środa, 5 września 2012

Rozdział 19


Rodzice pojechali do Dover tego samego dnia, w którym jedliśmy lody. Ze szpitala natomiast wypisano mnie kilka dni później.
I miałam rację. W szkole miałam sporo zaległości, przez co całe popołudnia i weekendy poświęcałam nauce i samodzielnemu przerobieniu materiału. Na szczęście wiele pomogły mi notatki przyjaciół, które robili głównie z myślą o tym, abym mogła się uczyć. Może dlatego nawet faceci pisali czytelnie.
Przerwa świąteczna zbliżała się wielkimi krokami, a ja cały czas byłam zawalona nauką. Nie miałam nawet czasu na zastanowienie się co będę robiła w tym czasie. Uch, nawet nie zapytałam Alexa jakie on ma plany na ten okres.
Gdy do końca nauki pozostał tydzień, miałam już większość przedmiotów zaliczonych. Kto by pomyślał, że raptem dwutygodniową nieobecność nadrabia się ponad miesiąc? Zaległości i materiał na bieżąco… naprawdę miałam ochotę zacząć rzygać tą wiedzą.
Został mi ostatni weekend przed ostatecznymi egzaminami, który spędzałam oczywiście przy stosie książek. Boże, czułam się jak kujon, który nie ma innego życia. A miałam to inne życie. Jego najważniejsza część siedziała za ścianą w kuchni i coś szykowała.
- Powinnaś sobie zrobić przerwę, skarbie – usłyszałam po chwili czuły szept tuż przy uchu.
Przechyliłam głowę do boku i spojrzałam na blondyna spod długich, gęstych rzęs, przywołując na usta uroczy uśmiech. Fakt, byłam już zmęczona. Powieki same się zamykały, a słowa plątały w nieskładnych bredniach.
- Powinni to wycofać połowę tych durnych przedmiotów. Po co nam tyle teorii? – jęknęłam uderzając czołem o otwartą książkę, co wywołało gardłowy śmiech u chłopaka. - Dobrze, że chociaż ty się dobrze bawisz – rzuciłam ostro.
- Mózg ci się zagotuje – odparł rozbawiony i wziął mnie na ręce, zamykając wszystkie książki.
Przez chwilę oponowałam, wymachując rękami na różne strony, aby pochwycić choć jedną z pomocy naukowych, po czym się poddałam i wtuliłam w jego umięśnione ciało.
- Rzuć szkołę… – rzucił po chwili, przez co na mojej twarzy zrodził się głupkowaty uśmieszek.
- … i pracuj w mojej bibliotece? To nam nie da więcej kasy – westchnęłam i stłumiłam ziewnięcie ramieniu chłopaka, jednocześnie przymykając powieki.
- Wystarcza nam tyle ile mamy.
- Ale mam ambicje większe niż praca u swojego chłopaka – jęknęłam, chichocząc przy tym cicho i spojrzałam w jego kocio zielone oczy.
Widząc czułość w jego oczach, objęłam go za szyję i musnęłam wargami jego usta, na co zareagował głębokim pomrukiem. Jego dłonie szybko odnalazły koniec bluzki i się pod nią wsunęły.
Przymknęłam powieki czując jak zsunął się z pocałunkami na szyję. Przygryzłam dolną wargę, delikatnie się na nim poruszając pod wpływem dotyku jego palców i słodkiego smaku bliskości.
- Historia sztuki.. – wymruczałam odchylając głowę do tyłu ze słodkim, dziewczęcym pomrukiem.
- Nawet o tym nie myśl – szepnął i podniósł się, nadal trzymając mnie na rękach.
Po drodze opierał mną o ściany, drażniąc zębami skórę mojej szyi, wywołując głębokie pomruki u nas obojga. Byłam wdzięczna, że pozostali współlokatorzy wyszli na długi spacer.
Już po chwili wylądowaliśmy na czerwonej, satynowej pościeli, chichocząc jakbyśmy byli na haju. Alex ściągnął koszulkę przez głowę, po czym pochylił się w moją stronę, napierając wargami na moje usta w namiętnym pocałunku.
Przesunęłam opuszkami palców po jego nagiej skórze, czując jak każda myśl odpływa w nieznane, zostawiając nas samych ze sobą.
Nie czułam się niezgrabna, czy też niedoświadczona. W ogóle nie czułam się sobą, zupełnie tak, jakby to było zakodowane gdzieś głęboko we mnie.
A może rzeczywiście tak było.


* * *

Egzamin poszedł mi oczywiście kiepsko. Nie zawaliłam, lecz C to też nie jest satysfakcjonująca ocena. Fakt, wieczór z Alexem był cudowny – nie, nie doszło do tego, o czym myślicie, zbereźnicy – taki jak on sam. Po godzinie, może dwóch usnęłam zmęczona w jego ramionach i obudziłam się w tym samym miejscu.
To było słodkie.
Wracając do domu z Noxie zahaczyłyśmy jeszcze o sklep z damską bielizną. Oponowałam z początku, ale jej znaczący wzrok i kilka komentarzy nawiązujących do moich relacji z Alexem zdały się być dość przekonujące. Chociażby dla świętego spokoju.
Gdy wyskoczyłam na środek sklepu w skąpej bieliźnie z czerwonej koronki, która idealnie podkreślała krągłości, blondynce oczy niemalże wyszły z orbit.
Prawie tak samo jak przechodzącym za szybą chłopakom. Posłałam im figlarnego buziaka, po czym podchodząc do okna, zasłoniłam je zasłoną. Spojrzałam karcąco na ekspedientkę i wróciłam roześmiana do przyjaciółki.
- Cholera, jak ty to robisz? – jęknęła dziewczyna patrząc na moje ciało, co skwitowałam dziewczęcym śmiechem.
- Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz – odparłam, trzepocząc rzęsami.
Przesunęłam opuszkiem palca po niemalże nagim biodrze, układając przy tym usta w niewinny dzióbek, co już po chwili obie skomentowałyśmy dziewczęcym śmiechem. A już  po chwili wróciłam do przebieralni.
I takim właśnie sposobem opuściłyśmy sklep z trzema zestawami nowej bielizny na głowę. Oczywiście – wszystkie z ponętnej koronki. Czarny. Czerwony. Czarny.
Wchodząc do domu poczułam intensywny zapach kurczaka. Może to i lepiej, że wcześniej pożegnałam się z przyjaciółką – więcej dla nas.
Nawet się nie kłopocząc się zdejmowaniem butów, czy też odłożeniem zakupów na miejsce i wpadłam do kuchni z tym głupkowatym uśmieszkiem na ustach. Skwierczenie dobiegające z patelni wypełniło całe pomieszczenie, a mnie oczy zrobiły się jak dwa spodki.
- Tortilla! – zawołałam radośnie i puszczając torby, rzuciłam się Joshowi na szyję, ciesząc się niczym małe dziecko.
Na moje nieszczęście, zakupy zostały zgrabnie pochwycone przez blondyna, którego jakiś cudem wcześniej nie zauważyłam wewnątrz. Gdy odsunęłam się od szatyna i spojrzałam na chłopaka, stojącego za moimi plecami, jego wzrok spoczywał na mnie przepełniony rozbawieniem.
Miałam wrażenie, że moje policzki są szkarłatne ze wstydu zmieszanego z zażenowaniem. Skoczyłam do niego, chcąc zabrać mu torby, lecz ten schował je za sobą, patrząc na mnie z tym tajemniczym błyskiem w swoich zielonych oczach.
- Chcę cię w tym zobaczyć – wymruczał wprost do mojego ucha i wsunął mi torby w dłonie z tym zawadiackim uśmieszkiem.
Pieprz się, Raiver.
Lecz mimo to, oboje wiedzieliśmy, że zrobię właśnie to, czego on chce. Ponieważ ja sama tego chciałam, dlatego kupiłam tę bieliznę.
Zmierzyłam chłopaka spojrzeniem spod przymrużonych powiek i wyminęłam go niemalże wypadając z kuchni. Dosłownie. Prawie potknęłam się o próg dzielący pomieszczenia.
- Obiad za 15 minut! – zawołał Josh, gdy drzwi trzasnęły z hukiem o framugę.
* * *

Reszta tamtego dnia nie minęła już tak emocjonująco. Obiad, powrót do nauki. Przerwa na kawę i pączka, po czym znowu powrót do nauki. Wieczorem Alex zawitał do pokoju, uśmiechając się niewinnie.
Chociaż zdecydowanie nie wyglądał niewinnie.
Spodnie od piżamy seksownie zwisały z jego bioder, odkrywając opaloną skórę i nagi, umięśniony tors. Mocniej przygryzłam ołówek, przyglądając się jego ciału od dołu do góry i wciągnęłam głęboko powietrze widząc ten sam tajemniczy błysk w jego oczach, co wcześniej w kuchni
Jednakże nie próbował niczego i chyba na szczęście nas obojga. Po prostu leżał, wodząc opuszkami palców wzdłuż mojego kręgosłupa, w czasie gdy wtłaczałam do głowy kolejne pokłady bezsensownej i nieprzydatnej wiedzy.
Gdy mój mózg był już przeciążony od informacji, zamknęłam książki i oparłam policzek o tors chłopaka z delikatnym uśmiechem. Czułam jego palce wędrujące po mojej skórze w dół i z powrotem, co wywoływało delikatne dreszcze.
- Co robimy podczas przerwy świątecznej? – spytałam z przymkniętymi powiekami wtulona w rozgrzane ciało blondyna.
- Może pojedziemy do twoich rodziców? – zagadnął lekkim głosem, a mnie się włoski zjeżyły na ciele.
Nie, że nie tęskniłam za nimi. Ostatni raz ich widziałam podczas pobytu w szpitalu i to z pewnością też nie były wymarzone okoliczności na rodzinne spotkanie. Jednakże ewidentnie coś się u nich działo. Coś, czego nie byłam już częścią i chyba to bolało najbardziej.
Wiedziałam, że po tym jak traktowałam mamę, nie miałam prawa oczekiwać od niej tego, żeby cokolwiek mi mówiła, jednakże fakt iż tak się działo sprawiał ból. Z tatą też już nie rozmawiałam tak często, jak kiedyś. Nawet po ich rozwodzie rozmawialiśmy przez telefon kilka razy w tygodniu, albo chociaż się spotykaliśmy. W końcu nie mieszkał tak daleko, tylko w Nowym Jorku.
Rozchyliłam powieki spoglądając w kocio zielone oczy chłopaka i przełknęłam głośno ślinę, analizując w głowie wszystkie za i przeciw, których z pewnością było więcej. Mnożyły się jak grzyby po deszczu.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł… - szepnęłam po chwili, biorąc głęboki oddech.
- To jest świetny pomysł – odparł po chwili i musnął wargami jego czoło.
Więcej już o tym nie rozmawialiśmy, lecz czułam iż decyzja została podjęta. Westchnęłam cicho czując, jak sen wkrada się między myślami i rozmyślaniem o tym wszystkim co jest za wyjazdem i przeciw niemu.
Mama była w fatalnym stanie, a ja bałam się tego, co to mogło zwiastować. Nigdy nie była tak osłabiona, zmarnowana, nawet po rozwodzie. Pewnie dlatego nigdy jej tego nie wybaczyłam – nie wydawała się być zbytnio przejęta.
Blask rozświetlał czarną barwę oceanu, po czym oddalał się, zostawiając za sobą ciemność. Delikatna bryza smagała ciało okryte cienkim materiałem sukienki…
Nie, jeszcze nie.
Chciałam spędzić weekend rodzinnie, z Alexem. Wiedziałam, że pewnie by to wszystko wyszło śmiesznie… ale nie wiedziałam jakbym ja się odnosiła do mamy. Kochałam ją, lecz nie potrafiłam jej o tym powiedzieć i czułam, że to źle. Bardzo źle.
Tęskniłam za tymi czasami, kiedy wszyscy byliśmy razem i było niesamowicie dobrze. Potrafiliśmy siedzieć przed telewizorem i śmiać się z kiepskich filmów zajadając lody łyżkami. Nigdy nie czułam dystansu, typu to przecież rodzice. Nie raz wpakowywałam się im w piżamie do łóżka ze szklanką kawy i siedząc między nimi oglądałam podrzędne seriale.
… W oddali z cienia wychodził znajomy kształt. Włosy tej osoby rozwiał wiatr, mierzwiąc je w artystycznym nieładzie. Wolnym krokiem zmierzał w moją stronę, a podążałam w jego. Czułam się tak, jakby jakaś niewyjaśniona siła przyciągała nas do siebie…
NIE!
Myślałam o tym jak niegdyś byłam blisko z mamą. Mówiłam jej o wszystkim, o kłopotach z chłopakami, o pierwszych miłosnych wzlotach i upadkach. O problemach i pierwszych objawach kobiecości.
A teraz wszystko stało się jakby przyćmione mgłą…
Widziałam już wyraźnie kształt mięśni nagiego torsu chłopaka. Choć tak naprawdę nie musiałam ich widzieć, znałam je doskonale na pamięć. Zielone oczy wpatrzone we mnie z tym charakterystycznym uśmieszkiem…
Nie dałam radu dłużej z tym walczyć. Odepchnęłam od siebie wszystkie myśli, które kłębiły się w głowie, odpływając w głęboki sen.
… i już po chwili znalazłam się w ramionach Maxa.


* * *

Po zdaniu ostatniego egzaminu, Nate zabrał mnie na ogromne lody. Fakt, gdy Alex się dowiedział zdecydowanie nie był zachwycony tym pomysłem, jednakże ostatecznie nawet życzył nam dobrej zabawy.
Spoglądałam na przyjaciela spod długich rzęs, uśmiechając się przy tym w sen swój dziewczęcy sposób, przynajmniej taką miałam nadzieję. Zanurzyłam łyżeczkę w jagodowych lodach i westchnęłam cicho.
- Jestem przekonany, że poszło ci dobrze – powiedział z promiennym uśmiechem zatapiając wargi w czekoladowym shake’u.
Spojrzałam na szatyna i jego mleczno brązowe oczy, przy czym nie sposób było się nie uśmiechnąć. Wsunęłam porcje zimnego przysmaku do ust, wzruszając przy tym delikatnie ramionami.
Za oknem rozciągała się łuna pomarańczowego światła. Słońce już zachodziło, otulając budynki swoimi promieniami. Wykrzywiłam wargi w delikatnym uśmiechu, przyglądając się temu zdarzeniu i ponownie westchnęłam.
- Więc co robisz podczas przerwy? – głos przyjaciela wyrwał mnie z zamyślenia.
Przeniosłam wzrok błękitnych tęczówek na przyjaciela i wypuściłam głośno powietrze z płuc, niemalże od razu markotniejąc. Przyłożyłam dłoń do czoła, czując jak głowa zaczęła mi pulsować i ponownie wsunęłam łyżeczkę w lodowy deser.
- Jedziemy z Alexem do Dover, do rodziców – powiedziałam po chwili, zmęczonym głosem.
Dostrzegłam jak szczęka chłopaka się zacisnęła na dźwięk imienia blondyna i mentalnie wywróciłam oczami. Ta ich wzajemna niechęć była wręcz irytująca. Jednakże kochałam ich obu, mimo tego jak razem działali mi na nerwach.
- A ty? – spytałam chcąc przełamać tę odrobinę niezręczną ciszę.
W spojrzeniu przyjaciela zauważyłam jakąś smutną nutę, która po chwili zniknęła. Na twarzy Nate’a zagościł wyzywający uśmieszek. Przeczesał swoje brązowe włosy palcami, nie spuszczając ze mnie na wpół rozbawionego spojrzenia.
- Jak to co? Bibę u was – odparł, co oboje skwitowaliśmy głośnym śmiechem.
I już do końca dnia nie poruszyliśmy tego tematu. Po zjedzeniu lodów poszliśmy na długi, przyjemny spacer po parku. Długo rozmawialiśmy i się śmialiśmy.
Cieszyłam się, że ani razu nie zeszliśmy do tematu Taylora, ani tego co się wydarzyło tamtego dnia. Na szczęście  chłopak nie miał na sobie już żadnych oznak po tamtych zdarzeniach. To znaczyło, że nie ucierpiał mocno i dziękowałam za to Bogu.
Po tym jak Nathan zaniósł mnie na plecach na górkę, śmialiśmy się głośno i turlaliśmy do dołu, niczym małe dzieci. Poczułam się tak, jak za dawnych czasów z Eśką w Dover, podczas wakacji.
Fakt, wtedy było zimno, nie tak jak teraz z Nathanem, ale uczucie było podobne. I na szczęście nie spadł jeszcze śnieg, więc mogliśmy się turlać bez obaw o przemoczoną bieliznę.
Wieczorem przyjaciel odprowadził mnie pod dom, jednakże nie wszedł do środka, aby nie denerwować Alexa. W sumie miał w tym pewnie trochę racji, może tak było i lepiej. Dla nich obojga.

* * *

Gdy wróciłam, blondyn siedział na swoim pokoju, który w ostatnim czasie stał się naszym pokojem i grał na gitarze. Douglas. Uśmiechnęłam się opierając o framugę i zaczęłam wsłuchiwać w łagodne dźwięki wydobywające się spod delikatnych palców chłopaka.
Kiedy zorientował się, że nie jest sam, podniósł na mnie speszone spojrzenie zielonych oczu, a ja poczułam jak serce przepełniała mi czułość. On był taki uroczy, gdy był poświęcony swojej pasji.
Podeszłam do niego i pochyliłam się muskając czule jego wargi, po czym chwytając laptop blondyna, wcisnęłam się w róg łóżka, zachęcając go do kontynuacji utworu. Przez chwilę spoglądał na mnie tak, jakby nie rozumiał tego, co mówiłam, lecz ostatecznie jego palce ponownie odnalazły struny i zaczęły wybijać znajome dźwięki.
Przeglądając strony, wsłuchiwałam się w melodie grane przez ukochanego. Uśmiechnęłam się delikatnie, mimowolnie odprężając. Ostatecznie weszłam w folder ze zdjęciami i mój uśmiech się poszerzył.
Natrafiłam na wiele własnych zdjęć robionych z ukrycia. Jak spałam, albo jadłam, albo chociażby czytałam. Część z nich była jeszcze z czasów sprzed naszego związku. Przygryzłam wargę na tę myśl i wyszłam z tego folderu.
Zaciekawiła mnie notatka na pulpicie i zaciekawiona przechyliłam głowę, klikając dwukrotnie w jednowyrazowy napis Bilety.
Wciągnęłam głęboko powietrze do płuc zaskoczona tym, co zastałam ukrytego wewnątrz. Spodziewałam się biletów na koncert Marsów, o których mówiłam Alexowi już kilka razy, albo chociaż Biebsa, chociaż wiedziałam, że chłopak zdecydowanie nie jest zachwycony tym wokalistą. Spodziewałam się wszystkiego, lecz z pewnością nie tego, co zastałam w tamtym miejscu.
Wpatrywałam się w fakturę zakupu oniemiała, nieświadomie przygryzając dolną wargę. Przedmiotem zakupu były dwa bilety lotnicze.
Do Dover.
Na 21 grudnia.
Za dwa dni.

1 komentarz:

  1. To jest piękne ♥ *.* wiesz, że Cię wielbię XD

    OdpowiedzUsuń