Rodzice pojechali do Dover
tego samego dnia, w którym jedliśmy lody. Ze szpitala natomiast wypisano mnie
kilka dni później.
I miałam rację. W szkole
miałam sporo zaległości, przez co całe popołudnia i weekendy poświęcałam nauce
i samodzielnemu przerobieniu materiału. Na szczęście wiele pomogły mi notatki
przyjaciół, które robili głównie z myślą o tym, abym mogła się uczyć. Może
dlatego nawet faceci pisali czytelnie.
Przerwa świąteczna zbliżała
się wielkimi krokami, a ja cały czas byłam zawalona nauką. Nie miałam nawet
czasu na zastanowienie się co będę robiła w tym czasie. Uch, nawet nie
zapytałam Alexa jakie on ma plany na ten okres.
Gdy do końca nauki pozostał
tydzień, miałam już większość przedmiotów zaliczonych. Kto by pomyślał, że
raptem dwutygodniową nieobecność nadrabia się ponad miesiąc? Zaległości i materiał
na bieżąco… naprawdę miałam ochotę zacząć rzygać tą wiedzą.
Został mi ostatni weekend
przed ostatecznymi egzaminami, który spędzałam oczywiście przy stosie książek.
Boże, czułam się jak kujon, który nie ma innego życia. A miałam to inne życie. Jego najważniejsza część
siedziała za ścianą w kuchni i coś szykowała.
- Powinnaś sobie zrobić
przerwę, skarbie – usłyszałam po chwili czuły szept tuż przy uchu.
Przechyliłam głowę do boku i
spojrzałam na blondyna spod długich, gęstych rzęs, przywołując na usta uroczy
uśmiech. Fakt, byłam już zmęczona. Powieki same się zamykały, a słowa plątały w
nieskładnych bredniach.
- Powinni to wycofać połowę
tych durnych przedmiotów. Po co nam tyle teorii? – jęknęłam uderzając czołem o
otwartą książkę, co wywołało gardłowy śmiech u chłopaka. - Dobrze, że chociaż
ty się dobrze bawisz – rzuciłam ostro.
- Mózg ci się zagotuje –
odparł rozbawiony i wziął mnie na ręce, zamykając wszystkie książki.
Przez chwilę oponowałam,
wymachując rękami na różne strony, aby pochwycić choć jedną z pomocy naukowych,
po czym się poddałam i wtuliłam w jego umięśnione ciało.
- Rzuć szkołę… – rzucił po
chwili, przez co na mojej twarzy zrodził się głupkowaty uśmieszek.
- … i pracuj w mojej
bibliotece? To nam nie da więcej kasy – westchnęłam i stłumiłam ziewnięcie
ramieniu chłopaka, jednocześnie przymykając powieki.
- Wystarcza nam tyle ile mamy.
- Ale mam ambicje większe niż
praca u swojego chłopaka – jęknęłam, chichocząc przy tym cicho i spojrzałam w
jego kocio zielone oczy.
Widząc czułość w jego oczach,
objęłam go za szyję i musnęłam wargami jego usta, na co zareagował głębokim
pomrukiem. Jego dłonie szybko odnalazły koniec bluzki i się pod nią wsunęły.
Przymknęłam powieki czując jak
zsunął się z pocałunkami na szyję. Przygryzłam dolną wargę, delikatnie się na
nim poruszając pod wpływem dotyku jego palców i słodkiego smaku bliskości.
- Historia sztuki.. –
wymruczałam odchylając głowę do tyłu ze słodkim, dziewczęcym pomrukiem.
- Nawet o tym nie myśl –
szepnął i podniósł się, nadal trzymając mnie na rękach.
Po drodze opierał mną o
ściany, drażniąc zębami skórę mojej szyi, wywołując głębokie pomruki u nas
obojga. Byłam wdzięczna, że pozostali współlokatorzy wyszli na długi spacer.
Już po chwili wylądowaliśmy na
czerwonej, satynowej pościeli, chichocząc jakbyśmy byli na haju. Alex ściągnął
koszulkę przez głowę, po czym pochylił się w moją stronę, napierając wargami na
moje usta w namiętnym pocałunku.
Przesunęłam opuszkami palców
po jego nagiej skórze, czując jak każda myśl odpływa w nieznane, zostawiając
nas samych ze sobą.
Nie czułam się niezgrabna, czy
też niedoświadczona. W ogóle nie czułam się sobą, zupełnie tak, jakby to było
zakodowane gdzieś głęboko we mnie.
A może rzeczywiście tak było.
* * *
Egzamin poszedł mi oczywiście
kiepsko. Nie zawaliłam, lecz C to też nie jest satysfakcjonująca ocena. Fakt,
wieczór z Alexem był cudowny – nie, nie doszło do tego, o czym myślicie,
zbereźnicy – taki jak on sam. Po godzinie, może dwóch usnęłam zmęczona w jego
ramionach i obudziłam się w tym samym miejscu.
To było słodkie.
Wracając do domu z Noxie
zahaczyłyśmy jeszcze o sklep z damską bielizną. Oponowałam z początku, ale jej
znaczący wzrok i kilka komentarzy nawiązujących do moich relacji z Alexem zdały
się być dość przekonujące. Chociażby dla świętego spokoju.
Gdy wyskoczyłam na środek
sklepu w skąpej bieliźnie z czerwonej koronki, która idealnie podkreślała
krągłości, blondynce oczy niemalże wyszły z orbit.
Prawie tak samo jak
przechodzącym za szybą chłopakom. Posłałam im figlarnego buziaka, po czym
podchodząc do okna, zasłoniłam je zasłoną. Spojrzałam karcąco na ekspedientkę i
wróciłam roześmiana do przyjaciółki.
- Cholera, jak ty to robisz? –
jęknęła dziewczyna patrząc na moje ciało, co skwitowałam dziewczęcym śmiechem.
- Nie mam zielonego pojęcia o
czym mówisz – odparłam, trzepocząc rzęsami.
Przesunęłam opuszkiem palca po
niemalże nagim biodrze, układając przy tym usta w niewinny dzióbek, co już po
chwili obie skomentowałyśmy dziewczęcym śmiechem. A już po chwili wróciłam do przebieralni.
I takim właśnie sposobem
opuściłyśmy sklep z trzema zestawami nowej bielizny na głowę. Oczywiście –
wszystkie z ponętnej koronki. Czarny. Czerwony. Czarny.
Wchodząc do domu poczułam
intensywny zapach kurczaka. Może to i lepiej, że wcześniej pożegnałam się z
przyjaciółką – więcej dla nas.
Nawet się nie kłopocząc się
zdejmowaniem butów, czy też odłożeniem zakupów na miejsce i wpadłam do kuchni z
tym głupkowatym uśmieszkiem na ustach. Skwierczenie dobiegające z patelni
wypełniło całe pomieszczenie, a mnie oczy zrobiły się jak dwa spodki.
- Tortilla! – zawołałam
radośnie i puszczając torby, rzuciłam się Joshowi na szyję, ciesząc się niczym
małe dziecko.
Na moje nieszczęście, zakupy
zostały zgrabnie pochwycone przez blondyna, którego jakiś cudem wcześniej nie
zauważyłam wewnątrz. Gdy odsunęłam się od szatyna i spojrzałam na chłopaka,
stojącego za moimi plecami, jego wzrok spoczywał na mnie przepełniony
rozbawieniem.
Miałam wrażenie, że moje
policzki są szkarłatne ze wstydu zmieszanego z zażenowaniem. Skoczyłam do
niego, chcąc zabrać mu torby, lecz ten schował je za sobą, patrząc na mnie z
tym tajemniczym błyskiem w swoich zielonych oczach.
- Chcę cię w tym zobaczyć –
wymruczał wprost do mojego ucha i wsunął mi torby w dłonie z tym zawadiackim
uśmieszkiem.
Pieprz się, Raiver.
Lecz mimo to, oboje wiedzieliśmy,
że zrobię właśnie to, czego on chce. Ponieważ ja sama tego chciałam, dlatego
kupiłam tę bieliznę.
Zmierzyłam chłopaka
spojrzeniem spod przymrużonych powiek i wyminęłam go niemalże wypadając z
kuchni. Dosłownie. Prawie potknęłam się o próg dzielący pomieszczenia.
- Obiad za 15 minut! – zawołał
Josh, gdy drzwi trzasnęły z hukiem o framugę.
* * *
Reszta tamtego dnia nie minęła
już tak emocjonująco. Obiad, powrót do nauki. Przerwa na kawę i pączka, po czym
znowu powrót do nauki. Wieczorem Alex zawitał do pokoju, uśmiechając się
niewinnie.
Chociaż zdecydowanie nie
wyglądał niewinnie.
Spodnie od piżamy seksownie
zwisały z jego bioder, odkrywając opaloną skórę i nagi, umięśniony tors.
Mocniej przygryzłam ołówek, przyglądając się jego ciału od dołu do góry i
wciągnęłam głęboko powietrze widząc ten sam tajemniczy błysk w jego oczach, co
wcześniej w kuchni
Jednakże nie próbował niczego
i chyba na szczęście nas obojga. Po prostu leżał, wodząc opuszkami palców
wzdłuż mojego kręgosłupa, w czasie gdy wtłaczałam do głowy kolejne pokłady
bezsensownej i nieprzydatnej wiedzy.
Gdy mój mózg był już
przeciążony od informacji, zamknęłam książki i oparłam policzek o tors chłopaka
z delikatnym uśmiechem. Czułam jego palce wędrujące po mojej skórze w dół i z
powrotem, co wywoływało delikatne dreszcze.
- Co robimy podczas przerwy
świątecznej? – spytałam z przymkniętymi powiekami wtulona w rozgrzane ciało
blondyna.
- Może pojedziemy do twoich
rodziców? – zagadnął lekkim głosem, a mnie się włoski zjeżyły na ciele.
Nie, że nie tęskniłam za nimi.
Ostatni raz ich widziałam podczas pobytu w szpitalu i to z pewnością też nie
były wymarzone okoliczności na rodzinne spotkanie. Jednakże ewidentnie coś się u
nich działo. Coś, czego nie byłam już częścią i chyba to bolało najbardziej.
Wiedziałam, że po tym jak
traktowałam mamę, nie miałam prawa oczekiwać od niej tego, żeby cokolwiek mi
mówiła, jednakże fakt iż tak się działo sprawiał ból. Z tatą też już nie
rozmawiałam tak często, jak kiedyś. Nawet po ich rozwodzie rozmawialiśmy przez
telefon kilka razy w tygodniu, albo chociaż się spotykaliśmy. W końcu nie
mieszkał tak daleko, tylko w Nowym Jorku.
Rozchyliłam powieki spoglądając
w kocio zielone oczy chłopaka i przełknęłam głośno ślinę, analizując w głowie
wszystkie za i przeciw, których z pewnością było więcej. Mnożyły się jak grzyby
po deszczu.
- Nie wiem czy to najlepszy
pomysł… - szepnęłam po chwili, biorąc głęboki oddech.
- To jest świetny pomysł –
odparł po chwili i musnął wargami jego czoło.
Więcej już o tym nie
rozmawialiśmy, lecz czułam iż decyzja została podjęta. Westchnęłam cicho
czując, jak sen wkrada się między myślami i rozmyślaniem o tym wszystkim co
jest za wyjazdem i przeciw niemu.
Mama była w fatalnym stanie, a
ja bałam się tego, co to mogło zwiastować. Nigdy nie była tak osłabiona,
zmarnowana, nawet po rozwodzie. Pewnie dlatego nigdy jej tego nie wybaczyłam –
nie wydawała się być zbytnio przejęta.
Blask rozświetlał czarną barwę oceanu, po czym oddalał się, zostawiając
za sobą ciemność. Delikatna bryza smagała ciało okryte cienkim materiałem
sukienki…
Nie, jeszcze nie.
Chciałam spędzić weekend
rodzinnie, z Alexem. Wiedziałam, że pewnie by to wszystko wyszło śmiesznie… ale
nie wiedziałam jakbym ja się odnosiła do mamy. Kochałam ją, lecz nie potrafiłam
jej o tym powiedzieć i czułam, że to źle. Bardzo źle.
Tęskniłam za tymi czasami,
kiedy wszyscy byliśmy razem i było niesamowicie dobrze. Potrafiliśmy siedzieć
przed telewizorem i śmiać się z kiepskich filmów zajadając lody łyżkami. Nigdy
nie czułam dystansu, typu to przecież
rodzice. Nie raz wpakowywałam się im w piżamie do łóżka ze szklanką kawy i
siedząc między nimi oglądałam podrzędne seriale.
… W oddali z cienia wychodził znajomy kształt. Włosy tej osoby rozwiał
wiatr, mierzwiąc je w artystycznym nieładzie. Wolnym krokiem zmierzał w moją
stronę, a podążałam w jego. Czułam się tak, jakby jakaś niewyjaśniona siła przyciągała
nas do siebie…
NIE!
Myślałam o tym jak niegdyś
byłam blisko z mamą. Mówiłam jej o wszystkim, o kłopotach z chłopakami, o
pierwszych miłosnych wzlotach i upadkach. O problemach i pierwszych objawach
kobiecości.
A teraz wszystko stało się
jakby przyćmione mgłą…
Widziałam już wyraźnie kształt mięśni nagiego torsu chłopaka. Choć tak
naprawdę nie musiałam ich widzieć, znałam je doskonale na pamięć. Zielone oczy
wpatrzone we mnie z tym charakterystycznym uśmieszkiem…
Nie dałam radu dłużej z tym
walczyć. Odepchnęłam od siebie wszystkie myśli, które kłębiły się w głowie,
odpływając w głęboki sen.
… i już po chwili znalazłam się w ramionach Maxa.
* * *
Po zdaniu ostatniego egzaminu,
Nate zabrał mnie na ogromne lody. Fakt, gdy Alex się dowiedział zdecydowanie
nie był zachwycony tym pomysłem, jednakże ostatecznie nawet życzył nam dobrej
zabawy.
Spoglądałam na przyjaciela
spod długich rzęs, uśmiechając się przy tym w sen swój dziewczęcy sposób, przynajmniej
taką miałam nadzieję. Zanurzyłam łyżeczkę w jagodowych lodach i westchnęłam
cicho.
- Jestem przekonany, że poszło
ci dobrze – powiedział z promiennym uśmiechem zatapiając wargi w czekoladowym
shake’u.
Spojrzałam na szatyna i jego
mleczno brązowe oczy, przy czym nie sposób było się nie uśmiechnąć. Wsunęłam
porcje zimnego przysmaku do ust, wzruszając przy tym delikatnie ramionami.
Za oknem rozciągała się łuna
pomarańczowego światła. Słońce już zachodziło, otulając budynki swoimi
promieniami. Wykrzywiłam wargi w delikatnym uśmiechu, przyglądając się temu
zdarzeniu i ponownie westchnęłam.
- Więc co robisz podczas
przerwy? – głos przyjaciela wyrwał mnie z zamyślenia.
Przeniosłam wzrok błękitnych
tęczówek na przyjaciela i wypuściłam głośno powietrze z płuc, niemalże od razu
markotniejąc. Przyłożyłam dłoń do czoła, czując jak głowa zaczęła mi pulsować i
ponownie wsunęłam łyżeczkę w lodowy deser.
- Jedziemy z Alexem do Dover,
do rodziców – powiedziałam po chwili, zmęczonym głosem.
Dostrzegłam jak szczęka
chłopaka się zacisnęła na dźwięk imienia blondyna i mentalnie wywróciłam
oczami. Ta ich wzajemna niechęć była wręcz irytująca. Jednakże kochałam ich
obu, mimo tego jak razem działali mi na nerwach.
- A ty? – spytałam chcąc
przełamać tę odrobinę niezręczną ciszę.
W spojrzeniu przyjaciela
zauważyłam jakąś smutną nutę, która po chwili zniknęła. Na twarzy Nate’a zagościł
wyzywający uśmieszek. Przeczesał swoje brązowe włosy palcami, nie spuszczając ze
mnie na wpół rozbawionego spojrzenia.
- Jak to co? Bibę u was –
odparł, co oboje skwitowaliśmy głośnym śmiechem.
I już do końca dnia nie poruszyliśmy tego tematu. Po zjedzeniu lodów
poszliśmy na długi, przyjemny spacer po parku. Długo rozmawialiśmy i się
śmialiśmy.
Cieszyłam się, że ani razu nie
zeszliśmy do tematu Taylora, ani tego co się wydarzyło tamtego dnia. Na
szczęście chłopak nie miał na sobie już
żadnych oznak po tamtych zdarzeniach. To znaczyło, że nie ucierpiał mocno i
dziękowałam za to Bogu.
Po tym jak Nathan zaniósł mnie
na plecach na górkę, śmialiśmy się głośno i turlaliśmy do dołu, niczym małe
dzieci. Poczułam się tak, jak za dawnych czasów z Eśką w Dover, podczas wakacji.
Fakt, wtedy było zimno, nie
tak jak teraz z Nathanem, ale uczucie było podobne. I na szczęście nie spadł
jeszcze śnieg, więc mogliśmy się turlać bez obaw o przemoczoną bieliznę.
Wieczorem przyjaciel
odprowadził mnie pod dom, jednakże nie wszedł do środka, aby nie denerwować Alexa. W sumie miał w tym
pewnie trochę racji, może tak było i lepiej. Dla nich obojga.
* * *
Gdy wróciłam, blondyn siedział
na swoim pokoju, który w ostatnim czasie stał się naszym pokojem i grał na
gitarze. Douglas. Uśmiechnęłam się opierając o framugę i zaczęłam wsłuchiwać w
łagodne dźwięki wydobywające się spod delikatnych palców chłopaka.
Kiedy zorientował się, że nie
jest sam, podniósł na mnie speszone spojrzenie zielonych oczu, a ja poczułam
jak serce przepełniała mi czułość. On był taki uroczy, gdy był poświęcony
swojej pasji.
Podeszłam do niego i
pochyliłam się muskając czule jego wargi, po czym chwytając laptop blondyna, wcisnęłam
się w róg łóżka, zachęcając go do kontynuacji utworu. Przez chwilę spoglądał na
mnie tak, jakby nie rozumiał tego, co mówiłam, lecz ostatecznie jego palce
ponownie odnalazły struny i zaczęły wybijać znajome dźwięki.
Przeglądając strony,
wsłuchiwałam się w melodie grane przez ukochanego. Uśmiechnęłam się delikatnie,
mimowolnie odprężając. Ostatecznie weszłam w folder ze zdjęciami i mój uśmiech
się poszerzył.
Natrafiłam na wiele własnych
zdjęć robionych z ukrycia. Jak spałam, albo jadłam, albo chociażby czytałam.
Część z nich była jeszcze z czasów sprzed naszego związku. Przygryzłam wargę na
tę myśl i wyszłam z tego folderu.
Zaciekawiła mnie notatka na
pulpicie i zaciekawiona przechyliłam głowę, klikając dwukrotnie w jednowyrazowy
napis Bilety.
Wciągnęłam głęboko powietrze
do płuc zaskoczona tym, co zastałam ukrytego wewnątrz. Spodziewałam się biletów
na koncert Marsów, o których mówiłam Alexowi już kilka razy, albo chociaż
Biebsa, chociaż wiedziałam, że chłopak zdecydowanie nie jest zachwycony tym
wokalistą. Spodziewałam się wszystkiego, lecz z pewnością nie tego, co zastałam
w tamtym miejscu.
Wpatrywałam się w fakturę
zakupu oniemiała, nieświadomie przygryzając dolną wargę. Przedmiotem zakupu
były dwa bilety lotnicze.
Do Dover.
Na 21 grudnia.
Za dwa dni.
To jest piękne ♥ *.* wiesz, że Cię wielbię XD
OdpowiedzUsuń