blond włosy. Alex z każdą
chwilą się coraz bardziej pochylał w moim kierunku, całując z zapalczywością,
może nawet tęsknotą.
Chciałam aby tęsknił
za tym tak bardzo jak ja tęskniłam. Za każdym kawałkiem jego ciała, dotykiem,
głosem. Po prostu za nim w stu procentach.
Nie minęło wiele
czasu, a moja bokserka wylądowała na podłodze tuż obok jego koszulki.
Zamruczałam z
uśmiechem, poddając się pod wpływ tej bliskości. Uczucie jego palców
przesuwających się po nagiej skórze, wywołując przyjemny dreszcz.
Wydałam z siebie
pełen zadowolenia pomruk, wodząc opuszkami palców po jego umięśnionych
ramionach, czując jak się naprężają i rozluźniają przy każdym ruchu chłopaka,
co wydobyło ze mnie jeszcze kilka rozkosznych, głębokich pomruków.
Oparłam się na ręce,
nie mogąc dłużej utrzymać ciała wtulona w niego, jednakże nawet na chwilę nie
przerywając pocałunku. Wsunęłam palce w jego włosy, całując go niemalże
łapczywie, z palącym żyły pożądaniem.
Poczułam jak jedna z
jego rąk oplata mnie w tali, przyciągając do siebie mocno, a wolną zaczął przesuwać
wzdłuż mojego uda.
Wargi chłopaka
zaczęły zsuwać się coraz niżej, po brodzie, ciągle schodząc w dół, wywołując u
mnie przyjemny pomruk. Przymknęłam powieki rozkoszując się tym doznaniem. Tą
chwilą.
I w tej samej chwili
moich uszu dobiegł dźwięk otwieranych z impetem drzwi kuchennych.
Oboje niemalże
podskoczyliśmy zaskoczeni tym i skierowaliśmy spojrzenia ku źródłu dźwięku.
Zobaczyliśmy wtedy
równie zdumioną ciemnowłosą dziewczynę, której zielone oczy niemalże wyskoczyły
z wręcz niedowierzania zaistniałej sytuacji.
I tak się na siebie
gapiliśmy przez chwilę. Eli, która widocznie wcześniej wróciła, z wielkimi
oczami i rozchylonymi wargami, a my niemalże półnadzy, wtuleni w siebie, w
niedwuznacznej sytuacji.
Cholera.
- Ja… ja nie chciałam
wam przeszkadzać – wydusiła w końcu z siebie dziewczyna, cały czas patrząc na
nas oniemiała, po czym powoli na jej wargach zaczął pojawiać się uroczy
uśmiech.
Zaczynała rozumieć.
A ja jęknęłam w
duchu.
Ostatecznie pisnęła
radośnie i zaczęła tupać w miejscu jak dziecko w pełni szczęścia, po czym
wybiegła z kuchni w ekspresowym tempie. Po chwili dało się tylko słychać jej
krzyk „są razem!”.
Oboje się roześmialiśmy
przyjemnie i opadliśmy na stół, wtulając się. Jego wargi jeszcze muskały skórę
na mojej szyi, wywołując tym uroczy uśmiech u każdego z nas.
- Nikogo więcej nie
ma w domu? – spytałam niepewnie z uśmiechem, spod przymkniętych powiek.
- A bo to wiesz? –
odparł z cichym pomrukiem, otulając mnie sobą tak, jakby chciał mnie ukryć.
I dobrze, bo po
chwili do środka wpadli wszyscy współlokatorzy.
* * *
Kiedy w końcu
zostaliśmy sami, postanowiliśmy wyrwać się z domu. Jak się okazało – za dużo
radości to też niezdrowo. Od nadmiaru pisków, śmiechów i rozentuzjazmowanych
uśmiechów, zaczynała nas boleć głowa i robić się niedobrze.
Paskudne uczucie.
Spojrzałam w górę, w
te cudowne kocio zielone oczy i przygryzłam dolną wargę w nieśmiałym uśmiechu.
Czułam, że radosna głupawka doparła w końcu i mnie, a ja nie wiedziałam czy mam
się śmiać czy płakać.
Wybrałam to pierwsze.
Splatając z nim
palce, zachichotałam uroczo i ponownie podniosłam na niego spojrzenie swoich
błękitnych oczu. Uwielbiałam ten odcień zieleni, który był widoczny w jego
tęczówkach. Był rzadko spotykany, w pewnym sensie dziki i seksowny.
- Zróbmy jutro
imprezę – powiedział w końcu, a ja poczułam jak każda komórka ciała reaguje na
jego głęboki, niski pomruk.
- Z okazji? –
spytałam przechylając głowę w promiennym uśmiechu, chociaż doskonale znałam
odpowiedź na to pytanie.
- Nas – rzucił luźno,
jakby to nie było nic wielkiego, bo w sumie może i nie było.
Zapiszczałam
radośnie, kiedy złapał mnie w tali i uniósł do góry, kręcąc się w kółko,
również zanosząc głośnym śmiechem. Zakochałam się w tym dźwięku. W każdej
części jego osoby. Teraz już to wiedziałam.
Kiedy mnie w końcu
puścił, znowu splotłam nasze palce, posyłając mu zaczepne uśmieszki i
spojrzenia, na co odpowiadał tym samym. Mieczem wojujesz i od miecza giniesz. A
niech to!
Stanęłam na palcach, zarzucając
ręce na ramiona Alexa i posłałam mu jeden z tych zadziornych uśmieszków, na
które reagował jednym, ponętnym, uwodzicielskim uśmiechem, od którego miękły mi
kolana. Zdecydowanie to powinno być karalne.
Przysunęłam się aby
go pocałować, gdy coś usłyszałam. Zesztywniałam, nasłuchując dźwięków, których
nie potrafiłam od razu zweryfikować. I Alex robił to samo.
Zmarszczyłam brwi i
wracając na pełne stopy ruszyłam ku źródłu dźwięku, ciągnąc za sobą rękę Alexa.
Tsa, teraz byłam odważna, mając za sobą 70 kilo mięśni i zapewne dwa razy
więcej hormonów niż do tej pory myślałam, że chłopcy mają.
Wchodząc do parku
poczułam przechodzący po plecach dreszcz. Chłopak widocznie też to wyczuł,
ponieważ przyciągnął mnie do siebie i dalej szliśmy wtuleni, rozglądając się na
boki.
A dźwięk ciągle
przybierał na sile. Był piskliwy, jak kwilenie niemowlaka, oraz urywany, jak
podczas czkawki albo duszenia. W każdym bądź razie z pewnością nie była to
serenada miłosna. No, chyba, że jakiegoś dziwnego zwierzęcia.
Po przejściu kilku
alejek, dostrzegłam w cieniu drzewa jakąś postać. Pewnie bym ją przeoczyła,
ponieważ znajdywała się pomiędzy dwoma latarniami, lecz to stamtąd dochodził
ten dziwny dźwięk, który już potrafiłam zdefiniować.
Płacz.
Spojrzałam znacząco
na Alexa, lecz ten tylko mocniej przycisnął mnie do piersi. Jęknęłam cicho i
podeszłam z nim jeszcze kilka kroków, po czym się uwolniłam od jego uścisku. Naprawdę
nie chciałam aby patrzył na prawdopodobnie gołą, skrzywdzoną dziewczynę. Miał
już chyba wystarczająco golizny w życiu, prawda?
I w tym momencie
przed oczami znowu stanął mi obraz jego i Sylvi w łóżku…
Odegnałam wściekła to
wspomnienie i ruszyłam ku dziewczynie skulonej w cieniu rozłożystego dębu. Przynajmniej
sądziłam, że to był dąb. Było ciemno i niewiele widziałam, serio. Nie
oceniajcie mnie.
- Nic ci nie jest? –
spytałam będąc kilka kroków od dziewczyny. Nie chciałam jej wystraszyć, będąc
tuż obok. Mogłoby to być tak samo niebezpieczne zarówno dla niej, jak i dla
mnie.
Nie odpowiedziała,
jednakże usłyszałam jak coś zaszeleściło. Domyśliłam się, że dziewczyna się
skuliła, wprawiając w ruch liście. Podeszłam bliżej i kucnęłam obok. Było zbyt
ciemno, abym mogła ją dobrze zobaczyć, lecz już z takiej odległości mogłam co
nieco dostrzec.
Dziewczyna miała
długie, ciemne włosy – nie byłam pewna czy czarne, czy brązowe, a może po
prostu ciemny blond. Łagodne, dziewczęce rysy twarzy i niewielkie, urocze usta.
Westchnęłam smutno i
wyciągnęłam rękę, aby ją pogłaskać, lecz ta przed nią uskoczyła w bok. Usiadłam
na piętach, przyglądając jej się przez dłuższy czas w milczeniu.
- Jestem Victoria i
mieszkam niedaleko. Jest ze mną mój chłopak, Alex.. – zadrżałam mówiąc to
słowo. „Chłopak” brzmiało dziwnie nieodpowiednio, a jednocześnie na swoim miejscu.
– Nie chcę cię skrzywdzić, chcę ci pomóc. Mogę ci jakoś pomóc? – spytałam spoglądając
na dziewczynę. Słyszałam, że do ludzi w szoku trzeba mówić oczywistości i
miałam ogromną nadzieję, że to poskutkuje.
Przez dłuższy czas
dziewczyna przyglądała mi się w milczeniu, jakby nie zwracając uwagi na nic
poza mną. Nie wiedziałam czy mam się bać jakiejś psychopatki, czy współczuć
dziewczynce. Jednakże w pobliżu był Alex, cóż mogła mi takiego zrobić?
Dźgnąć w brzuch? – podpowiedziała mi moja urocza podświadomość,
posyłając zniesmaczone spojrzenie znad kanciastych okularów.
Fuknęłam w głowie na
tę wredną babę, która plątała mi się po głowie i znowu spojrzałam na
dziewczynę, która kuliła się przede mną.
Nie wygląda jakby mogła mnie skrzywdzić – nie mogłam się
powstrzymać przed ocenieniem dziewczyny i znowu skarciłam za to swoją podświadomość.
Ta baba uczy mnie wstrętnych nawyków.
- Chcę do domu –
usłyszałam cichutki, stłumiony szept, który był naprawdę ledwo słyszalny.
Spojrzałam ku
dziewczynie i powoli skinęłam głową, wstając z kucek. Wyciągnęłam rękę ku
dziewczynie, a ta dopiero po chwili niepewnie ją ujęła, pozwalając sobie pomóc
wstać.
Po chwili podeszłyśmy
do Alexa, fakt, dziewczyna nie była do końca przekonana, jednakże w końcu
delikatnie skinęła blondynowi głową, który patrzył na mnie jednocześnie karcąco
i czule. Nigdy chyba nie pojmę sprzeczności tego człowieka.
W świetle latarni
dostrzegłam, że dziewczyna ma ciemnobrązowe włosy, barwy wręcz mlecznej czekolady,
a oczy były niemalże tego samego koloru.
Mimo tego iż była
teraz roztrzęsiona, włosy zmierzwione, a źrenice rozszerzone strachem, widać
było to, że jest bardzo ładna. Kilka razy przyłapałam się na tym iż posyłałam
Alexowi buntownicze spojrzenia, kiedy zbyt długo spoglądał na dziewczynę. To
było silniejsze ode mnie.
Przez całą drogę
dziewczyna nie odezwała się ani razu. Czasem kiwała głową, a czasem zdawała się
wcale nas nie słyszeć. Po prostu prowadziła nas krętymi uliczkami, dzięki
którym widocznie czuła się bezpieczniej.
Zauważyłam, że od
czasu do czasu rozgląda się nerwowo na boki, jakby czegoś oczekując, a nie dostrzegając
tego, ponownie się rozluźniała.
Po kilkunastu
minutach doszliśmy do małego, skromnego domku, który miał w sobie jakiś urok. Był
parterowy i trochę mniejszy niż ten, w którym mieszkałam obecnie, ale wyglądał
naprawdę przytulnie.
Posłałam dziewczynie
spokojny, przyjacielski uśmiech i wyciągnęłam z kieszeni szminkę. Wzięłam rękę
dziewczyny, przez chwilę spoglądając na jej skonsternowaną minę, po czym
zaczęłam kreślić znaki na jej skórze. Kiedy skończyłam podniosłam na nią wzrok
z delikatnym uśmiechem.
- To jest mój numer.
Gdybyś czegoś potrzebowała, porozmawiać czy coś, daj znać – powiedziałam uśmiechając
się przy tym cały czas przyjaźnie i pogłaskałam ją po ramieniu. – Jutro robimy
imprezę w domu na rogu, taki biało-szaty z czarnym dachem, nie przeoczysz –
odparłam z uśmiechem.
Dziewczyna się
uśmiechnęła delikatnie i był to pierwszy uśmiech, który nam podarowała, a ja
poczułam, jak serce skacze mi z radości.
- Lana – szepnęła cicho,
mrugając szybko, jak nakręcana laleczka. – Mam na imię Lana.
* * *
Po powrocie do domu,
przy kolacji, cały czas myślałam o dziewczynie poznanej w parku. Była
przerażona, a ja nie miałam pojęcia co robić. Mogłam jedynie zdać się na własne
przeczycie i powrócić do dawnych wydarzeń, które na zawsze utkwiły mi w
pamięci.
Ciemna noc. Byliśmy na imprezie u przyjaciela, a Taylor
zdecydowanie przesadził z alkoholem, pomimo moich próśb, aby kontrolował to ile
pije. Nigdy tego nie robił.
A teraz musiałam uciekać.
Nie znosiłam go pijanego. Nie znosiłam niekontrolującego
się Taylora, który nie ma żadnych zahamowani. I tego momentu, kiedy włącza się
w nim władca stada. Nie raz próbował przy wszystkich udowodnić to, że należę
tylko do niego, a jeszcze bardziej go podsycało to, że nigdy ze sobą nie
spaliśmy.
Znowu próbował to zrobić przy wszystkich. Stawał się
coraz bardziej agresywny z każdą odmową. W końcu zaczęły latać talerze.
Wiedziałam, że w końcu znajdzie sobie jakąś łatwą laskę i zaspokoi pożądanie, a
rano będzie błagał o wybaczenie – jak zawsze.
A ja jak zawsze naiwnie mu wybaczę.
Pomimo tego ile razy mi naubliżał, upokorzył i uderzył,
byłam w nim naiwnie, ślepo i bezgranicznie zakochana. Nawet mimo to, że mnie
zdradzał z niemalże każdą dziewczyną, która zakręciła dla niego biodrami. I nie
tylko.
Na ostatniej imprezie ciągnął Jake’owi.
Myślałam, że zwymiotuję kiedy to zobaczyłam. A i tak
byłam w stanie mu to wybaczyć. I chociaż byłam świadoma tego, jak bardzo
toksyczna była to miłość, trwałam w niej, ponieważ nie potrafiłam inaczej.
A teraz ukrywałam się w gąszczu drzew, płacząc niczym
dziecko. Pobita, upokorzona i niemalże zgwałcona. I to przez kogoś, kogo tak
bardzo kochałam.
Upadłam na kolana, zwracając nadmiar alkoholu i lekką
kolację.
Marzyłam o tym, aby ktoś teraz przyszedł, wziął mnie w
ramiona i obiecał, że się mną zaopiekuje, że nie będę musiała więcej przez to
przechodzić. Nigdy więcej, z nikim innym.
Jednakże tak nie było.
Nikt nie przyszedł.
- Kochanie, co się
dzieje? – usłyszałam przy uchu zmartwiony głos Alexa i potrząsnęłam głową
próbując odgonić wspomnienia dawnego życia.
Dopóki czułym gestem
nie starł łez z moich policzków, nie byłam świadoma tego, że płaczę. Widocznie
te wszystkie wspomnienia były jeszcze zbyt świeże. Fakt, nie rozmawiałam z
Taylorem od czasów wyprowadzki, lecz mimo to codziennie wydzwaniał po kilka
razy i wysyłał sms’y.
- Myślałam o tej
dziewczynie z parku – szepnęłam wsuwając sobie do ust widelec z chłodną już zapiekanką
mięsną, aby uniknąć tłumaczenia się.
Chłopak widocznie
zrozumiał o co chodzi, bo przygarnął mnie ramieniem do siebie w milczeniu i
zaczął wodzić kojąco opuszkami palców po moim ramieniu.
Nawet nie wiem w
którym momencie usnęłam.
Awwwwwwwwwwwwwwwwwwww. *-*
OdpowiedzUsuń