Zamieszałam
łyżeczką w pucharku, wzdychając przy tym smutno. Nie miałam siły na nic, nawet
aby się zebrać i przygotować jakieś sensowne śniadanie. Lecz z drugiej strony
nie miałam nawet ochoty na jakiekolwiek śniadanie. Pewnie też dlatego siedziałam
nad pucharkiem lodów, próbując cokolwiek przełknąć.
Nie
poszłam do szkoły. Nie potrafiłam. Siedziałam teraz w kuchni z podkulonymi
nogami i za dużej koszulce, która przekrzywiona odkrywała jedno z ramion.
Westchnęłam smutno, wpatrując się w truskawkowy syrop, spływający po
waniliowych lodach.
Włosy w
całkowitym nieładzie, a na policzkach jeszcze widoczne strużki po łzach.
Poruszyłam palcami stóp i podparłam się smutno na jednej ręce, spoglądając na
lody kompletnie niezainteresowana.
I w tym
momencie po raz pierwszy od dawna pomyślałam o mamie. Nigdy nie widziałam jej w
takim stanie, nawet w trakcie rozwodu.
Zacisnęłam
powieki czując świeże łzy toczące się na dół po delikatnej skórze policzka. Nie
raz mówiła, że go kocha, jednakże nigdy nie widziałam jej w takim stanie, w
jakim sama się znajdowałam.
Mimo to
wiedziałam, że potrafiłaby mi pomóc. Nie byłam pewna tylko tego, czy bym jej na
to pozwoliła.
Podniosłam
spojrzenie swoich zmęczonych, przygaszonych niebieskich oczu na otwierające się
drzwi kuchenne, w których po chwili stanęła Amy.
Westchnęłam
cicho i wróciłam do wpatrywania się w rozpływające lody, nie mogąc znieść tego
spojrzenia pełnego troski i współczucia, które emanowało z każdego, nawet
najdrobniejszego, gestu przyjaciółki.
Blondynka
podeszła do stołu i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Nie musiałam na nią
patrzeć, aby wiedzieć, że cały czas przygląda mi się z niezmienną mieszanką
uczuć.
-
Kochanie, co się dzieje? – spytała po chwili milczenia, głosem pełnym troski i
współczucia, czyli tego, czego się spodziewałam. Niestety.
Nie
potrafiłam odpowiedzieć na jej pytanie. A może po prostu nie chciałam.
Wiedziałam, że jeśli tylko otworzę usta, nie będę mogła zatrzymać potoku łez,
który tłumię od rana. Wystarczy, że całą noc spędziłam na płaczu.
- Vik,
proszę, powiedz mi – powiedziała niemalże desperackim głosem. – Nie ma mnie
jeden dzień i wszystko się sypie. Co się wczoraj wydarzyło? Wychodząc z domu
wszyscy byli szczęśliwi. Ty i Alex wydawaliście się…
- No
jacy? – wychrypiałam i od razu tego pożałowałam. Po pierwszej łzie spłynęła
następna, a po tamtej kolejna. Schowałam twarz w drżących dłoniach, po raz
kolejny od wczoraj czując jak rozpadam się na milion kawałków.
-
Szczęśliwi. Razem – dodała już ostrożniej widząc, w jakim tragicznym stanie
jestem.
Obeszła
stół i usiadła przy mnie, przytulając do siebie. Chyba miało mnie to uspokoić,
lecz jednakże dało całkiem odwrotny efekt, ponieważ wybuchłam głośnym płaczem
wtulając się w przyjaciółkę.
- Co się
wydarzyło, że teraz wszyscy chodzą jak struci? Eli z Joshem chodzą jak na
szpilkach, Alex jest milczący i widocznie przybity, a ty płaczesz jak nigdy –
powiedziała zmartwiona, głaszcząc mnie po plecach w widocznie kojącym geście,
który niestety nie jest w stanie dać mi ulgi. – Przeszłaś nawet przez ataki
Sophie i się nie załamałaś. Co się takiego wydarzyło, że doprowadziło cię do
takiego stanu? – dodała po chwili, na co zacisnęłam mocniej dłonie na koszulce
przyjaciółki płacząc jeszcze głośniej.
Dalej już
nie ciągnęła tematu, zapewne widząc, że i tak nic ze mnie nie wyciągnie w tym
stanie. A może po prostu nie chciała pogłębiać tego stanu. To zapewne wiedziała
już tylko Amy.
Jeszcze
przez chwilę siedziałam na kolanach przyjaciółki, lecz kiedy największy napad
płaczu minął, wolałam zostać sama. Blondynka oczywiście to uszanowała i wyszła
pod pretekstem zakupów.
I w taki
sposób znowu zostałam sama ze swoimi myślami, które wolałabym, aby mogły albo
zabić, albo uciec, ponieważ tortura, jaką zadają jest nie do zniesienia.
Wpatrywałam
się w roztopione lody, co jakiś czas maczając w nich łyżeczkę, chcąc cokolwiek
przełknąć, lecz ani razu mi to nie wyszło. Ciągle przerywał mi to obraz Alexa i
ciemnowłosej dziewczyny, przez co zbierało mi się jednocześnie na wymioty i
płacz.
Chciałam
zrobić cokolwiek, aby oderwać myśli od tego, lecz dłonie mi drżały, a ciało
zrobiło się ciężkie przez zmęczenie wywołane nieprzespaną, przepłakaną nocą.
Zacisnęłam
mocniej powieki próbując odgonić myśli wczorajszego wieczoru, lecz na próżno.
Mina blondyna, kiedy wychodziłam z kuchni wryła mi się w pamięć i nie chciała
jej opuścić.
Szok.
Żal. Smutek. I niema desperacja. Przez te uczucia widoczne na twarzy wyglądał
jak zagubione dziecko, które nie wie, co ma ze sobą teraz zrobić.
A później
za każdym razem, gdy mnie mijał, co niestety jest nie uniknione, kiedy mieszka
się razem, jego minę niemalże męczeńską. Rozchylające się wargi, jakby chciał
coś powiedzieć, co nie zostało mu dane.
Pokręciłam
głową próbując odgonić wspomnienie zmęczonych, smutnych zielonych oczu, nie
chcąc się znowu rozpłakać, co byłoby niemalże pewne, gdybym pozwoliła sobie na
dalsze rozmyślanie nad tym.
I w tym
samym momencie zadzwonił telefon. Spojrzałam na jego wyświetlacz i jęknęłam w
duchu, próbując się opanować.
Spike.
Przeczesałam
włosy palcami świadoma tego, że nie mogę z nim rozmawiać, będąc jednocześnie w
totalnej rozsypce. Nie powinien o tym wiedzieć, nie powinien się o mnie
martwić.
Wzięłam
głęboki oddech, aby odebrać telefon, lecz w tym samym momencie poczułam jak
napływa kolejna fala palących łez, a chwilę później telefon przestał dzwonić.
Zmusiłam
się jedynie do napisania sms’a przyjacielowi, aby nie martwił się nadto:
Nic mi nie jest, po prostu źle się czuję.
Zobaczymy się jutro.
Kocham,
Vik
Odłożyłam
telefon obok i skuliłam się na krześle próbując się jakoś pozbierać po tym
wszystkim, lecz przychodziło to aż nadto trudno.
Po chwili
słychać było wibracje telefonu oznajmiające przychodzącą wiadomość i spojrzałam
na nią, pewna, że to odpowiedź od przyjaciela.
Jednakże
nią nie była.
Taylor.
Nawet nie
czytając, usunęłam tę wiadomość kipiąc niemalże frustracją. Czy on nigdy nie da
mi spokoju? Pokręciłam głową dobrze znając odpowiedź. Dobrze znając tego
chłopaka.
Teraz już
sama nie mogłam ze sobą wytrzymać i musiałam wziąć się w garść. Ostatni raz
byłam w takim stanie po kolejnej zdradzie tego faceta. A teraz nie jestem już
taką naiwną, głupiutką dziewczyną.
Poza tym
nie byłam z Alexem i nie powinnam tak tego przeżywać. Właśnie, nie powinnam.
Wstałam z
krzesła i wyszłam z kuchni przepełniona tym nastrojem, za wszelką cenę nie
pozwalając napłynąć wspomnieniom wczorajszego wieczora.
* * *
Wyszłam z łazienki z delikatnym
uśmiechem po odświeżającym prysznicu. Przebrałam się i teraz miałam na sobie
ulubione, dżinsowe szorty sięgające nieznacznie za pośladki, a na górę obcisłą białą
bokserkę, która kończyła się niewiele wyżej nad spodenkami. Długie blond włosy
upięłam w koński ogon, który spływał po jednym z ramion przenosząc się w dół
piersi, a makijaż był jak zawsze czarny, jednakże delikatny. Cienkie kreski
eyelinera na górnych powiekach, a dolne podkreślone równie cienkimi kreskami
czarnej kredki. Rzęsy pociągnięte tuszem, przez co wydawały się grubsze i
bardziej podkręcone, natomiast na wargach widniała warstwa czekoladowego
błyszczyku.
Teraz już w o wiele lepszym nastroju
ruszyłam do kuchni chcąc zabrać się za porządki. Od razu zabrałam się za
zmywanie, począwszy od pucharka po lodach, następnie za to, co pozostało ze
śniadań pośpiesznie jedzonych przez przyjaciół.
Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam z
niej czyjś serek homogenizowany o smaku waniliowym i sięgnęłam po łyżeczkę.
Dopiero kiedy poczułam go na języku dotarło do mnie jak bardzo głodna byłam.
Przy kolejnej łyżeczce dobiegł mnie
dźwięk pukania do drzwi, więc ruszyłam do wyjścia z łyżeczką w ustach i
delikatnym uśmiechem.
Lecz kiedy otworzyłam drzwi, wcale
nie było mi do śmiechu.
Cofnęłam się mimowolnie, spoglądając na
ciemnowłosą dziewczynę powoli wchodzącą do domu z nieodgadnionym wyrazem
twarzy.
- Alexa nie ma – powiedziałam
wkładając w to tyle jadu ile tylko mój szokowany mózg dał radę i stanęłam przed
nią udaremniając jej wejście dalej.
- Ale ja nie do niego. Ja do ciebie
– powiedziała z chłodnym uśmiechem, zamykając za sobą drzwi.
Przeraziło mnie to jak swobodnie
czuje się w tym domu. Sama nie wiem dlaczego to wywołało na mnie takie uczucie.
Po prostu.
- Ale ja nie mam o czym z tobą
rozmawiać– powiedziałam patrząc na nią z zapewne mocno widoczną wrogością.
Jej spojrzenie stało się rozbawione,
lecz co najmniej nie w miły sposób. Przepełnione wyrachowaniem i czymś na pozór
politowania.
- Oczywiście, że masz – powiedziała
po chwili i już chciała ruszyć do środka, kiedy ponownie zastąpiłam jej drogę.
– Będziesz tutaj gościa trzymać? To nie kulturalne – powiedziała kręcąc głową z
wyraźnym rozbawieniem.
- Kultura dla kulturalnych –
syknęłam patrząc jej w oczy, powstrzymując się przed usunięciem tego jej
cynicznego uśmieszku z twarzy.
- Kulturalnych powiadasz? Nie wiem
czy kulturalnie jest odbijać chłopaka – powiedziała i teraz na jej twarzy nie
pozostało nic po jakiejkolwiek formie uśmiechu. Zastąpiła go irytacja.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz –
warknęłam w odpowiedzi, mrużąc gniewnie oczy.
- Nie udawaj głupiej. Nie wiem, co
Alex w tobie widzi, ale wiedz jedno. On do mnie wróci. Na kolanach. Prędzej czy
później – powiedziała, a na jej twarzy ponownie pojawił się kpiący uśmiech, za
który miałam ochotę dać tej flądrze w twarz.
- Widzisz, nie sądzę. Ja tutaj
mieszkam. A ty dostałaś kiedyś taką propozycję? – spytałam i uśmiechnęłam się
triumfująco, widząc zaskoczenie na twarzy dziewczyny. – A teraz wynoś się stąd,
bo tylko siejesz ferment. Przychodzisz tu i sądzisz, że coś zmienisz? Widocznie
nie jesteś dość dobra i chociaż to dla ciebie trudne, musisz się z tym
pogodzić. – dodałam i otworzyłam drzwi aby wyszła, zanim całkiem mnie poniesie.
Kiedy to zrobiłam, obie doznałyśmy
pełnej miary szoku. W drzwiach stał blondyn jak zwykle nienagannie ubrany i
włosami potarganymi w zmysłowym nieładzie. Zielone oczy chłopaka były
rozszerzone, co świadczyło o takiej samej mierze zaskoczenia jak nasze.
Jednakże zanim zdążył coś
powiedzieć, ciemnowłosa dziewczyna wybiegła z domu, wręcz ziejąc irytacją, bądź
też czystą frustracją, a ja nadal z łyżeczką w ręce ruszyłam na górę, do pokoju
Amy, zostawiając za sobą znieruchomiałego Alexa.
* * *
Leżąc na łóżku przyjaciółki ze
słuchawkami jej iPada w uszach spoglądałam beznamiętnym wzrokiem na sufit.
Potrzebowałam chwili, aby przetrawić to czego się dowiedziałam. W sumie to
znacznie dłuższej chwili niż by się mogło pozornie wydawać.
Poczułam delikatny ruch czegoś na
swojej skórze, kiedy akurat spoglądałam przez okno i przeniosłam wzrok na osobę
stojącą obok i mimowolnie odskoczyłam w bok.
Wyciągnęłam słuchawki z uszu przyglądając się
niepewnej minie chłopaka, który akurat uciekł spojrzeniem w bok.
- Tak? – mruknęłam cicho
przyglądając mu się w zamyśleniu.
- Jest już zupa. Może zjesz póki
ciepła? – spytał niczym niepewny chłopiec i w tym momencie spojrzałam na niego
po prostu zaskoczona.
Silny, wysoki, dobrze zbudowany
chłopak może być tak… zagubiony czy też potulny? Nie mieściło mi się to w
głowie. Może dlatego też przez chwilę spoglądałam na niego z lekko rozchylonymi
ustami.
Pokręciłam lekko głową próbując się
opanować i odchrząknęłam cicho .
- Jasne, z przyjemnością – powiedziałam
po chwili lekko zachrypłym głosem i niemalże od razu tego pożałowałam.
Na twarzy Alexa zagościł słodki
uśmiech, a mi do oczu od razu napłynęły łzy. Kiedy się uśmiechał był taki
piękny, tak bardzo przypominał mi tego chłopaka, który mi się podobał. I tego,
o którym tak bardzo chciałam zapomnieć.
- Vik… - zaczął, ale machnęłam ręką,
aby przestał.
-
Nie ważne – powiedziałam wstając, przy czym nie byłam w stanie spojrzeć blondynowi
w te jego piękne, zielone oczy, więc odwróciłam głowę. – Jestem głodna –
dodałam cicho, po czym jak na komendę wyszliśmy z pokoju.
Schodząc
po schodach oboje milczeliśmy, cicho wzdychając raz po raz. Gdy weszliśmy do
kuchni zabrałam się za wyciąganie miseczek, Alex zaś stanął przy garnku z zupą. Podając mu pierwszą miskę nieświadomie
dotknęłam palcami jego dłoni i momentalnie nasze spojrzenia się zetknęły.
Upuściłam naczynie, które na
szczęście wylądowało w dłoni blondyna i cofnęłam się o krok czując
przyspieszone bicie serca i napływającą nową falę gorących łez.
- Vik…
- Nie, Alex – powiedziałam siadając
na krześle, po czym podkuliłam nogi. – Dlaczego zerwałeś z Sylvią?
Na to pytanie znieruchomiał z ręką w
powietrzu i dopiero po chwili nalał zupy do miski, stawiając ją przede mną,
lecz w dalszym ciągu nie odpowiadał. Dopiero kiedy usiadł naprzeciwko mnie ze
swoją porcją, poniósł na mnie wzrok z cichym westchnieniem.
- Ponieważ tak trzeba było –
powiedział po chwili i zajął się pomidorową, która najwidoczniej bardzo mu
smakowała. Kiedy i ja jej spróbowałam, wcale mu się nie dziwiłam. Była
rewelacyjna.
- Dobra – powiedziałam cicho, sama
nie wiedząc czy na temat zupy czy jego zerwania.
- Coś jeszcze mówiła? – spytał mając
wzrok utkwiony w swoim daniu, lecz mięśnie pozostały napięte. Westchnęłam cicho
i przełknęłam to, co miałam w ustach.
- Że to moja wina – powiedziałam po
chwili i spojrzałam na niego. Oczy chłopaka zacisnęły się mocno, a dopiero po
chwili rozluźniły. – Ale to nie ma najmniejszego sensu – dodałam po chwili.
- Dlaczego tak sądzisz? – spytał
przyglądając mu się już uważniej, tracąc zainteresowanie zupą.
Uniosłam brew również odstawiając
końcówkę zupy, biorąc przy tym jeden z głębszych oddechów. Spojrzałam mu w oczy
z widocznym bólem i konsternacją, która z pewnością odmalowała się na mojej
twarzy.
- Ponieważ gdyby ci na mnie
zależało, nie przeleciałbyś jej po tym jak się całowaliśmy – powiedziałam
chłodno, jednakże na same te słowa do mych oczu zawitały łzy.
Cóż, mogłam się spodziewać tego, że
w końcu dojdzie do tej rozmowy. Jednakże nie aż tak szybko, nie dopóki emocje
jeszcze nie opadły.
Obserwowałam jak Alex niemo porusza
ustami to je otwierając, to je zamykając, tak jakby szukał sensownej odpowiedzi
na moje zarzuty. Lecz logicznie myśląc – czy takowe w ogóle istniały?
- Nalegała – szepnął cicho i zanim
zdążyłam cokolwiek powiedzieć kontynuował dalej. – Powiedziała, że jeśli po tym
nie zmienię zdania, da mi spokój.
- Cóż. Nie dała. A oprócz tego mnie
zraniłeś. Chyba poniosłeś porażkę na całym polu, prawda? – spytałam mrużąc oczy
z irytacją, rozdrażnieniem i czymś, czego chciałam się za wszelką cenę pozbyć.
Z bólem.
- Zraniłem cię? – spytał zaskoczony
otwierając szerzej oczy.
- Zależało mi na tobie. Na tobie, a
nie na tym, kim się okazałeś. Zabawiłeś się mną Alexandrze. Bez żadnych
skrupułów – powiedziałam ścierając łzy z policzków, które nawet nie wiem w
którym momencie zaczęły płynąć. – Ale nie martw się. Nie popełnię drugi raz
tego samego błędu.
Powiedziałam i zerwałam się, aby
wybiec, lecz blondyn podniósł się w tej samej chwili i kiedy chciałam wybiec,
wbiegłam prosto w jego ramiona. Kiedy chciałam się obrócić, aby go wyminąć,
jego wargi spoczęły na moich, odbierając mi zdolność ruchu.
- Potrzebuję cię – szepnął z wargami
przy moich ustach, a w głosie chłopaka pobrzmiewała desperacja i strach w najczystszej postaci.
Zaczerpnęłam głęboki oddech, czując
jak wszystko w głowie mi się kręci. Przygryzłam mocno wargę i dopiero po chwili
odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Wyraz jego twarzy wręcz błagał o zgodę, o
wybaczenie.
- A ja ciebie – szepnęłam tak cicho
jak tylko potrafiłam, jednocześnie próbując odgonić z oczu łzy. – Jednakże ja
potrzebuję tylko wnętrza. Bez ciała. Kiedy przemyślisz to, czego ty tak
naprawdę chcesz, daj znać, ponieważ ja nie pójdę z tobą do łóżka, Alexandrze –
szepnęłam drżącym głosem i zanim zdążył zareagować, zostawiłam za sobą
zamykające się kuchenne drzwi.
<333
OdpowiedzUsuńkochane ; 3
OdpowiedzUsuńLovley <3
OdpowiedzUsuńOkropnie cukierkowo, ale nadal to lubię. Kocham. xd <3 ~Taki tam Puchatek. XD
OdpowiedzUsuńSuotko rzygam tęczem czekam na kolejny rozdział pisz pan Tadeusz .__.
OdpowiedzUsuń