wtorek, 11 września 2012

Rozdział 13


- Myślałaś, że się schowasz? – spytał z tym swoim nazbyt pewnym siebie uśmieszkiem. – Koniec zabawy, wracamy do domu – dodał i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Tu jest mój dom – odparowałam ostro, odtrącając rękę chłopaka, krzywiąc się przy tym. Znałam go dość dobrze. Na tyle dobrze, by wiedzieć jaka będzie jego reakcja na ten czyn.
Jego spojrzenie przybrało barwy głębokiego lazuru, a wargi zacisnęły się w wąską linię. Świdrował spojrzeniem moją sylwetkę, po czym jeszcze bardziej spochmurniał, zaciskając dłonie w pięści.
- Tylko ja mogę cię taką oglądać – rzucił chłodno i od razu pożałowałam swojego skąpego stroju, który zakrywał niewiele więcej niż standardowa bielizna, czy też strój kąpielowy.
- Nie jestem twoją własnością – odpowiedziałam spokojnie, starając się ze wszystkich sił powtrzymać drżenie głosu i byłam dumna z tego, jak gładko przeszły mi te słowa przez usta.
Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a już po chwili leżałam na podłodze. Dzwoniło mi w głowie od uderzenia, przy czym miałam wrażenie, że szczęka mi zaraz eksploduje z niemiłosiernego bólu, rozlewającego się po twarzy.
Nie byłam świadoma tego, że krzyknęłam, zarówno tak jak i tego, że przy uderzeniu głowa, która uskoczyła w bok odbiła się z tępym odgłosem od framugi drzwi.
Nie słyszałam późniejszych krzyków, nie słyszałam niczego oprócz dudnienia krwi w mózgu. Niemalże natychmiast mignęło mi przed oczami kilka kolorowych plam, lecz nie byłam w stanie odróżnić ich od siebie.
Przyłożyłam dłoń do obolałej głowy i poczułam coś lepkiego. Krew. Zaklęłam pod nosem i niemalże natychmiast ponownie się skrzywiłam z bólu.
Dawno nie oberwałam tak mocno. Ostatni raz…. niedługo przez wyjazdem z Dover. I to o wszystkim przesądziło. Dlatego stamtąd uciekłam i zaszyłam się ponad dwa tysiące mil od domu. Dlatego miał mnie nigdy nie znaleźć.
A jednak.
Coś chłodnego dotykało pulsującej rany, więc uchyliłam powieki, spoglądając na przyczynę tego przyjemnego uczucia.
Eli kucała obok, przykładając ścierkę z lodem do mojego czoła, patrząc z troską. Rozchyliłam wargi aby coś powiedzieć i w tej samej chwili spojrzałam w bok, ponieważ jakiś ruch przykuł mój wzrok.
- Przestań! – krzyknęłam zrywając się na równe nogi, przyciskając ścierkę do czoła, którą wyrwałam z dłoni przyjaciółki.
Nagły zryw był potwornym błędem. Zachwiałam się, tracąc na chwilę równowagę, lecz zanim ktokolwiek zdążył zareagować, rzuciłam się do przodu, zmierzając w kierunku wirujących plam.
Słońce już zachodziło, a jego barwna poświata oświetlała dwa kształty turlające się po trawniku.  Czerń zmieszana z żółcią koszulki i jasnym jeansem szortów.
Potknęłam się o krawężnik i syknęłam głośno, odczuwając ból w głowie, lecz mimo to parłam wytrwale przed siebie.
- Stary, puść go – powtarzali na przemian Josh, Matt i Dex próbując odciągnąć Alexa od Taylora.
Znaczy się… to chyba był Taylor. Widziałam jedynie grzywę czarnych włosów, a twarz chłopaka zasłaniały raz po raz opadające pięści blondyna. Brunet wiercił się pod nim, odpychając go i uderzając dłońmi w jego ciało.
Dziewczyny stoczyły się z boku ogrodu, przyglądając sytuacji z przerażeniem i gniewem wymalowanymi na twarzach.
Astrid obejmowała Shannon od tyłu, z wsuniętymi dłońmi w przednie kieszenie dziewczyny i obdarowywała jej szyję pocałunkami. Nie byłam pewna czy to pod wpływem alkoholu, czy po prostu odważyły się pokazać to, co chciały od dłuższego czasu. W każdym bądź razie szatynka widocznie się odprężała pod wpływem pocałunków przyjaciółki.
Widząc rozkosz wymalowaną na twarzy dziewczyny poczułam ścisk w podbrzuszu, który niemalże wyrwał jęk spomiędzy warg. Jedynie zwilżyłam usta, podchodząc bliżej zbiegowiska.
Poczułam czyjąś dłoń, oplatającą mnie w tali, lecz szybko odskoczyłam, niemalże powalając dziewczynę na trawę. Posłałam Nox przepraszające spojrzenie i podeszłam do chłopców.
- Powiedziałam, że macie przestać – odparłam cicho, lecz mimo to szamoczący się faceci znieruchomieli.
Wolną ręką podciągnęłam Alexa do góry, drugą cały czas przytrzymując chłodny kompres na czole, aby w choć niewielkim stopniu uśmierzyć ból.
Spojrzałam na Taylora ukradkiem, bojąc się zawiesić na nim wzrok na dłuższą chwilę. Dostrzegłam krew sączącą się z kącika jego warg i coś, co było pogrzebane głęboko w środku, podpowiadało aby ją zetrzeć.
To było złe, dawna Vik zaczynała się wygrzebywać w otchłani zapomnienia. Była brudna, zbrukana, wychudzona i niepewna, jednakże wciąż żywa. Przerażona, przewrażliwiona. Ale cały czas istniała.
Odsunęłam się z krzykiem przerażona tym faktem i na szczęście Alex zdążył mnie w porę złapać, więc nie wylądowałam na trawie, potykając się o własne nogi.
- Wynoś się, póki żyjesz – warknął wściekle Alex, przytulając mnie do siebie, próbując tym samym uspokoić swój oddech.
Czułam jego napięte mięśnie przez cienki materiał podkoszulki, oraz łomoczące w jego piersi serce, które jakby mogło, wyrwałoby się i samo dokopało brunetowi leżącemu na trawniku.
Widziałam jak Nate dźwignął go na nogi i chwilę później wymierzył prawy sierpowy z taką mocą, że ten zatoczył się do tyłu. Następnie kopnął Taylora w tyłek, wywalając tym samym z posesji.
- Ja nie odejdę bez niej. Vik wróci ze mną do Dover, czy tego chce, czy nie – odparł i chwiejnym krokiem wsiadł do swojego samochodu, po czym odjechał, zostawiając wszystkich nabuzowanych.
A mnie całą roztrzęsioną.


* * *

Nie pamiętam kiedy zasnęłam. Ostatnie co świtało mi w głowie to moment, chwilę po tym jak Taylor odjechał, a mnie dopadło nagłe zmęczenie i cholernie silny ból głowy.
Chyba zemdlałam.
W każdym bądź razie obudziłam się w pokoju, gdzie nigdy nie byłam. Czarne ściany, czerwona, satynowa pościel. Zdecydowanie nigdy tutaj nie byłam. Dookoła wiszące medale i dyplomy.
Następne co dostrzegłam, a raczej poczułam, było ciepłem. Duży obiekt, emitujący sporo ciepła, tuż obok mnie. Spojrzałam w dół swojego ciała i zauważyłam rękę przewieszoną przez moją talię i odetchnęłam z ulgą.
Przygryzając wargę rozpoznałam kształt palców i w miarę wypielęgnowane paznokcie. Oraz ten odcień skóry, który uwielbiałam.
Chwilę później poczułam mrowienie w całym ciele.
Co ja robiłam w łóżku Alexa? Z ALEXEM? Krzyczała moja podświadomość, lecz wewnętrzna bogini podniosła się z gracją i odtańczyła coś, czego z pewnością nie powtórzyłabym w towarzystwie jakiegokolwiek faceta. Cholera, w niczyjej obecności!
Nie chciałam wylądować w jego łóżku. Znaczy chciałam. Znaczy…. YCH!
Odchyliłam delikatnie kołdrę, sprawdzając stan naszych ubrań, a już po chwili usłyszałam stłumiony chichot tuż nad swoim uchem.
Pisnęłam przestraszona i podniosłam głowę do góry, spoglądając na źródło dźwięku. Ujrzałam radośnie błyskające zielone oczy, które patrzyły na mnie spod blond czupryny rozrzuconych włosów.
- Sprawdzasz czy cię nie wykorzystałem, gdy byłaś nieprzytomna? – spytał przygarniając mnie do siebie, przy czym moje policzki płonęły żywą czerwienią.
Przynajmniej tak się właśnie czułam.
Potrząsnęłam lekko głową, wtulając twarz w tors chłopaka, co wyrwało stęknięcie z jego piersi. Podniosłam na niego spojrzenie swoich błękitnych tęczówek, po czym się podniosłam delikatnie.
Fakt, ja pozostałam w tym ubraniu z imprezy, on jednakże miał na sobie luźne spodnie od piżamy oraz – oczywiście – brak koszulki.
Było zbyt wcześnie, aby zauważyć ślady bójki, ponieważ nie miał żadnych nacięć, lecz kiedy nacisnęłam delikatnie miejsce na jego żebrach, ponownie jęknął.
- Będzie siniak jak nic – odparłam, spoglądając na niego zmartwiona i nieznacznie się pochyliłam, muskając wargami jego obolałe miejsce.
Uśmiechnęłam się subtelnie, czując jak jego palce przesuwają się po moim policzku, przeczesują delikatnie włosy z czułością, a ostatecznie dotykają rany na głowie.
- Boli? – spytał i gdy wodził opuszkiem palca po plastrze, skrzywiłam się nieznacznie z bólu, przygryzając wargę. - Kim on był?
Spojrzałam na niego z przerażeniem, czując jak ciało mi sztywnieje w reakcji na wspomnienie o Taylorze.
Nie powinno go tu być, powtarzała w kółko moja podświadomość, która nie wiem jakim cudem wstała chyba po raz pierwszy z fotela i zaczęła krążyć po pokoju w głębokim zamyśleniu. Natomiast po mojej wewnętrznej bogini nie było śladu. Pewnie zaszyła się gdzieś, niemalże tak jak dawna Vik. Tylko, że bogini zrobiła to dobrowolnie. Dawną wersję siebie, pogrzebałam żywcem.
Widocznie nie dość głęboko.
- Hej, shhhh. Nieważne – odparł przytulając mnie mocno do siebie, widocznie wyczuwając zmianę w moim nastroju.
Przygryzłam wargę i skinęłam głową, wtulając się w niego niczym bezbronne dziecko. Czułam się przy nim bezpiecznie. Po raz pierwszy od dawna, czułam się naprawdę bezpieczna.
Jednakże już po chwili moje myśli powędrowały w zupełnie innym kierunku. Kanarkowa żółć koszulki, z tą czupryną czarnych włosów i pewnym siebie, hardym spojrzeniem błękitnych oczu.
Nie powinno go tu być, przypomniała moja podświadomość wysokim, piskliwym głosem, widocznie wytrącona z równowagi samą obecnością chłopaka.
Nie powinno go tu być, powtarzała w kółko jak jakąś mantrę. Tak, jakby mogło to sprawdzić, że dzięki temu chłopak by zniknął z San Diego. I z mojego życia.
Nie powinno go tu być, powiedziałam w myślach, chcąc aby tak się stało. Chcąc, aby w końcu odszedł i dał mi spokój. Jednakże znałam go. Wiedziałam, że to nie jest chłopak, który odpuszcza.
Nie powinno go tu być, powtórzyłam razem ze swoją podświadomością i usnęłam, wtulona w swoją teraźniejszość, o blond włosach i pięknych kocio zielonych oczach.
Teraźniejszość i mam nadzieję, że również przyszłość.


* * *

Następne dnie mijały bez podobnych emocji – i całe szczęście!
Wróciłam do szkoły. Fakt, na policzku miałam nieznacznego siniaka, którego tuszowałam pudrem, więc nie było tak widać. Gorzej było z tym na czole, który otaczał ranę głowy. Musiałam zaczesywać włosy na bok, aby to zakryć, ale poza tym nie było widać śladów bójki.
Przynajmniej fizycznie.
Obecność Taylora w pobliżu działała na mnie bardzo niepokojąco. Cały czas miałam przeczucie, że ktoś mnie obserwuje, śledzi każdy mój krok. Czasem miałam nawet wrażenie, że widzę jego samochód, lecz gdy mrugałam, znikał bez śladu.
Oczywiście nie mogłam już chodzić sama do szkoły. Josh mnie zawoził i przywoził wtedy, kiedy nie mógł robić tego Alex.
A właśnie, Alex. U niego pozornie też nie było widać śladów bójki – byłam teraz wdzięczna boskiej opatrzności za to, że brunet nie trafił go w twarz.
Co wieczór godzinami smarowałam jego tors i plecy maściami, aby uśmierzyć ból chłopaka oraz aby jak najszybciej zniknęły siniaki pokrywające opaloną skórę.

Czekałam w bibliotece, jak każdego dnia, od pamiętnej imprezy, czekając na telefon od ukochanego. Przewracając kartki jedna po drugiej, oddawałam się lekturze Tristana i Izoldy, o ich zakazanej miłości, próbach, wzlotach i upadkach.
Zaczesałam włosy na jeden bok, pamiętając o tym, aby nie odsłonić rany na czole, uśmiechając się przy tym delikatnie. Tego dnia miałam na sobie kusą sukienkę w drobne kwiatki oraz ciemne balerinki, które pasowały kolorystycznie do sukienki.
Podniosłam wzrok znad książki, spoglądając na grupkę osób, która stoczyła się przy drzwiach czytelni, patrząc na plakat tam zawieszony. W sumie się im nie dziwiłam, wcześniej sama go przeczytałam. Z dziesięć razy.
Nasza szkoła organizowała imprezę Halloweenową 30 października i ogłoszono konkurs na najlepsze przebranie. Dwa dni przed moimi urodzinami.
Nie, żebym odliczała dni do ukończenia siedemnastki, co to to nie. Nie obchodziłam urodzin, chociaż i tak zawsze wszyscy składali mi życzenia i niby przypadkiem doznawali ochoty na obdarowanie mnie prezentami.
Jeszcze trzy dni do urodzin. Czas tak szybko tutaj spłynął. Dopiero co przyjechałam, a już minęły prawie dwa miesiące.
Poczułam wibrację telefonu ułożonego na kolanach i widząc imię na wyświetlaczu, mimowolnie uśmiechnęłam się promiennie, przeciągając palcem po ekranie, aby odebrać połączenie.
- Gotowa? – usłyszałam głęboki pomruk blondyna w słuchawce, przez co moje policzki przybrały zdrowych kolorów.
- Jak nigdy – odparłam szeptem, wsuwając książkę do torby i podnosząc się z krzesła.
- Czy to było dwuznaczne, panno Collins? – spytał, a w jego głosie dosłyszałam nutkę rozbawienia zmieszaną z czymś, co odzywało się w dolnej partii mojego ciała.
- A powinno być? – rzuciłam kiwając głową bibliotekarce, po czym lekkim krokiem opuściłam pomieszczenie.
- Mam nadzieję – powiedział, po czym usłyszałam dźwięk gasnącego silnika. – Zbieraj się, mała.
- Uhum – rzuciłam z cichym chichotem i się rozłączyłam, zmierzając do wyjścia ze szkoły.
Pomimo nachodzącego listopada, słońce nadal radośnie świeciło, dając nam jeszcze kilka cieplejszych dni. Przygryzłam wargę popychając mosiężne, szkolne drzwi i mój wzrok niemalże od razu odnalazł dobrze zbudowanego chłopaka, który opierał się o swoje czarne BMW. Kiedyś mówił jaki to model.. BMW i8 Concept? Jakoś tak.
Podbiegłam do niego niemalże skocznie i wtuliłam się w rozgrzane ciało blondyna. Miał na sobie cienką, białą koszulkę, przez którą można było dostrzec zarys jego mięśni, ale na szczęście nie było widać ciemnofioletowych sińców.
Poczułam jak jego silne ramiona otulają mnie z delikatnością, a z jego gardła wydobył się cichy pomruk, wywołując uśmiech na moich ustach. Wspięłam się na palce i musnęłam z czułością jego wargi.
Jego palce bez trudu wplątały się w moje włosy, masując opuszkami głowę. Oboje wydaliśmy z siebie słodki pomruk, łącząc się w czułym, francuskim pocałunku, a nasze języki stały się niemalże jednym. Druga dłoń chłopaka zacisnęła się na mojej tali, niemalże unosząc mnie do góry, na co sukienka podskoczyła nieco wyżej. Biorąc pod uwagę, że już i bez tego sięgała nieznacznie za pośladki, zachichotałam cicho, kręcąc przy tym biodrami, aby powróciła na swoje miejsce. Przycisnął swoje biodra do moich, nawet na moment nie przerywając namiętnego pocałunku.
Po chwili odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Przygryzłam wargę, przy czym cichutko sapnęłam widząc ten błysk pożądania w zielonych oczach chłopaka i jego próby unormowania oddechu. Przesunęłam opuszkami palców po jego zarumienionych policzkach, na co zareagował głębokim pomrukiem, niczym zadowolony kocur.
I w tym samym momencie na parking wjechał biały Cadillac Escalade. Od razu poznałam ten samochów. Tak samo jak i moje mięśnie, które się napięły, a oddech przyspieszył, jednakże już nie z rozkoszy.
Ze strachu.
Alex poczuł tę zmianę i podążył za moim wzrokiem. Kiedy spostrzegł samochód i jego czarnowłosego kierowcę, pociągnął mnie za rękę szybko, w stronę miejsca obok pasażera. Drzwi otworzyły się do góry, a ja wylądowałam na fotelu. Już po chwili blondyn zajął miejsce za kółkiem. Kiedy zamknął samochód, ruszył z piskiem opon tuż przed tym jak cadillac zatoczył koło i wylądował na naszym dawnym miejscu.
Wcisnęłam się w swoje siedzenie, zaciskając palce po jego bokach i przełknęłam ślinę. Spojrzałam ukradkiem na chłopaka obok, który tak mocno zaciskał palce na kierownicy, że aż kłykcie mu pobielały.
Chciałam dotknąć jego ramienia, chcąc aby się rozluźnił. Lecz nie mogłam. Odkąd Taylor pojawił się w mieście, dawna Vik zaczynała się wydostawać ze swej głębokiej jamy, a wraz z nią, jej obawy i bariery.
Nie mogłam dotykać bruneta kiedy pałał wściekłością. Wiedziałam, że zawahałby się przed tym aby wyżyć się na mnie, tak więc lepiej było pozostawać z boku. Dopóki był wściekły, lepiej było aby nie przypominał sobie o mojej obecności.
Oczywiście, że wiedziałam iż Alex by mnie nie skrzywdził. Czułam się przy nim bezpiecznie, czego nieczęsto zaznawałam w towarzystwie Taylora.
Alex był lepszy, to było wiadome i zdecydowanie widoczne. Jednakże to jest jak z lataniem, prawda? Nawet jeśli się uwielbia samoloty jako środek transportu, to po katastrofie, w której braliśmy udział, będziemy unikali go jak ognia.
I tak samo było z Alexem. Uwielbiałam być przy nim, być z nim. Jednakże bałam się, że powtórzy się to samo, co miałam w Dover. Co miałam z Taylorem.
Wynikiem tego była szybka jazda do domu, w absolutnym milczeniu.


* * *

Po powrocie do domu byłam nabuzowana, lecz emocje opadły równie szybko, jak się pojawiły. A wraz z nimi opuściła mnie energia, a oczy zamknęły się nagle, niespodziewanie, ciągnąc mnie do krainy snów.
Obudziłam się znowu w łóżku Alexa. Tym razem od razu rozpoznałam pokój chłopaka i przeciągnęłam się pod satynową pościelą i uśmiechnęłam się mimowolnie.
A później stanął mi przed oczami obraz z parkingu. Przełknęłam ślinę i wysunęłam się z łóżka, czując nagły przypływ mdłości. Co jeśli on zrobi coś Alexowi? Nawet nie mogłam o tym myśleć.
Po tym jak wyszłam po jego pokoju, zeszłam po schodach do salonu. Usłyszałam przytłumiony głos, ale i bez rozumienia słów, rozpoznałam baryton blondyna, więc skierowałam się tam, skąd on wychodził.
Już miałam pchnąć kuchenne drzwi, gdy do moich uszu dotarły już całe słowa. Znieruchomiałam, a dech zamarł mi w piersi.
- … stary, to jest kompletny psychopata! – zawołał chłopak, znacznie podniesionym głosem, z wyraźnym gniewem. - Nie dość, że ten gnojek ją wtedy uderzył, to jeszcze dzisiaj, gdy odbierałem ją ze szkoły, chciał w nas wjechać! Albo nas zastraszyć, sam nie wiem. No ale pomyśl, jaki normalny człowiek wjeżdża autem w swoją byłą dziewczynę i w jej faceta?  - warknął i po chwili usłyszałam jak wypuszcza powietrze z płuc. Po chwili słychać było też czyjąś cichą odpowiedź, jakby próbował uspokoić rozgniewanego chłopaka. Miałam wrażenie, że drugim rozmówcą był Josh. - Nie boję się go, Don Josh, ale boje się o samą Vik! Co jeśli on coś jej zrobi? ON NAS ŚLEDZI, ROZUMIESZ TO?! – wykrzyczał i uderzył dłońmi o stół, na co musiałam się powstrzymać aby nie krzyknąć. - Wie gdzie mieszkamy. Może przyjdzie w nocy, włamie się i zrobi nam krzywdę, JEJ KRZYWDĘ. Nie będę mógł spać po nocach wiedząc, że ten cały Taylor się tu kręci. Nie wiem jak ty, ale ja proponuje założyć jakiś alarm. Eli też może coś zrobić, Amy może coś zrobić – powiedział ciszej, jednakże cały czas nerwowo, po czym nastąpiła krótka przerwa. - A jeśli skrzywdzi którąś z dziewczyn albo Ciebie to przyrzekam, że go zabije, a wiesz, że jestem do tego zdolny.
I to ostatnie zdanie wywołało dreszcz na moim ciele. Zabić. Czy Alex faktycznie jest w stanie zabić? Alex? Mój Alex? Ten czuły, opiekuńczy i kochający chłopak, byłby w stanie pozbawić kogoś życia?
Zabić za ciebie i swoich przyjaciół, skarciła mnie moja podświadomość, spoglądając znad swoich kanciastych okularów.
Zabójstwo pozostaje zabójstwem.
I z taką myślą pociągnęłam kuchenne drzwi. W tym samym momencie, w którym ktoś pchnął je z drugiej strony.

7 komentarzy:

  1. Nie musimy się lubić jednak pisać, piszesz dobrze. Jak dotąd chyba twój najlepszy rozdział. ~Ł

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. ♥ kocham, po prostu k o c h a m, nic dodać nic ująć :3

    OdpowiedzUsuń
  4. BOŻESZZZ VIKI PODNIECAM SIEMM MYŚLĄC IŻ UCZYNIŁAŚ MNIE NA SWOIM BLOGU LESBIJKĄ

    OdpowiedzUsuń