poniedziałek, 17 września 2012

Rozdział 9


Zamieszałam łyżeczką w pucharku, wzdychając przy tym smutno. Nie miałam siły na nic, nawet aby się zebrać i przygotować jakieś sensowne śniadanie. Lecz z drugiej strony nie miałam nawet ochoty na jakiekolwiek śniadanie. Pewnie też dlatego siedziałam nad pucharkiem lodów, próbując cokolwiek przełknąć.
Nie poszłam do szkoły. Nie potrafiłam. Siedziałam teraz w kuchni z podkulonymi nogami i za dużej koszulce, która przekrzywiona odkrywała jedno z ramion. Westchnęłam smutno, wpatrując się w truskawkowy syrop, spływający po waniliowych lodach.
Włosy w całkowitym nieładzie, a na policzkach jeszcze widoczne strużki po łzach. Poruszyłam palcami stóp i podparłam się smutno na jednej ręce, spoglądając na lody kompletnie niezainteresowana.
I w tym momencie po raz pierwszy od dawna pomyślałam o mamie. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie, nawet w trakcie rozwodu.
Zacisnęłam powieki czując świeże łzy toczące się na dół po delikatnej skórze policzka. Nie raz mówiła, że go kocha, jednakże nigdy nie widziałam jej w takim stanie, w jakim sama się znajdowałam.
Mimo to wiedziałam, że potrafiłaby mi pomóc. Nie byłam pewna tylko tego, czy bym jej na to pozwoliła.
Podniosłam spojrzenie swoich zmęczonych, przygaszonych niebieskich oczu na otwierające się drzwi kuchenne, w których po chwili stanęła Amy.
Westchnęłam cicho i wróciłam do wpatrywania się w rozpływające lody, nie mogąc znieść tego spojrzenia pełnego troski i współczucia, które emanowało z każdego, nawet najdrobniejszego, gestu przyjaciółki.
Blondynka podeszła do stołu i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Nie musiałam na nią patrzeć, aby wiedzieć, że cały czas przygląda mi się z niezmienną mieszanką uczuć.
- Kochanie, co się dzieje? – spytała po chwili milczenia, głosem pełnym troski i współczucia, czyli tego, czego się spodziewałam. Niestety.
Nie potrafiłam odpowiedzieć na jej pytanie. A może po prostu nie chciałam. Wiedziałam, że jeśli tylko otworzę usta, nie będę mogła zatrzymać potoku łez, który tłumię od rana. Wystarczy, że całą noc spędziłam na płaczu.
- Vik, proszę, powiedz mi – powiedziała niemalże desperackim głosem. – Nie ma mnie jeden dzień i wszystko się sypie. Co się wczoraj wydarzyło? Wychodząc z domu wszyscy byli szczęśliwi. Ty i Alex wydawaliście się…
- No jacy? – wychrypiałam i od razu tego pożałowałam. Po pierwszej łzie spłynęła następna, a po tamtej kolejna. Schowałam twarz w drżących dłoniach, po raz kolejny od wczoraj czując jak rozpadam się na milion kawałków.
- Szczęśliwi. Razem – dodała już ostrożniej widząc, w jakim tragicznym stanie jestem.
Obeszła stół i usiadła przy mnie, przytulając do siebie. Chyba miało mnie to uspokoić, lecz jednakże dało całkiem odwrotny efekt, ponieważ wybuchłam głośnym płaczem wtulając się w przyjaciółkę.
- Co się wydarzyło, że teraz wszyscy chodzą jak struci? Eli z Joshem chodzą jak na szpilkach, Alex jest milczący i widocznie przybity, a ty płaczesz jak nigdy – powiedziała zmartwiona, głaszcząc mnie po plecach w widocznie kojącym geście, który niestety nie jest w stanie dać mi ulgi. – Przeszłaś nawet przez ataki Sophie i się nie załamałaś. Co się takiego wydarzyło, że doprowadziło cię do takiego stanu? – dodała po chwili, na co zacisnęłam mocniej dłonie na koszulce przyjaciółki płacząc jeszcze głośniej.
Dalej już nie ciągnęła tematu, zapewne widząc, że i tak nic ze mnie nie wyciągnie w tym stanie. A może po prostu nie chciała pogłębiać tego stanu. To zapewne wiedziała już tylko Amy.
Jeszcze przez chwilę siedziałam na kolanach przyjaciółki, lecz kiedy największy napad płaczu minął, wolałam zostać sama. Blondynka oczywiście to uszanowała i wyszła pod pretekstem zakupów.
I w taki sposób znowu zostałam sama ze swoimi myślami, które wolałabym, aby mogły albo zabić, albo uciec, ponieważ tortura, jaką zadają jest nie do zniesienia.
Wpatrywałam się w roztopione lody, co jakiś czas maczając w nich łyżeczkę, chcąc cokolwiek przełknąć, lecz ani razu mi to nie wyszło. Ciągle przerywał mi to obraz Alexa i ciemnowłosej dziewczyny, przez co zbierało mi się jednocześnie na wymioty i płacz.
Chciałam zrobić cokolwiek, aby oderwać myśli od tego, lecz dłonie mi drżały, a ciało zrobiło się ciężkie przez zmęczenie wywołane nieprzespaną, przepłakaną nocą.
Zacisnęłam mocniej powieki próbując odgonić myśli wczorajszego wieczoru, lecz na próżno. Mina blondyna, kiedy wychodziłam z kuchni wryła mi się w pamięć i nie chciała jej opuścić.
Szok. Żal. Smutek. I niema desperacja. Przez te uczucia widoczne na twarzy wyglądał jak zagubione dziecko, które nie wie, co ma ze sobą teraz zrobić.
A później za każdym razem, gdy mnie mijał, co niestety jest nie uniknione, kiedy mieszka się razem, jego minę niemalże męczeńską. Rozchylające się wargi, jakby chciał coś powiedzieć, co nie zostało mu dane.
Pokręciłam głową próbując odgonić wspomnienie zmęczonych, smutnych zielonych oczu, nie chcąc się znowu rozpłakać, co byłoby niemalże pewne, gdybym pozwoliła sobie na dalsze rozmyślanie nad tym.
I w tym samym momencie zadzwonił telefon. Spojrzałam na jego wyświetlacz i jęknęłam w duchu, próbując się opanować.
Spike.
Przeczesałam włosy palcami świadoma tego, że nie mogę z nim rozmawiać, będąc jednocześnie w totalnej rozsypce. Nie powinien o tym wiedzieć, nie powinien się o mnie martwić.
Wzięłam głęboki oddech, aby odebrać telefon, lecz w tym samym momencie poczułam jak napływa kolejna fala palących łez, a chwilę później telefon przestał dzwonić.
Zmusiłam się jedynie do napisania sms’a przyjacielowi, aby nie martwił się nadto:

Nic mi nie jest, po prostu źle się czuję. Zobaczymy się jutro.
Kocham, Vik

Odłożyłam telefon obok i skuliłam się na krześle próbując się jakoś pozbierać po tym wszystkim, lecz przychodziło to aż nadto trudno.
Po chwili słychać było wibracje telefonu oznajmiające przychodzącą wiadomość i spojrzałam na nią, pewna, że to odpowiedź od przyjaciela.
Jednakże nią nie była.
Taylor.
Nawet nie czytając, usunęłam tę wiadomość kipiąc niemalże frustracją. Czy on nigdy nie da mi spokoju? Pokręciłam głową dobrze znając odpowiedź. Dobrze znając tego chłopaka.
Teraz już sama nie mogłam ze sobą wytrzymać i musiałam wziąć się w garść. Ostatni raz byłam w takim stanie po kolejnej zdradzie tego faceta. A teraz nie jestem już taką naiwną, głupiutką dziewczyną.
Poza tym nie byłam z Alexem i nie powinnam tak tego przeżywać. Właśnie, nie powinnam.
Wstałam z krzesła i wyszłam z kuchni przepełniona tym nastrojem, za wszelką cenę nie pozwalając napłynąć wspomnieniom wczorajszego wieczora.


* * *


            Wyszłam z łazienki z delikatnym uśmiechem po odświeżającym prysznicu. Przebrałam się i teraz miałam na sobie ulubione, dżinsowe szorty sięgające nieznacznie za pośladki, a na górę obcisłą białą bokserkę, która kończyła się niewiele wyżej nad spodenkami. Długie blond włosy upięłam w koński ogon, który spływał po jednym z ramion przenosząc się w dół piersi, a makijaż był jak zawsze czarny, jednakże delikatny. Cienkie kreski eyelinera na górnych powiekach, a dolne podkreślone równie cienkimi kreskami czarnej kredki. Rzęsy pociągnięte tuszem, przez co wydawały się grubsze i bardziej podkręcone, natomiast na wargach widniała warstwa czekoladowego błyszczyku.
            Teraz już w o wiele lepszym nastroju ruszyłam do kuchni chcąc zabrać się za porządki. Od razu zabrałam się za zmywanie, począwszy od pucharka po lodach, następnie za to, co pozostało ze śniadań pośpiesznie jedzonych przez przyjaciół.
            Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z niej czyjś serek homogenizowany o smaku waniliowym i sięgnęłam po łyżeczkę. Dopiero kiedy poczułam go na języku dotarło do mnie jak bardzo głodna byłam.
            Przy kolejnej łyżeczce dobiegł mnie dźwięk pukania do drzwi, więc ruszyłam do wyjścia z łyżeczką w ustach i delikatnym uśmiechem.
            Lecz kiedy otworzyłam drzwi, wcale nie było mi do śmiechu.
             Cofnęłam się mimowolnie, spoglądając na ciemnowłosą dziewczynę powoli wchodzącą do domu z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
            - Alexa nie ma – powiedziałam wkładając w to tyle jadu ile tylko mój szokowany mózg dał radę i stanęłam przed nią udaremniając jej wejście dalej.
            - Ale ja nie do niego. Ja do ciebie – powiedziała z chłodnym uśmiechem, zamykając za sobą drzwi.
            Przeraziło mnie to jak swobodnie czuje się w tym domu. Sama nie wiem dlaczego to wywołało na mnie takie uczucie. Po prostu.
            - Ale ja nie mam o czym z tobą rozmawiać– powiedziałam patrząc na nią z zapewne mocno widoczną wrogością.
            Jej spojrzenie stało się rozbawione, lecz co najmniej nie w miły sposób. Przepełnione wyrachowaniem i czymś na pozór politowania.
            - Oczywiście, że masz – powiedziała po chwili i już chciała ruszyć do środka, kiedy ponownie zastąpiłam jej drogę. – Będziesz tutaj gościa trzymać? To nie kulturalne – powiedziała kręcąc głową z wyraźnym rozbawieniem.
            - Kultura dla kulturalnych – syknęłam patrząc jej w oczy, powstrzymując się przed usunięciem tego jej cynicznego uśmieszku z twarzy.
            - Kulturalnych powiadasz? Nie wiem czy kulturalnie jest odbijać chłopaka – powiedziała i teraz na jej twarzy nie pozostało nic po jakiejkolwiek formie uśmiechu. Zastąpiła go irytacja.
            - Nie mam pojęcia, o czym mówisz – warknęłam w odpowiedzi, mrużąc gniewnie oczy.
            - Nie udawaj głupiej. Nie wiem, co Alex w tobie widzi, ale wiedz jedno. On do mnie wróci. Na kolanach. Prędzej czy później – powiedziała, a na jej twarzy ponownie pojawił się kpiący uśmiech, za który miałam ochotę dać tej flądrze w twarz.
            - Widzisz, nie sądzę. Ja tutaj mieszkam. A ty dostałaś kiedyś taką propozycję? – spytałam i uśmiechnęłam się triumfująco, widząc zaskoczenie na twarzy dziewczyny. – A teraz wynoś się stąd, bo tylko siejesz ferment. Przychodzisz tu i sądzisz, że coś zmienisz? Widocznie nie jesteś dość dobra i chociaż to dla ciebie trudne, musisz się z tym pogodzić. – dodałam i otworzyłam drzwi aby wyszła, zanim całkiem mnie poniesie.
            Kiedy to zrobiłam, obie doznałyśmy pełnej miary szoku. W drzwiach stał blondyn jak zwykle nienagannie ubrany i włosami potarganymi w zmysłowym nieładzie. Zielone oczy chłopaka były rozszerzone, co świadczyło o takiej samej mierze zaskoczenia jak nasze.
            Jednakże zanim zdążył coś powiedzieć, ciemnowłosa dziewczyna wybiegła z domu, wręcz ziejąc irytacją, bądź też czystą frustracją, a ja nadal z łyżeczką w ręce ruszyłam na górę, do pokoju Amy, zostawiając za sobą znieruchomiałego Alexa.

* * *

            Leżąc na łóżku przyjaciółki ze słuchawkami jej iPada w uszach spoglądałam beznamiętnym wzrokiem na sufit. Potrzebowałam chwili, aby przetrawić to czego się dowiedziałam. W sumie to znacznie dłuższej chwili niż by się mogło pozornie wydawać.
            Poczułam delikatny ruch czegoś na swojej skórze, kiedy akurat spoglądałam przez okno i przeniosłam wzrok na osobę stojącą obok i mimowolnie odskoczyłam w bok.
             Wyciągnęłam słuchawki z uszu przyglądając się niepewnej minie chłopaka, który akurat uciekł spojrzeniem w bok.
            - Tak? – mruknęłam cicho przyglądając mu się w zamyśleniu.
            - Jest już zupa. Może zjesz póki ciepła? – spytał niczym niepewny chłopiec i w tym momencie spojrzałam na niego po prostu zaskoczona.
            Silny, wysoki, dobrze zbudowany chłopak może być tak… zagubiony czy też potulny? Nie mieściło mi się to w głowie. Może dlatego też przez chwilę spoglądałam na niego z lekko rozchylonymi ustami.
            Pokręciłam lekko głową próbując się opanować i odchrząknęłam cicho .
            - Jasne, z przyjemnością – powiedziałam po chwili lekko zachrypłym głosem i niemalże od razu tego pożałowałam.
            Na twarzy Alexa zagościł słodki uśmiech, a mi do oczu od razu napłynęły łzy. Kiedy się uśmiechał był taki piękny, tak bardzo przypominał mi tego chłopaka, który mi się podobał. I tego, o którym tak bardzo chciałam zapomnieć.
            - Vik… - zaczął, ale machnęłam ręką, aby przestał.
                - Nie ważne – powiedziałam wstając, przy czym nie byłam w stanie spojrzeć blondynowi w te jego piękne, zielone oczy, więc odwróciłam głowę. – Jestem głodna – dodałam cicho, po czym jak na komendę wyszliśmy z pokoju.
                Schodząc po schodach oboje milczeliśmy, cicho wzdychając raz po raz. Gdy weszliśmy do kuchni zabrałam się za wyciąganie miseczek, Alex zaś stanął przy garnku z zupą.            Podając mu pierwszą miskę nieświadomie dotknęłam palcami jego dłoni i momentalnie nasze spojrzenia się zetknęły.
            Upuściłam naczynie, które na szczęście wylądowało w dłoni blondyna i cofnęłam się o krok czując przyspieszone bicie serca i napływającą nową falę gorących łez.
            - Vik…
            - Nie, Alex – powiedziałam siadając na krześle, po czym podkuliłam nogi. – Dlaczego zerwałeś z Sylvią?
            Na to pytanie znieruchomiał z ręką w powietrzu i dopiero po chwili nalał zupy do miski, stawiając ją przede mną, lecz w dalszym ciągu nie odpowiadał. Dopiero kiedy usiadł naprzeciwko mnie ze swoją porcją, poniósł na mnie wzrok z cichym westchnieniem.
            - Ponieważ tak trzeba było – powiedział po chwili i zajął się pomidorową, która najwidoczniej bardzo mu smakowała. Kiedy i ja jej spróbowałam, wcale mu się nie dziwiłam. Była rewelacyjna.
            - Dobra – powiedziałam cicho, sama nie wiedząc czy na temat zupy czy jego zerwania.
            - Coś jeszcze mówiła? – spytał mając wzrok utkwiony w swoim daniu, lecz mięśnie pozostały napięte. Westchnęłam cicho i przełknęłam to, co miałam w ustach.
            - Że to moja wina – powiedziałam po chwili i spojrzałam na niego. Oczy chłopaka zacisnęły się mocno, a dopiero po chwili rozluźniły. – Ale to nie ma najmniejszego sensu – dodałam po chwili.
            - Dlaczego tak sądzisz? – spytał przyglądając mu się już uważniej, tracąc zainteresowanie zupą.
            Uniosłam brew również odstawiając końcówkę zupy, biorąc przy tym jeden z głębszych oddechów. Spojrzałam mu w oczy z widocznym bólem i konsternacją, która z pewnością odmalowała się na mojej twarzy.
            - Ponieważ gdyby ci na mnie zależało, nie przeleciałbyś jej po tym jak się całowaliśmy – powiedziałam chłodno, jednakże na same te słowa do mych oczu zawitały łzy.
            Cóż, mogłam się spodziewać tego, że w końcu dojdzie do tej rozmowy. Jednakże nie aż tak szybko, nie dopóki emocje jeszcze nie opadły.
            Obserwowałam jak Alex niemo porusza ustami to je otwierając, to je zamykając, tak jakby szukał sensownej odpowiedzi na moje zarzuty. Lecz logicznie myśląc – czy takowe w ogóle istniały?
            - Nalegała – szepnął cicho i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć kontynuował dalej. – Powiedziała, że jeśli po tym nie zmienię zdania, da mi spokój.
            - Cóż. Nie dała. A oprócz tego mnie zraniłeś. Chyba poniosłeś porażkę na całym polu, prawda? – spytałam mrużąc oczy z irytacją, rozdrażnieniem i czymś, czego chciałam się za wszelką cenę pozbyć. Z bólem.
            - Zraniłem cię? – spytał zaskoczony otwierając szerzej oczy.
            - Zależało mi na tobie. Na tobie, a nie na tym, kim się okazałeś. Zabawiłeś się mną Alexandrze. Bez żadnych skrupułów – powiedziałam ścierając łzy z policzków, które nawet nie wiem w którym momencie zaczęły płynąć. – Ale nie martw się. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu.
            Powiedziałam i zerwałam się, aby wybiec, lecz blondyn podniósł się w tej samej chwili i kiedy chciałam wybiec, wbiegłam prosto w jego ramiona. Kiedy chciałam się obrócić, aby go wyminąć, jego wargi spoczęły na moich, odbierając mi zdolność ruchu.
            - Potrzebuję cię – szepnął z wargami przy moich ustach, a w głosie chłopaka pobrzmiewała desperacja  i strach w najczystszej postaci.
            Zaczerpnęłam głęboki oddech, czując jak wszystko w głowie mi się kręci. Przygryzłam mocno wargę i dopiero po chwili odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Wyraz jego twarzy wręcz błagał o zgodę, o wybaczenie.
            - A ja ciebie – szepnęłam tak cicho jak tylko potrafiłam, jednocześnie próbując odgonić z oczu łzy. – Jednakże ja potrzebuję tylko wnętrza. Bez ciała. Kiedy przemyślisz to, czego ty tak naprawdę chcesz, daj znać, ponieważ ja nie pójdę z tobą do łóżka, Alexandrze – szepnęłam drżącym głosem i zanim zdążył zareagować, zostawiłam za sobą zamykające się kuchenne drzwi.

5 komentarzy: