- Myślałaś, że się
schowasz? – spytał z tym swoim nazbyt pewnym siebie uśmieszkiem. – Koniec
zabawy, wracamy do domu – dodał i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Tu jest mój dom –
odparowałam ostro, odtrącając rękę chłopaka, krzywiąc się przy tym. Znałam go
dość dobrze. Na tyle dobrze, by wiedzieć jaka będzie jego reakcja na ten czyn.
Jego spojrzenie
przybrało barwy głębokiego lazuru, a wargi zacisnęły się w wąską linię.
Świdrował spojrzeniem moją sylwetkę, po czym jeszcze bardziej spochmurniał,
zaciskając dłonie w pięści.
- Tylko ja mogę cię
taką oglądać – rzucił chłodno i od razu pożałowałam swojego skąpego stroju,
który zakrywał niewiele więcej niż standardowa bielizna, czy też strój
kąpielowy.
- Nie jestem twoją
własnością – odpowiedziałam spokojnie, starając się ze wszystkich sił
powtrzymać drżenie głosu i byłam dumna z tego, jak gładko przeszły mi te słowa
przez usta.
Nie zdążyłam nawet
mrugnąć, a już po chwili leżałam na podłodze. Dzwoniło mi w głowie od
uderzenia, przy czym miałam wrażenie, że szczęka mi zaraz eksploduje z
niemiłosiernego bólu, rozlewającego się po twarzy.
Nie byłam świadoma
tego, że krzyknęłam, zarówno tak jak i tego, że przy uderzeniu głowa, która
uskoczyła w bok odbiła się z tępym odgłosem od framugi drzwi.
Nie słyszałam
późniejszych krzyków, nie słyszałam niczego oprócz dudnienia krwi w mózgu.
Niemalże natychmiast mignęło mi przed oczami kilka kolorowych plam, lecz nie
byłam w stanie odróżnić ich od siebie.
Przyłożyłam dłoń do
obolałej głowy i poczułam coś lepkiego. Krew. Zaklęłam pod nosem i niemalże
natychmiast ponownie się skrzywiłam z bólu.
Dawno nie oberwałam
tak mocno. Ostatni raz…. niedługo przez wyjazdem z Dover. I to o wszystkim
przesądziło. Dlatego stamtąd uciekłam i zaszyłam się ponad dwa tysiące mil od
domu. Dlatego miał mnie nigdy nie znaleźć.
A jednak.
Coś chłodnego
dotykało pulsującej rany, więc uchyliłam powieki, spoglądając na przyczynę tego
przyjemnego uczucia.
Eli kucała obok,
przykładając ścierkę z lodem do mojego czoła, patrząc z troską. Rozchyliłam
wargi aby coś powiedzieć i w tej samej chwili spojrzałam w bok, ponieważ jakiś
ruch przykuł mój wzrok.
- Przestań! –
krzyknęłam zrywając się na równe nogi, przyciskając ścierkę do czoła, którą
wyrwałam z dłoni przyjaciółki.
Nagły zryw był
potwornym błędem. Zachwiałam się, tracąc na chwilę równowagę, lecz zanim
ktokolwiek zdążył zareagować, rzuciłam się do przodu, zmierzając w kierunku
wirujących plam.
Słońce już
zachodziło, a jego barwna poświata oświetlała dwa kształty turlające się po
trawniku. Czerń zmieszana z żółcią
koszulki i jasnym jeansem szortów.
Potknęłam się o
krawężnik i syknęłam głośno, odczuwając ból w głowie, lecz mimo to parłam
wytrwale przed siebie.
- Stary, puść go –
powtarzali na przemian Josh, Matt i Dex próbując odciągnąć Alexa od Taylora.
Znaczy się… to chyba
był Taylor. Widziałam jedynie grzywę czarnych włosów, a twarz chłopaka zasłaniały
raz po raz opadające pięści blondyna. Brunet wiercił się pod nim, odpychając go
i uderzając dłońmi w jego ciało.
Dziewczyny stoczyły
się z boku ogrodu, przyglądając sytuacji z przerażeniem i gniewem wymalowanymi
na twarzach.
Astrid obejmowała Shannon
od tyłu, z wsuniętymi dłońmi w przednie kieszenie dziewczyny i obdarowywała jej
szyję pocałunkami. Nie byłam pewna czy to pod wpływem alkoholu, czy po prostu
odważyły się pokazać to, co chciały od dłuższego czasu. W każdym bądź razie
szatynka widocznie się odprężała pod wpływem pocałunków przyjaciółki.
Widząc rozkosz
wymalowaną na twarzy dziewczyny poczułam ścisk w podbrzuszu, który niemalże
wyrwał jęk spomiędzy warg. Jedynie zwilżyłam usta, podchodząc bliżej
zbiegowiska.
Poczułam czyjąś dłoń,
oplatającą mnie w tali, lecz szybko odskoczyłam, niemalże powalając dziewczynę
na trawę. Posłałam Nox przepraszające spojrzenie i podeszłam do chłopców.
- Powiedziałam, że
macie przestać – odparłam cicho, lecz mimo to szamoczący się faceci
znieruchomieli.
Wolną ręką podciągnęłam
Alexa do góry, drugą cały czas przytrzymując chłodny kompres na czole, aby w
choć niewielkim stopniu uśmierzyć ból.
Spojrzałam na Taylora
ukradkiem, bojąc się zawiesić na nim wzrok na dłuższą chwilę. Dostrzegłam krew
sączącą się z kącika jego warg i coś, co było pogrzebane głęboko w środku,
podpowiadało aby ją zetrzeć.
To było złe, dawna
Vik zaczynała się wygrzebywać w otchłani zapomnienia. Była brudna, zbrukana,
wychudzona i niepewna, jednakże wciąż żywa. Przerażona, przewrażliwiona. Ale cały
czas istniała.
Odsunęłam się z
krzykiem przerażona tym faktem i na szczęście Alex zdążył mnie w porę złapać,
więc nie wylądowałam na trawie, potykając się o własne nogi.
- Wynoś się, póki
żyjesz – warknął wściekle Alex, przytulając mnie do siebie, próbując tym samym
uspokoić swój oddech.
Czułam jego napięte
mięśnie przez cienki materiał podkoszulki, oraz łomoczące w jego piersi serce,
które jakby mogło, wyrwałoby się i samo dokopało brunetowi leżącemu na
trawniku.
Widziałam jak Nate
dźwignął go na nogi i chwilę później wymierzył prawy sierpowy z taką mocą, że
ten zatoczył się do tyłu. Następnie kopnął Taylora w tyłek, wywalając tym samym
z posesji.
- Ja nie odejdę bez
niej. Vik wróci ze mną do Dover, czy tego chce, czy nie – odparł i chwiejnym
krokiem wsiadł do swojego samochodu, po czym odjechał, zostawiając wszystkich
nabuzowanych.
A mnie całą
roztrzęsioną.
* * *
Nie pamiętam kiedy
zasnęłam. Ostatnie co świtało mi w głowie to moment, chwilę po tym jak Taylor
odjechał, a mnie dopadło nagłe zmęczenie i cholernie silny ból głowy.
Chyba zemdlałam.
W każdym bądź razie
obudziłam się w pokoju, gdzie nigdy nie byłam. Czarne ściany, czerwona,
satynowa pościel. Zdecydowanie nigdy tutaj nie byłam. Dookoła wiszące medale i
dyplomy.
Następne co
dostrzegłam, a raczej poczułam, było ciepłem. Duży obiekt, emitujący sporo
ciepła, tuż obok mnie. Spojrzałam w dół swojego ciała i zauważyłam rękę
przewieszoną przez moją talię i odetchnęłam z ulgą.
Przygryzając wargę
rozpoznałam kształt palców i w miarę wypielęgnowane paznokcie. Oraz ten odcień
skóry, który uwielbiałam.
Chwilę później
poczułam mrowienie w całym ciele.
Co ja robiłam w łóżku Alexa? Z ALEXEM? Krzyczała moja
podświadomość, lecz wewnętrzna bogini podniosła się z gracją i odtańczyła coś,
czego z pewnością nie powtórzyłabym w towarzystwie jakiegokolwiek faceta.
Cholera, w niczyjej obecności!
Nie chciałam
wylądować w jego łóżku. Znaczy chciałam. Znaczy…. YCH!
Odchyliłam delikatnie
kołdrę, sprawdzając stan naszych ubrań, a już po chwili usłyszałam stłumiony
chichot tuż nad swoim uchem.
Pisnęłam
przestraszona i podniosłam głowę do góry, spoglądając na źródło dźwięku.
Ujrzałam radośnie błyskające zielone oczy, które patrzyły na mnie spod blond
czupryny rozrzuconych włosów.
- Sprawdzasz czy cię
nie wykorzystałem, gdy byłaś nieprzytomna? – spytał przygarniając mnie do
siebie, przy czym moje policzki płonęły żywą czerwienią.
Przynajmniej tak się
właśnie czułam.
Potrząsnęłam lekko
głową, wtulając twarz w tors chłopaka, co wyrwało stęknięcie z jego piersi.
Podniosłam na niego spojrzenie swoich błękitnych tęczówek, po czym się
podniosłam delikatnie.
Fakt, ja pozostałam w
tym ubraniu z imprezy, on jednakże miał na sobie luźne spodnie od piżamy oraz –
oczywiście – brak koszulki.
Było zbyt wcześnie,
aby zauważyć ślady bójki, ponieważ nie miał żadnych nacięć, lecz kiedy
nacisnęłam delikatnie miejsce na jego żebrach, ponownie jęknął.
- Będzie siniak jak
nic – odparłam, spoglądając na niego zmartwiona i nieznacznie się pochyliłam,
muskając wargami jego obolałe miejsce.
Uśmiechnęłam się
subtelnie, czując jak jego palce przesuwają się po moim policzku, przeczesują
delikatnie włosy z czułością, a ostatecznie dotykają rany na głowie.
- Boli? – spytał i
gdy wodził opuszkiem palca po plastrze, skrzywiłam się nieznacznie z bólu,
przygryzając wargę. - Kim on był?
Spojrzałam na niego z
przerażeniem, czując jak ciało mi sztywnieje w reakcji na wspomnienie o
Taylorze.
Nie powinno go tu być, powtarzała w kółko moja
podświadomość, która nie wiem jakim cudem wstała chyba po raz pierwszy z fotela
i zaczęła krążyć po pokoju w głębokim zamyśleniu. Natomiast po mojej
wewnętrznej bogini nie było śladu. Pewnie zaszyła się gdzieś, niemalże tak jak
dawna Vik. Tylko, że bogini zrobiła to dobrowolnie. Dawną wersję siebie,
pogrzebałam żywcem.
Widocznie nie dość głęboko.
- Hej, shhhh.
Nieważne – odparł przytulając mnie mocno do siebie, widocznie wyczuwając zmianę
w moim nastroju.
Przygryzłam wargę i
skinęłam głową, wtulając się w niego niczym bezbronne dziecko. Czułam się przy
nim bezpiecznie. Po raz pierwszy od dawna, czułam się naprawdę bezpieczna.
Jednakże już po
chwili moje myśli powędrowały w zupełnie innym kierunku. Kanarkowa żółć
koszulki, z tą czupryną czarnych włosów i pewnym siebie, hardym spojrzeniem
błękitnych oczu.
Nie powinno go tu być, przypomniała moja podświadomość
wysokim, piskliwym głosem, widocznie wytrącona z równowagi samą obecnością
chłopaka.
Nie powinno go tu być, powtarzała w kółko jak jakąś mantrę.
Tak, jakby mogło to sprawdzić, że dzięki temu chłopak by zniknął z San Diego. I
z mojego życia.
Nie powinno go tu być, powiedziałam w myślach, chcąc aby
tak się stało. Chcąc, aby w końcu odszedł i dał mi spokój. Jednakże znałam go.
Wiedziałam, że to nie jest chłopak, który odpuszcza.
Nie powinno go tu być, powtórzyłam razem ze swoją
podświadomością i usnęłam, wtulona w swoją teraźniejszość, o blond włosach i
pięknych kocio zielonych oczach.
Teraźniejszość i mam
nadzieję, że również przyszłość.
* * *
Następne dnie mijały
bez podobnych emocji – i całe szczęście!
Wróciłam do szkoły.
Fakt, na policzku miałam nieznacznego siniaka, którego tuszowałam pudrem, więc
nie było tak widać. Gorzej było z tym na czole, który otaczał ranę głowy.
Musiałam zaczesywać włosy na bok, aby to zakryć, ale poza tym nie było widać
śladów bójki.
Przynajmniej
fizycznie.
Obecność Taylora w
pobliżu działała na mnie bardzo niepokojąco. Cały czas miałam przeczucie, że
ktoś mnie obserwuje, śledzi każdy mój krok. Czasem miałam nawet wrażenie, że
widzę jego samochód, lecz gdy mrugałam, znikał bez śladu.
Oczywiście nie mogłam
już chodzić sama do szkoły. Josh mnie zawoził i przywoził wtedy, kiedy nie mógł
robić tego Alex.
A właśnie, Alex. U
niego pozornie też nie było widać śladów bójki – byłam teraz wdzięczna boskiej
opatrzności za to, że brunet nie trafił go w twarz.
Co wieczór godzinami smarowałam
jego tors i plecy maściami, aby uśmierzyć ból chłopaka oraz aby jak najszybciej
zniknęły siniaki pokrywające opaloną skórę.
Czekałam w
bibliotece, jak każdego dnia, od pamiętnej imprezy, czekając na telefon od
ukochanego. Przewracając kartki jedna po drugiej, oddawałam się lekturze Tristana i Izoldy, o ich zakazanej
miłości, próbach, wzlotach i upadkach.
Zaczesałam włosy na
jeden bok, pamiętając o tym, aby nie odsłonić rany na czole, uśmiechając się
przy tym delikatnie. Tego dnia miałam na sobie kusą sukienkę w drobne kwiatki
oraz ciemne balerinki, które pasowały kolorystycznie do sukienki.
Podniosłam wzrok znad
książki, spoglądając na grupkę osób, która stoczyła się przy drzwiach czytelni,
patrząc na plakat tam zawieszony. W sumie się im nie dziwiłam, wcześniej sama
go przeczytałam. Z dziesięć razy.
Nasza szkoła
organizowała imprezę Halloweenową 30 października i ogłoszono konkurs na
najlepsze przebranie. Dwa dni przed moimi urodzinami.
Nie, żebym odliczała
dni do ukończenia siedemnastki, co to to nie. Nie obchodziłam urodzin, chociaż
i tak zawsze wszyscy składali mi życzenia i niby przypadkiem doznawali ochoty
na obdarowanie mnie prezentami.
Jeszcze trzy dni do
urodzin. Czas tak szybko tutaj spłynął. Dopiero co przyjechałam, a już minęły
prawie dwa miesiące.
Poczułam wibrację
telefonu ułożonego na kolanach i widząc imię na wyświetlaczu, mimowolnie
uśmiechnęłam się promiennie, przeciągając palcem po ekranie, aby odebrać
połączenie.
- Gotowa? –
usłyszałam głęboki pomruk blondyna w słuchawce, przez co moje policzki
przybrały zdrowych kolorów.
- Jak nigdy –
odparłam szeptem, wsuwając książkę do torby i podnosząc się z krzesła.
- Czy to było
dwuznaczne, panno Collins? – spytał, a w jego głosie dosłyszałam nutkę
rozbawienia zmieszaną z czymś, co odzywało się w dolnej partii mojego ciała.
- A powinno być? –
rzuciłam kiwając głową bibliotekarce, po czym lekkim krokiem opuściłam
pomieszczenie.
- Mam nadzieję –
powiedział, po czym usłyszałam dźwięk gasnącego silnika. – Zbieraj się, mała.
- Uhum – rzuciłam z
cichym chichotem i się rozłączyłam, zmierzając do wyjścia ze szkoły.
Pomimo nachodzącego
listopada, słońce nadal radośnie świeciło, dając nam jeszcze kilka cieplejszych
dni. Przygryzłam wargę popychając mosiężne, szkolne drzwi i mój wzrok niemalże od
razu odnalazł dobrze zbudowanego chłopaka, który opierał się o swoje czarne
BMW. Kiedyś mówił jaki to model.. BMW i8 Concept? Jakoś tak.
Podbiegłam do niego
niemalże skocznie i wtuliłam się w rozgrzane ciało blondyna. Miał na sobie
cienką, białą koszulkę, przez którą można było dostrzec zarys jego mięśni, ale
na szczęście nie było widać ciemnofioletowych sińców.
Poczułam jak jego
silne ramiona otulają mnie z delikatnością, a z jego gardła wydobył się cichy
pomruk, wywołując uśmiech na moich ustach. Wspięłam się na palce i musnęłam z
czułością jego wargi.
Jego palce bez trudu wplątały
się w moje włosy, masując opuszkami głowę. Oboje wydaliśmy z siebie słodki
pomruk, łącząc się w czułym, francuskim pocałunku, a nasze języki stały się
niemalże jednym. Druga dłoń chłopaka zacisnęła się na mojej tali, niemalże
unosząc mnie do góry, na co sukienka podskoczyła nieco wyżej. Biorąc pod uwagę,
że już i bez tego sięgała nieznacznie za pośladki, zachichotałam cicho, kręcąc
przy tym biodrami, aby powróciła na swoje miejsce. Przycisnął swoje biodra do
moich, nawet na moment nie przerywając namiętnego pocałunku.
Po chwili odsunęliśmy
się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Przygryzłam wargę, przy czym
cichutko sapnęłam widząc ten błysk pożądania w zielonych oczach chłopaka i jego
próby unormowania oddechu. Przesunęłam opuszkami palców po jego zarumienionych
policzkach, na co zareagował głębokim pomrukiem, niczym zadowolony kocur.
I w tym samym
momencie na parking wjechał biały Cadillac Escalade. Od razu poznałam ten
samochów. Tak samo jak i moje mięśnie, które się napięły, a oddech
przyspieszył, jednakże już nie z rozkoszy.
Ze strachu.
Alex poczuł tę zmianę
i podążył za moim wzrokiem. Kiedy spostrzegł samochód i jego czarnowłosego
kierowcę, pociągnął mnie za rękę szybko, w stronę miejsca obok pasażera. Drzwi
otworzyły się do góry, a ja wylądowałam na fotelu. Już po chwili blondyn zajął
miejsce za kółkiem. Kiedy zamknął samochód, ruszył z piskiem opon tuż przed tym
jak cadillac zatoczył koło i wylądował na naszym dawnym miejscu.
Wcisnęłam się w swoje
siedzenie, zaciskając palce po jego bokach i przełknęłam ślinę. Spojrzałam ukradkiem
na chłopaka obok, który tak mocno zaciskał palce na kierownicy, że aż kłykcie
mu pobielały.
Chciałam dotknąć jego
ramienia, chcąc aby się rozluźnił. Lecz nie mogłam. Odkąd Taylor pojawił się w
mieście, dawna Vik zaczynała się wydostawać ze swej głębokiej jamy, a wraz z nią,
jej obawy i bariery.
Nie mogłam dotykać
bruneta kiedy pałał wściekłością. Wiedziałam, że zawahałby się przed tym aby
wyżyć się na mnie, tak więc lepiej było pozostawać z boku. Dopóki był wściekły,
lepiej było aby nie przypominał sobie o mojej obecności.
Oczywiście, że
wiedziałam iż Alex by mnie nie skrzywdził. Czułam się przy nim bezpiecznie,
czego nieczęsto zaznawałam w towarzystwie Taylora.
Alex był lepszy, to
było wiadome i zdecydowanie widoczne. Jednakże to jest jak z lataniem, prawda?
Nawet jeśli się uwielbia samoloty jako środek transportu, to po katastrofie, w
której braliśmy udział, będziemy unikali go jak ognia.
I tak samo było z
Alexem. Uwielbiałam być przy nim, być z nim. Jednakże bałam się, że powtórzy
się to samo, co miałam w Dover. Co miałam z Taylorem.
Wynikiem tego była
szybka jazda do domu, w absolutnym milczeniu.
* * *
Po powrocie do domu
byłam nabuzowana, lecz emocje opadły równie szybko, jak się pojawiły. A wraz z
nimi opuściła mnie energia, a oczy zamknęły się nagle, niespodziewanie, ciągnąc
mnie do krainy snów.
Obudziłam się znowu w
łóżku Alexa. Tym razem od razu rozpoznałam pokój chłopaka i przeciągnęłam się
pod satynową pościelą i uśmiechnęłam się mimowolnie.
A później stanął mi
przed oczami obraz z parkingu. Przełknęłam ślinę i wysunęłam się z łóżka,
czując nagły przypływ mdłości. Co jeśli
on zrobi coś Alexowi? Nawet nie mogłam o tym myśleć.
Po tym jak wyszłam po
jego pokoju, zeszłam po schodach do salonu. Usłyszałam przytłumiony głos, ale i
bez rozumienia słów, rozpoznałam baryton blondyna, więc skierowałam się tam,
skąd on wychodził.
Już miałam pchnąć
kuchenne drzwi, gdy do moich uszu dotarły już całe słowa. Znieruchomiałam, a
dech zamarł mi w piersi.
- … stary, to
jest kompletny psychopata! – zawołał chłopak, znacznie podniesionym głosem, z
wyraźnym gniewem. - Nie dość, że ten gnojek ją wtedy uderzył, to jeszcze
dzisiaj, gdy odbierałem ją ze szkoły, chciał w nas wjechać! Albo nas
zastraszyć, sam nie wiem. No ale pomyśl, jaki normalny człowiek wjeżdża autem w
swoją byłą dziewczynę i w jej faceta? -
warknął i po chwili usłyszałam jak wypuszcza powietrze z płuc. Po chwili
słychać było też czyjąś cichą odpowiedź, jakby próbował uspokoić rozgniewanego chłopaka.
Miałam wrażenie, że drugim rozmówcą był Josh. - Nie boję się go, Don Josh, ale
boje się o samą Vik! Co jeśli on coś jej zrobi? ON NAS ŚLEDZI, ROZUMIESZ TO?! –
wykrzyczał i uderzył dłońmi o stół, na co musiałam się powstrzymać aby nie
krzyknąć. - Wie gdzie mieszkamy. Może przyjdzie w nocy, włamie się i zrobi nam
krzywdę, JEJ KRZYWDĘ. Nie będę mógł spać po nocach wiedząc, że ten cały Taylor
się tu kręci. Nie wiem jak ty, ale ja proponuje założyć jakiś alarm. Eli też
może coś zrobić, Amy może coś zrobić – powiedział ciszej, jednakże cały czas
nerwowo, po czym nastąpiła krótka przerwa. - A jeśli skrzywdzi którąś z
dziewczyn albo Ciebie to przyrzekam, że go zabije, a wiesz, że jestem do tego
zdolny.
I to
ostatnie zdanie wywołało dreszcz na moim ciele. Zabić. Czy Alex faktycznie jest w stanie zabić? Alex? Mój Alex? Ten
czuły, opiekuńczy i kochający chłopak, byłby w stanie pozbawić kogoś życia?
Zabić za ciebie i swoich przyjaciół,
skarciła mnie moja podświadomość, spoglądając znad swoich kanciastych okularów.
Zabójstwo pozostaje zabójstwem.
I z taką myślą
pociągnęłam kuchenne drzwi. W tym samym momencie, w którym ktoś pchnął je z
drugiej strony.
Nie musimy się lubić jednak pisać, piszesz dobrze. Jak dotąd chyba twój najlepszy rozdział. ~Ł
OdpowiedzUsuń♥
OdpowiedzUsuńCzekam na 14 :D
Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥ Kocham ♥
OdpowiedzUsuń♥ kocham, po prostu k o c h a m, nic dodać nic ująć :3
OdpowiedzUsuńBOŻESZZZ VIKI PODNIECAM SIEMM MYŚLĄC IŻ UCZYNIŁAŚ MNIE NA SWOIM BLOGU LESBIJKĄ
OdpowiedzUsuńCudowne;3
OdpowiedzUsuńSwietnnny ;3
OdpowiedzUsuń