sobota, 1 września 2012

Rozdział 24


Poranek ostatniego dnia roku nie był niczym niezwykłym. Słońce budziło się do życia, jak każdego dnia. Oczywiście dla kogoś, kto codziennie budzi się w łóżku pełnym płatek róż.
Gdy otworzyłam oczy, zmarszczyłam brwi przekonana o tym, że jeszcze śpię. Jednakże po dwóch uszczypnięciach, które z pewnością przyniosą nieprzyjemne ślady w przyszłości, to uczucie minęło. Przygryzłam wargę z delikatnym uśmiechem, zastanawiając się co było grane.
Albo inaczej. Co knuł Alex?
Przesunęłam opuszkami palców po delikatnych płatkach kwiatów, uśmiechając się przy tym promiennie. Cóż, pobudka godna księżniczki, to trzeba było przyznać. Przeturlałam się kilka razy po łóżku, wśród miękkich róż, po czym wysunęłam się z łóżka.
Kiedy stopy dotknęły podłogi, uśmiechnęłam się czując pod nimi delikatne płatki. Przygryzłam wargę, przeczesując palcami zmierzwione blond włosy i powoli wyszłam z pokoju, krocząc ścieżką wyznaczoną przez kwiaty.
Co jakiś czas spotykałam całą różę i zbierałam je, chichocząc przy tym niczym małe dziecko. Po drodze nie spotkałam żywej duszy, co nadawało całości tajemniczości i wzbudzało napięcie. Pozytywne, oczywiście.
Zanim doszłam do kuchni, miałam ułożone na ręce cztery długie, piękne róże o dużych kwiatach. Ich czerwień kontrastowała z białą koszulką, którą miałam na sobie oraz blond włosami, spływającymi po ramieniu. Z promiennym uśmiechem, pchnęłam biodrem kuchenne drzwi i weszłam do środka.
W pomieszczeniu nie było nikogo, okna zasłonięte, a na stole zapalone świece, rozsiewające romantyczną atmosferę. Zaśmiałam się cichutko i pierwsze co, to wstawiłam kwiaty do przygotowanego wazonu, który stał na stole. Obok wazonu znajdowały się dwa talerze.
Chwilę później drzwi się otworzyły, a w nich stanął blondyn ze spodniami opuszczonymi do bioder, a mi jak zwykle serce przyspieszyło na ten widok. Wciągnęłam głęboko powietrze i byłam pewna, że policzki przybrały szkarłatnej barwy. Jak dobrze, że światło było przytłumione.
- To słodkie – odparłam z uśmiechem, obciągając w dół materiał bluzki.
- Pomyślałem, że zasługujesz na to – powiedział i powoli wszedł do środka.
Obserwowałam każdy jego ruch, w czasie jak zbliżał się do mnie tym ponętnym krokiem. To zdecydowanie powinno być zakazane. Jego ramiona objęły mnie, przez co niemalże się rozpłynęłam. Wtuliłam twarz w jego szyję z uroczym uśmiechem, przygryzając przy tym dolną wargę, mrucząc cichutko.
- Kocham cię – szepnął przesuwając opuszkami palców wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując przyjemny dreszcz.
I w tym momencie poczułam, że to jest moje miejsce na świecie. Nie mogłam być w żadnym innym zakątku oraz żadne inne ramiona nie mogły mnie obejmować. Nie potrafiłyby robić tego w taki sposób, wywołując przy tym takich uczuć jak Alex.
To było moje miejsce. Przy nim.


* * *

Śniadanie było naprawdę niesamowite. Omlety z kawałkami truskawek, a na to bita śmietana. I to wszystko delikatne ozdobione sosem czekoladowym. A do picia moja ulubiona latte.
Alex naprawdę musiał mnie kochać.
Po jedzeniu, długi czas siedzieliśmy w milczeniu i po prostu się na siebie patrzyliśmy. I to było równie niesamowite jak sam posiłek. Mogłam dostrzec każde napięcie się jego mięśni, gdy świdrował wzrokiem moje ciało. To, jak jego oczy przybierały głębokiej barwy, niczym polujące zwierzę.
Do końca dnia nie widziałam współlokatorów, co było dość dziwne, biorąc pod uwagę to, że impreza była tego samego dnia. Nie wierzyłam, że dziewczyny by po prostu się tak ulotniły z domu. Josh to o wiele bardziej prawdopodobne, ale one?
Chyba, że miały jakiś powód.
Lecz w tamtej chwili nie poświęcałam temu zbyt dużej uwagi. Liczyło się to, co działo się teraz. Alex, śniadanie i cała ta atmosfera. W pierwszym momencie pomyślałam, że pomylił walentynki z nowym rokiem, lecz nawet jeśli tak, mogło to trwać wieczność.
Po skończonym posiłku, chciałam się zabrać za sprzątanie, lecz chłopak szybko wygonił mnie z kuchni, co zdecydowanie mi się podobało. Facet sprzątający po śniadaniu? Facet robiący śniadanie? Boże, dlaczego musiałam tyle czekać?
Szybkim krokiem weszłam do łazienki, po drodze biorąc potrzebne ubrania i wsunęłam się pod prysznic. Nie potrafiłam długo się tym delektować, wiedząc, że jesteśmy sami w domu, a Alex czeka na mnie kilka metrów dalej. Jednakże już tych kilka chwil z ciepłą wodą, podziałało  na mnie orzeźwiająco.
Wytarłam się ręcznikiem i przerzuciłam wilgotne kosmyki włosów na plecy. Sięgnęłam po ubrania i jęknęłam pod nosem zapominając o tym co zazwyczaj – o bieliźnie. Owinęłam się ręcznikiem tuż nad biustem i wyszłam z łazienki, przekonana o tym, że Alex cały czas sprząta w kuchni.
Wzięłam głęboki oddech, przechodząc boso przez przedpokój, modląc się w myślach, aby żaden ze współlokatorów nagle się nie zmaterializował i zaciskając palce na ręczniku, ruszyłam ku pokojowi blondyna. Naszemu pokojowi.
Cały czas nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Przez dłuższy czas to był po prostu jego pokój. Później zostałam raz na noc. Drugi raz. A później, pewnego dnia, gdy wróciłam ze szkoły, w jakiś magiczny sposób moje rzeczy znalazły się w jego szafie.
Z drugiej strony, niezły z niego magik skoro pomieścił rzeczy nas obojga w miejscu, gdzie były tylko jego ubrania. Ten facet był pełen zagadek i to sprawiało, że był jeszcze bardziej niesamowity i atrakcyjny.
Gdy pchnęłam drzwi, wchodząc do pokoju, znieruchomiałam, rozchylając wilgotne wargi. Totalnie się tego nie spodziewałam. Wciągnęłam głęboko powietrze do płuc i wyklęłam w myślach durną bieliznę.
I Alex zrobił to samo. Podniósł się z kolan, zamykając szafkę, w której najwidoczniej czegoś szukał. Spojrzał na mnie w milczeniu, lecz jego spojrzenie było głębokie, niemalże dzikie. Czułam na sobie jego wzrok, świdrujący od góry do dołu. Gdy zatrzymał się na dolnej granicy ręcznika, poczułam się jeszcze bardziej naga, niż byłam w rzeczywistości.
Rozchyliłam wargi, aby coś powiedzieć, lecz w tym samym momencie on ruszył w moją stronę, wolnym krokiem. Wciągnęłam głośno powietrze, nie spuszczając wzroku z jego twarzy i poczułam rozlewające się gorąco po moim ciele.
Jego dłoń szybko odnalazła mój policzek, a druga zacisnęła się dookoła tali. Jego miękkie, ciepłe wargi spoczęły na moich, rozchylając je w czułym pocałunku. Jego bliskość była niemalże bolesna, ale co najdziwniejsze, w taki przyjemny sposób.
Przymknęłam powieki, stając na palcach i wsunęłam palce w jego blond włosy, odpowiadając namiętnie na każdy z jego pocałunków. Gdy moje biodra delikatnie naparły na jego, z klatki piersiowej chłopaka wydobył się głęboki, pełen aprobaty pomruk.
Zacisnął palce na mojej tali, unosząc, a nogi same oplotły się dookoła pasa ukochanego. Czując go tak blisko, spomiędzy warg wydobył się cichy, przeciągły jęk. Nieznacznie mocniej docisnął mnie do ściany swoim ciałem, powracając go pocałunku, a w mojej głowie rozszalała burza myśli i doznań.
Chciałam tego. Chciałam być z nim w każdym możliwym aspekcie. Czuć go w każdy, najcudowniejszy sposób i sprawiać, aby czuł się tak jak ja, albo i jeszcze lepiej. Abyśmy oboje poczuli się znacznie lepiej. Chciałam go w sobie, na sobie, przy sobie i na milion innych sposobów.
Zacisnęłam palce na jego włosach, delikatnie za nie ciągnąc i poruszyłam biodrami, przygryzając przy tym wargę blondyna. Usłyszałam niski jęk i uśmiechnęłam się na ten dźwięk. Nigdy nie byliśmy ze sobą tak blisko i nigdy nie byłam bardziej pewna, że go pragnę.
I bardziej pewna, że tego nie mogę.
Miałam swoje zasady, o których chłopak doskonale wiedział. Nie sądziłam, aby były mu one na rękę, jednakże je respektował. Były one dla niego całkowitą nowością i bałam się, że wobec tego nie będzie chciał, czy potrafił być ze mną. Nasz związek był całkowitym przeciwieństwem tego, co miał z Sylvią.
I pewnie dlatego też, byłam jeszcze bardziej pewna obstawiania przy swoim. Nie chciałam być taka jak ona. Nigdy taka nie byłam i nigdy nie chciałam się taka stać. W pewnych momentach, kiedy byłam naprawdę wściekła, życzyłam jej, aby kiedyś wpadła z jakimś kolesiem. Może wtedy by to przeanalizowała.
Po chwili Alex opuścił mnie na ziemię, w czasie, gdy oboje walczyliśmy o każdy oddech. Jego oczy przybrały barwy głębokiej, płynnej zieleni, od której zakręciło mi się w głowie. Jego włosy zmierzwione w nieładzie przez moje palce, przyprawiały mnie o dziwne, przyjemne uczucie w podbrzuszu, przez co musiałam przygryźć wargę, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku.
W przyszłości ten widok mógł być tym, który widywałabym znacznie częściej. Świadomość, że był tutaj, ze mną, mimo tych ograniczeń, jakie na nas narzuciłam, była niesamowita. On był niesamowity. Mógł być z każdą dziewczyną, która z pewnością by go tak nie tłumiła. A mimo to był ze mną.
Stanęłam na palcach, muskając czule jego jeszcze wilgotne wargi i przemknęłam obok niego do szafki. Otwierając szufladę, wysunęłam pierwszy lepszy komplet bielizny i wyszłam szybkim krokiem z pokoju, nawet się za siebie nie oglądając.
Musiałam wyjść jak najszybciej, aby się jeszcze nie rozmyślić.


* * *

Po wyjściu z łazienki jeszcze przez jakiś czas nie widziałam blondyna. Nie było go ani w pokoju, ani w żadnym innym po drodze napotkanym pomieszczeniu. Przygryzłam wargę nieco zaniepokojona, lecz to uczucie minęło, gdy zobaczyłam w salonie, na stole kartkę:

Zaraz wracam, skarbie. Musiałem coś załatwić, kocham Cię.
Alex.

Weszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kolejną kawę, uśmiechając się przy tym do siebie. Dzień rozpoczął się wręcz idealnie. Ostatni dzień roku zapowiadał się na ten, który miał pozostać w mojej pamięci na długi czas.
Z kubkiem parującej kawy wróciłam do salonu i włączyłam telewizor. Akurat leciało Miasto Aniołów z Nicolasem Cagem, którego wprost uwielbiałam. Rozsiałam się wygodnie i upijając napój z kubka w słoniki, skupiłam się na fabule filmu, który znałam na pamięć.
Trudno powiedzieć, o czym tak naprawdę jest ten film. O aniołach? O nietypowej miłości? O tym, jak los potrafi być przewrotny? Chyba o wszystkim po trochu. Fabuła płynie powolnym, wręcz melancholijnym rytmem, charakterystycznym dla melodramatów. Główna oś fabularna skupia się na postaciach Setha i Maggie - ich rozterkach, przeżyciach wewnętrznych i łączących je relacjach. Historia nie jest wcale schematyczna i przewidywalna - przeciwnie - nieraz potrafi zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji. Niektórzy powiedzą: to nie jest wzruszające, tylko ckliwe.
Trzeba jednak umieć odróżnić prawdziwie poruszającą historię od jej tandetnej podróby, co nie zawsze jest łatwe, ponieważ często jedno przypomina drugie. Jest jednak pewien sposób: jeśli po obejrzeniu filmu nie możemy o nim zapomnieć, przeciwnie - myślimy o nim i o historii, którą nam przekazał, to znaczy, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko tanim wyciskaczem łez.
Alex wrócił do domu pod sam koniec filmu, gdy byłam już zaryczana, a makijaż spływał mi po policzkach, przez co przypomniałam pandę. Po kawie już dawno nic nie zostało, jednakże cały czas ściskałam kubek w dłoniach, bujając się melancholijnie na boki.
Jakiś czas później poszłam do łazienki z celem pierwszorzędnym – ogarnąć się. Gdy wyszłam, nie było już śladu po rozmazanym makijażu, a na jego miejscu powstał nowy, dziewczęcy, lecz jednocześnie stanowczy.
Popołudnie spędziliśmy na oglądaniu filmów, lecz już koło dwudziestej na niemalże wszystkich kanałach puszczali przygotowania do zbliżającego się nowego roku. Pokręciłam niezadowolona nosem, tak samo jak blondyn i wyłączyliśmy telewizor.
Natomiast wieża poszła w ruch. Spojrzałam z rozbawieniem na ukochanego, kiedy poprosił mnie do tańca, kręcąc głową. Pierwsze tańce na ogół mi nie wychodziły. Na zabawach, weselach, czy dyskotekach, mogłam tańczyć z partnerem dopiero wtedy, kiedy się już rozkręciłam i rozluźniłam.
Mimo to, chłopak był nieustępliwy, więc się zgodziłam. I o dziwo nie szło mi tak źle jak sądziłam. Przynajmniej mnie się tak wydawało, a nawet jeśli, to Alexowi chyba nie wypadało narzekać, ponieważ nie odezwał się ani słowem co do mojego tańca. To był jednocześnie dobry i zły znak.
Po kilku godzinach, nie wiedząc jakim cudem, chłopakowi udało się namówić mnie na spacer. Tak więc ubierając czarne tenisówki do ciemnych jeansów oraz skórzaną kurtkę, koloru butów, spod której wystawała biała tunika, byłam gotowa na spacer.
Oczywiście blondyn prezentował się o niebo lepiej ode mnie, ale do tego już zdążyłam przywyknąć. Zmierzwione w artystycznym nieładzie blond włosy, czarna ramoneska i równie ciemne vansy, do prostych jeansów.
Oblizałam wargę z cichym chichotem i splotłam nasze palce razem, wychodząc z nim z domu. Do nowego roku została jeszcze godzina, a fajerwerki już rozświetlały nocne niebo. W sumie to był ładny efekt, lecz przy tym szybko zaczynała boleć głowa.
Idąc wolnym spacerem, myślałam o wielu rzeczach. Jeszcze cztery miesiące wcześniej nie miałam nic. Przyjechałam do obcego miasta. Nie, błąd. Zostałam wywieziona do obcego miasta, nie znając nikogo, ani niczego. Taylor był cały czas zagrożeniem i przeklinałam w duchu internet za to, z jaką łatwością mnie znalazł. Oraz to, że w akademiku musiał trafić akurat na Soph, która powiedziała mu wszystko, wydając nas jak na talerzu.
Miałam wtedy rodzinę. Fakt, nie doceniałam jej, ale ją miałam. To poczucie, że jest działało motywująco. I jednocześnie napędzało bezprawną nienawiść. Ale miałam rodzinę. Nie liczyło się nic więcej.
W ciągu tych miesięcy, zyskałam niemalże tyle samo co straciłam. Miałam wspaniałych przyjaciół oraz niesamowitego chłopaka, na których zawsze mogłam liczyć. Dowiedziałam się prawy, co do swojej rodziny i przestałam nienawidzić ludzi, dla których byłam najważniejsza.
Lecz tym samym straciłam też mamę. Kobieta, która przez 16 lat była dla mnie wszystkim. Osoba, na którą mogłam zawsze liczyć, kiedy przyjaciele nie mogli być obok. Kobietę, która poświęciła własne dobro dla mojego, własne szczęście i marzenia.
A ja nawet nie miałam szansy jej za to wszystko podziękować. Ostatni raz powiedzieć, że ją kocham i że wcale jej nie nienawidzę. Przeprosić za te wszystkie okropne rzeczy i słowa, które znosiła przeze mnie. Było mi z tego powodu tak bardzo przykro, jak i wstyd.
I w związku z tym miałam nowe postanowienie noworoczne. Zacząć wszystko od początku, nie oglądając się za siebie. Docenianie tego, co było dookoła, ponieważ wiedziałam jak szybko to może zniknąć. Oraz mówienie kocham, póki miałam na to szansę.
Nie zauważyłam nawet, w którym momencie dotarliśmy nad jezioro. Uśmiechnęłam się delikatnie, przygryzając dolną wargę. Z tym miejscem łączyło się wiele naszych wspólnych wspomnień.
Chociażby takich jak pierwszy pocałunek. Może nie była to najlepsza atmosfera na ten krok, ale mimo to, był on pamiętny. Cała otoczka gniewu i frustracji gdzieś wyparowała i byliśmy tylko my.
Po czterech miesiącach to miejsce się niemalże nic nie zmieniło. Natomiast zmieniły się osoby, które stały na małej plaży. Nie była to już dwójka nieznajomych sobie osób, które niemalże we wszystkim sobie dogryzała, tylko para ludzi, którzy byli w sobie zakochani.
I byli ze sobą szczęśliwi, prawdziwie.
Uśmiechnęłam się na tę myśl i przygryzłam wargę, odchylając głowę do tyłu z promiennym uśmiechem. Niebo cały czas rozświetlały wystrzały fajerwerek, które rozpierzchały się po całej czerni nocy.
Spojrzałam w bok, na blondyna i posłałam mu czuły uśmiech, który on odwzajemnił. Lecz w dziwny sposób. Zmarszczyłam brwi przyglądając mu się próbując zrozumieć i dostrzegłam jak nerwowo oblizywał wargi. Wzięłam głęboki oddech niczego nie rozumiejąc.
Błagam, aby nie chciał ze mną zerwać w nowy rok, jęknęłam w myślach i mimowolnie zacisnęłam mocniej rękę na jego dłoni.
Rozchyliłam wargi, aby zapytać o co chodzi, lecz chłopak jedynie potrząsnął głową, próbując mnie zbyć i odsunął się delikatnie ode mnie, puszczając moją dłoń. I w tamtym momencie poczułam się dziwnie nago, bezbronnie oraz bliska płaczu.
- Patrz na niebo – powiedział, nerwowo przygładzając palcami materiał spodni.
I tak też zrobiłam. Wpatrywałam się w nocne niebo, podziwiając blask ozdób noworocznych. Jednakże w głowie cały czas zapalała mi się czerwona lampa, podsycająca moje zdenerwowanie.
Gdy już chciałam się odwrócić do chłopaka i zapytać o co chodzi, wtedy to zobaczyłam.
Kolejna seria fajerwerek nie rozprysnęła się w tradycyjne kule, które następnie opadały ku ziemi. Ta po wystrzeleniu, ułożyła się na niebie w złocisty napis. Rozchyliłam wargi, czując ucisk w żołądku i zamrugałam kilka razy, chcąc się upewnić czy mi się to tylko nie przywidziało. Jednakże napis nadal tam był, a już po chwili pędził do ziemi tak, jak inne części wygasłych kul.
Spojrzałam na Alexa i zasłoniłam dłońmi usta, biorąc przy tym głęboki oddech. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, a serce zdecydowanie przyspieszyło swój bieg. Nawet przełykanie śliny przychodziło mi z trudem.
Chłopak klęczał na jednym kolanie, patrząc na mnie z tym samym nerwowym uśmiechem, którym obdarzył mnie wcześniej. Jego kocio zielone oczy patrzyły na mnie niemalże błagalnie, lecz przy tym też nie naciskając.
Spojrzałam na to, co trzymał w dłoni i wydałam z siebie ciche sapnięcie. W czerwonym, aksamitnym pudełeczku spoczywał złoty pierścionek z połyskującym, białym oczkiem. Jego kolory były widoczne nawet mimo czerni nocy, zupełnie tak, jakby był podświetlany.
Przeniosłam spojrzenie na chłopaka, przygryzając nerwowo wargę i wciągnęłam głęboko powietrze. Kurcze, jego zdenerwowanie było wręcz zaraźliwe, tak samo jak piękny uśmiech, którym obdarzał mnie każdego dnia.
- Wyjdziesz za mnie? – spytał, a ja wypuściłam cały zapas powietrza, który w sobie miałam.
Moja wewnętrzna bogini zaczęła skakać z radości i odtańczyła taniec, którego z pewnością nigdy, nikomu nie chciałabym pokazać. Podświadomość wyjrzała znad swoich kanciastych okularów i miałam wrażenie, że pierwszy raz w życiu na jej ustach zagościł delikatny uśmiech.
Mocniej docisnęłam dłonie do ust, chcąc stłumić spazm szlochu i zaczęłam się nerwowo śmiać. Chwilę później po moich policzkach zaczęły spływać strumieniami łzy, a nogi same zaczęły się unosić i opadać, skacząc niczym opętane.
Uśmiech na twarzy blondyna się nieznacznie poszerzył, jednakże cały czas było w nim coś nerwowego, czego nie mógł się pozbyć, nawet mimo widocznych starać. Lecz nie miało to w tej chwili większego znaczenia.
Rzuciłam się ku niemu, obejmując rękami jego szyję, przez co oboje wylądowaliśmy na piasku. I w tym momencie oboje zaczęliśmy się śmiać, wtulając w siebie. Nad nami cały czas strzelały fajerwerki, lecz dla mnie nie było niczego poza Alexem. Nim i naszej wspólnej przyszłości.
- Tak, tak, tak. Do diabła, tak – piszczałam radośnie i wpiłam się w jego wargi, czując kolejną napływającą falę łez szczęścia.

1 komentarz:

  1. Boże ♥ Popłakałam się na końcu XD *.* ślicznie to napisałaś *.* i aż zachciało mi się truskawek z bitą śmietaną ;-;

    OdpowiedzUsuń