Poranek ostatniego dnia roku
nie był niczym niezwykłym. Słońce budziło się do życia, jak każdego dnia. Oczywiście
dla kogoś, kto codziennie budzi się w łóżku pełnym płatek róż.
Gdy otworzyłam oczy,
zmarszczyłam brwi przekonana o tym, że jeszcze śpię. Jednakże po dwóch
uszczypnięciach, które z pewnością przyniosą nieprzyjemne ślady w przyszłości,
to uczucie minęło. Przygryzłam wargę z delikatnym uśmiechem, zastanawiając się
co było grane.
Albo inaczej. Co knuł Alex?
Przesunęłam opuszkami palców
po delikatnych płatkach kwiatów, uśmiechając się przy tym promiennie. Cóż,
pobudka godna księżniczki, to trzeba było przyznać. Przeturlałam się kilka razy
po łóżku, wśród miękkich róż, po czym wysunęłam się z łóżka.
Kiedy stopy dotknęły podłogi,
uśmiechnęłam się czując pod nimi delikatne płatki. Przygryzłam wargę,
przeczesując palcami zmierzwione blond włosy i powoli wyszłam z pokoju, krocząc
ścieżką wyznaczoną przez kwiaty.
Co jakiś czas spotykałam całą
różę i zbierałam je, chichocząc przy tym niczym małe dziecko. Po drodze nie
spotkałam żywej duszy, co nadawało całości tajemniczości i wzbudzało napięcie.
Pozytywne, oczywiście.
Zanim doszłam do kuchni,
miałam ułożone na ręce cztery długie, piękne róże o dużych kwiatach. Ich
czerwień kontrastowała z białą koszulką, którą miałam na sobie oraz blond
włosami, spływającymi po ramieniu. Z promiennym uśmiechem, pchnęłam biodrem
kuchenne drzwi i weszłam do środka.
W pomieszczeniu nie było
nikogo, okna zasłonięte, a na stole zapalone świece, rozsiewające romantyczną
atmosferę. Zaśmiałam się cichutko i pierwsze co, to wstawiłam kwiaty do
przygotowanego wazonu, który stał na stole. Obok wazonu znajdowały się dwa
talerze.
Chwilę później drzwi się
otworzyły, a w nich stanął blondyn ze spodniami opuszczonymi do bioder, a mi
jak zwykle serce przyspieszyło na ten widok. Wciągnęłam głęboko powietrze i
byłam pewna, że policzki przybrały szkarłatnej barwy. Jak dobrze, że światło
było przytłumione.
- To słodkie – odparłam z
uśmiechem, obciągając w dół materiał bluzki.
- Pomyślałem, że zasługujesz
na to – powiedział i powoli wszedł do środka.
Obserwowałam każdy jego ruch,
w czasie jak zbliżał się do mnie tym ponętnym krokiem. To zdecydowanie powinno
być zakazane. Jego ramiona objęły mnie, przez co niemalże się rozpłynęłam.
Wtuliłam twarz w jego szyję z uroczym uśmiechem, przygryzając przy tym dolną
wargę, mrucząc cichutko.
- Kocham cię – szepnął
przesuwając opuszkami palców wzdłuż mojego kręgosłupa, wywołując przyjemny
dreszcz.
I w tym momencie poczułam, że
to jest moje miejsce na świecie. Nie mogłam być w żadnym innym zakątku oraz
żadne inne ramiona nie mogły mnie obejmować. Nie potrafiłyby robić tego w taki sposób,
wywołując przy tym takich uczuć jak Alex.
To było moje miejsce. Przy
nim.
* * *
Śniadanie było naprawdę niesamowite.
Omlety z kawałkami truskawek, a na to bita śmietana. I to wszystko delikatne
ozdobione sosem czekoladowym. A do picia moja ulubiona latte.
Alex naprawdę musiał mnie
kochać.
Po jedzeniu, długi czas
siedzieliśmy w milczeniu i po prostu się na siebie patrzyliśmy. I to było
równie niesamowite jak sam posiłek. Mogłam dostrzec każde napięcie się jego
mięśni, gdy świdrował wzrokiem moje ciało. To, jak jego oczy przybierały
głębokiej barwy, niczym polujące zwierzę.
Do końca dnia nie widziałam
współlokatorów, co było dość dziwne, biorąc pod uwagę to, że impreza była tego
samego dnia. Nie wierzyłam, że dziewczyny by po prostu się tak ulotniły z domu.
Josh to o wiele bardziej prawdopodobne, ale one?
Chyba, że miały jakiś powód.
Lecz w tamtej chwili nie
poświęcałam temu zbyt dużej uwagi. Liczyło się to, co działo się teraz. Alex,
śniadanie i cała ta atmosfera. W pierwszym momencie pomyślałam, że pomylił
walentynki z nowym rokiem, lecz nawet jeśli tak, mogło to trwać wieczność.
Po skończonym posiłku,
chciałam się zabrać za sprzątanie, lecz chłopak szybko wygonił mnie z kuchni,
co zdecydowanie mi się podobało. Facet sprzątający po śniadaniu? Facet robiący śniadanie? Boże, dlaczego
musiałam tyle czekać?
Szybkim krokiem weszłam do
łazienki, po drodze biorąc potrzebne ubrania i wsunęłam się pod prysznic. Nie
potrafiłam długo się tym delektować, wiedząc, że jesteśmy sami w domu, a Alex
czeka na mnie kilka metrów dalej. Jednakże już tych kilka chwil z ciepłą wodą,
podziałało na mnie orzeźwiająco.
Wytarłam się ręcznikiem i
przerzuciłam wilgotne kosmyki włosów na plecy. Sięgnęłam po ubrania i jęknęłam
pod nosem zapominając o tym co zazwyczaj – o bieliźnie. Owinęłam się ręcznikiem
tuż nad biustem i wyszłam z łazienki, przekonana o tym, że Alex cały czas
sprząta w kuchni.
Wzięłam głęboki oddech,
przechodząc boso przez przedpokój, modląc się w myślach, aby żaden ze
współlokatorów nagle się nie zmaterializował i zaciskając palce na ręczniku,
ruszyłam ku pokojowi blondyna. Naszemu pokojowi.
Cały czas nie mogłam się do
tego przyzwyczaić. Przez dłuższy czas to był po prostu jego pokój. Później
zostałam raz na noc. Drugi raz. A później, pewnego dnia, gdy wróciłam ze
szkoły, w jakiś magiczny sposób moje rzeczy znalazły się w jego szafie.
Z drugiej strony, niezły z
niego magik skoro pomieścił rzeczy nas obojga w miejscu, gdzie były tylko jego
ubrania. Ten facet był pełen zagadek i to sprawiało, że był jeszcze bardziej
niesamowity i atrakcyjny.
Gdy pchnęłam drzwi, wchodząc
do pokoju, znieruchomiałam, rozchylając wilgotne wargi. Totalnie się tego nie
spodziewałam. Wciągnęłam głęboko powietrze do płuc i wyklęłam w myślach durną
bieliznę.
I Alex zrobił to samo. Podniósł
się z kolan, zamykając szafkę, w której najwidoczniej czegoś szukał. Spojrzał
na mnie w milczeniu, lecz jego spojrzenie było głębokie, niemalże dzikie.
Czułam na sobie jego wzrok, świdrujący od góry do dołu. Gdy zatrzymał się na
dolnej granicy ręcznika, poczułam się jeszcze bardziej naga, niż byłam w
rzeczywistości.
Rozchyliłam wargi, aby coś
powiedzieć, lecz w tym samym momencie on ruszył w moją stronę, wolnym krokiem.
Wciągnęłam głośno powietrze, nie spuszczając wzroku z jego twarzy i poczułam
rozlewające się gorąco po moim ciele.
Jego dłoń szybko odnalazła
mój policzek, a druga zacisnęła się dookoła tali. Jego miękkie, ciepłe wargi
spoczęły na moich, rozchylając je w czułym pocałunku. Jego bliskość była
niemalże bolesna, ale co najdziwniejsze, w taki przyjemny sposób.
Przymknęłam powieki, stając
na palcach i wsunęłam palce w jego blond włosy, odpowiadając namiętnie na każdy
z jego pocałunków. Gdy moje biodra delikatnie naparły na jego, z klatki
piersiowej chłopaka wydobył się głęboki, pełen aprobaty pomruk.
Zacisnął palce na mojej tali,
unosząc, a nogi same oplotły się dookoła pasa ukochanego. Czując go tak blisko,
spomiędzy warg wydobył się cichy, przeciągły jęk. Nieznacznie mocniej docisnął
mnie do ściany swoim ciałem, powracając go pocałunku, a w mojej głowie
rozszalała burza myśli i doznań.
Chciałam tego. Chciałam być z
nim w każdym możliwym aspekcie. Czuć go w każdy, najcudowniejszy sposób i
sprawiać, aby czuł się tak jak ja, albo i jeszcze lepiej. Abyśmy oboje poczuli
się znacznie lepiej. Chciałam go w sobie, na sobie, przy sobie i na milion
innych sposobów.
Zacisnęłam palce na jego
włosach, delikatnie za nie ciągnąc i poruszyłam biodrami, przygryzając przy tym
wargę blondyna. Usłyszałam niski jęk i uśmiechnęłam się na ten dźwięk. Nigdy
nie byliśmy ze sobą tak blisko i nigdy nie byłam bardziej pewna, że go pragnę.
I bardziej pewna, że tego nie
mogę.
Miałam swoje zasady, o
których chłopak doskonale wiedział. Nie sądziłam, aby były mu one na rękę,
jednakże je respektował. Były one dla niego całkowitą nowością i bałam się, że
wobec tego nie będzie chciał, czy potrafił być ze mną. Nasz związek był
całkowitym przeciwieństwem tego, co miał z Sylvią.
I pewnie dlatego też, byłam
jeszcze bardziej pewna obstawiania przy swoim. Nie chciałam być taka jak ona.
Nigdy taka nie byłam i nigdy nie chciałam się taka stać. W pewnych momentach,
kiedy byłam naprawdę wściekła, życzyłam jej, aby kiedyś wpadła z jakimś
kolesiem. Może wtedy by to przeanalizowała.
Po chwili Alex opuścił mnie
na ziemię, w czasie, gdy oboje walczyliśmy o każdy oddech. Jego oczy przybrały
barwy głębokiej, płynnej zieleni, od której zakręciło mi się w głowie. Jego
włosy zmierzwione w nieładzie przez moje palce, przyprawiały mnie o dziwne,
przyjemne uczucie w podbrzuszu, przez co musiałam przygryźć wargę, aby nie
wydać z siebie żadnego dźwięku.
W przyszłości ten widok mógł
być tym, który widywałabym znacznie częściej. Świadomość, że był tutaj, ze mną,
mimo tych ograniczeń, jakie na nas narzuciłam, była niesamowita. On był
niesamowity. Mógł być z każdą dziewczyną, która z pewnością by go tak nie
tłumiła. A mimo to był ze mną.
Stanęłam na palcach, muskając
czule jego jeszcze wilgotne wargi i przemknęłam obok niego do szafki.
Otwierając szufladę, wysunęłam pierwszy lepszy komplet bielizny i wyszłam
szybkim krokiem z pokoju, nawet się za siebie nie oglądając.
Musiałam wyjść jak
najszybciej, aby się jeszcze nie rozmyślić.
* * *
Po wyjściu z łazienki jeszcze
przez jakiś czas nie widziałam blondyna. Nie było go ani w pokoju, ani w żadnym
innym po drodze napotkanym pomieszczeniu. Przygryzłam wargę nieco
zaniepokojona, lecz to uczucie minęło, gdy zobaczyłam w salonie, na stole kartkę:
Zaraz wracam, skarbie. Musiałem coś
załatwić, kocham Cię.
Alex.
Weszłam do kuchni i
zaparzyłam sobie kolejną kawę, uśmiechając się przy tym do siebie. Dzień
rozpoczął się wręcz idealnie. Ostatni dzień roku zapowiadał się na ten, który
miał pozostać w mojej pamięci na długi czas.
Z kubkiem parującej kawy
wróciłam do salonu i włączyłam telewizor. Akurat leciało Miasto Aniołów z Nicolasem Cagem, którego wprost uwielbiałam.
Rozsiałam się wygodnie i upijając napój z kubka w słoniki, skupiłam się na
fabule filmu, który znałam na pamięć.
Trudno powiedzieć, o czym tak
naprawdę jest ten film. O aniołach? O nietypowej miłości? O tym, jak los
potrafi być przewrotny? Chyba o wszystkim po trochu. Fabuła płynie powolnym,
wręcz melancholijnym rytmem, charakterystycznym dla melodramatów. Główna oś
fabularna skupia się na postaciach Setha i Maggie - ich rozterkach, przeżyciach
wewnętrznych i łączących je relacjach. Historia nie jest wcale schematyczna i
przewidywalna - przeciwnie - nieraz potrafi zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem
akcji. Niektórzy powiedzą: to nie jest wzruszające, tylko ckliwe.
Trzeba jednak umieć odróżnić
prawdziwie poruszającą historię od jej tandetnej podróby, co nie zawsze jest
łatwe, ponieważ często jedno przypomina drugie. Jest jednak pewien sposób:
jeśli po obejrzeniu filmu nie możemy o nim zapomnieć, przeciwnie - myślimy o
nim i o historii, którą nam przekazał, to znaczy, że mamy do czynienia z czymś
więcej niż tylko tanim wyciskaczem łez.
Alex wrócił do domu pod sam
koniec filmu, gdy byłam już zaryczana, a makijaż spływał mi po policzkach,
przez co przypomniałam pandę. Po kawie już dawno nic nie zostało, jednakże cały
czas ściskałam kubek w dłoniach, bujając się melancholijnie na boki.
Jakiś czas później poszłam do
łazienki z celem pierwszorzędnym – ogarnąć się. Gdy wyszłam, nie było już śladu
po rozmazanym makijażu, a na jego miejscu powstał nowy, dziewczęcy, lecz
jednocześnie stanowczy.
Popołudnie spędziliśmy na
oglądaniu filmów, lecz już koło dwudziestej na niemalże wszystkich kanałach
puszczali przygotowania do zbliżającego się nowego roku. Pokręciłam
niezadowolona nosem, tak samo jak blondyn i wyłączyliśmy telewizor.
Natomiast wieża poszła w
ruch. Spojrzałam z rozbawieniem na ukochanego, kiedy poprosił mnie do tańca,
kręcąc głową. Pierwsze tańce na ogół mi nie wychodziły. Na zabawach, weselach,
czy dyskotekach, mogłam tańczyć z partnerem dopiero wtedy, kiedy się już
rozkręciłam i rozluźniłam.
Mimo to, chłopak był
nieustępliwy, więc się zgodziłam. I o dziwo nie szło mi tak źle jak sądziłam.
Przynajmniej mnie się tak wydawało, a nawet jeśli, to Alexowi chyba nie
wypadało narzekać, ponieważ nie odezwał się ani słowem co do mojego tańca. To
był jednocześnie dobry i zły znak.
Po kilku godzinach, nie
wiedząc jakim cudem, chłopakowi udało się namówić mnie na spacer. Tak więc
ubierając czarne tenisówki do ciemnych jeansów oraz skórzaną kurtkę, koloru
butów, spod której wystawała biała tunika, byłam gotowa na spacer.
Oczywiście blondyn
prezentował się o niebo lepiej ode mnie, ale do tego już zdążyłam przywyknąć.
Zmierzwione w artystycznym nieładzie blond włosy, czarna ramoneska i równie
ciemne vansy, do prostych jeansów.
Oblizałam wargę z cichym
chichotem i splotłam nasze palce razem, wychodząc z nim z domu. Do nowego roku
została jeszcze godzina, a fajerwerki już rozświetlały nocne niebo. W sumie to
był ładny efekt, lecz przy tym szybko zaczynała boleć głowa.
Idąc wolnym spacerem,
myślałam o wielu rzeczach. Jeszcze cztery miesiące wcześniej nie miałam nic.
Przyjechałam do obcego miasta. Nie, błąd. Zostałam wywieziona do obcego miasta,
nie znając nikogo, ani niczego. Taylor był cały czas zagrożeniem i przeklinałam
w duchu internet za to, z jaką łatwością mnie znalazł. Oraz to, że w akademiku
musiał trafić akurat na Soph, która powiedziała mu wszystko, wydając nas jak na
talerzu.
Miałam wtedy rodzinę. Fakt,
nie doceniałam jej, ale ją miałam. To poczucie, że jest działało motywująco. I
jednocześnie napędzało bezprawną nienawiść. Ale miałam rodzinę. Nie liczyło się
nic więcej.
W ciągu tych miesięcy,
zyskałam niemalże tyle samo co straciłam. Miałam wspaniałych przyjaciół oraz
niesamowitego chłopaka, na których zawsze mogłam liczyć. Dowiedziałam się
prawy, co do swojej rodziny i przestałam nienawidzić ludzi, dla których byłam
najważniejsza.
Lecz tym samym straciłam też
mamę. Kobieta, która przez 16 lat była dla mnie wszystkim. Osoba, na którą
mogłam zawsze liczyć, kiedy przyjaciele nie mogli być obok. Kobietę, która
poświęciła własne dobro dla mojego, własne szczęście i marzenia.
A ja nawet nie miałam szansy
jej za to wszystko podziękować. Ostatni raz powiedzieć, że ją kocham i że wcale
jej nie nienawidzę. Przeprosić za te wszystkie okropne rzeczy i słowa, które
znosiła przeze mnie. Było mi z tego powodu tak bardzo przykro, jak i wstyd.
I w związku z tym miałam nowe
postanowienie noworoczne. Zacząć wszystko od początku, nie oglądając się za
siebie. Docenianie tego, co było dookoła, ponieważ wiedziałam jak szybko to
może zniknąć. Oraz mówienie kocham, póki miałam na to szansę.
Nie zauważyłam nawet, w
którym momencie dotarliśmy nad jezioro. Uśmiechnęłam się delikatnie,
przygryzając dolną wargę. Z tym miejscem łączyło się wiele naszych wspólnych
wspomnień.
Chociażby takich jak pierwszy
pocałunek. Może nie była to najlepsza atmosfera na ten krok, ale mimo to, był
on pamiętny. Cała otoczka gniewu i frustracji gdzieś wyparowała i byliśmy tylko
my.
Po czterech miesiącach to
miejsce się niemalże nic nie zmieniło. Natomiast zmieniły się osoby, które
stały na małej plaży. Nie była to już dwójka nieznajomych sobie osób, które
niemalże we wszystkim sobie dogryzała, tylko para ludzi, którzy byli w sobie
zakochani.
I byli ze sobą szczęśliwi,
prawdziwie.
Uśmiechnęłam się na tę myśl i
przygryzłam wargę, odchylając głowę do tyłu z promiennym uśmiechem. Niebo cały
czas rozświetlały wystrzały fajerwerek, które rozpierzchały się po całej czerni
nocy.
Spojrzałam w bok, na blondyna
i posłałam mu czuły uśmiech, który on odwzajemnił. Lecz w dziwny sposób.
Zmarszczyłam brwi przyglądając mu się próbując zrozumieć i dostrzegłam jak
nerwowo oblizywał wargi. Wzięłam głęboki oddech niczego nie rozumiejąc.
Błagam, aby nie chciał ze mną zerwać w nowy rok, jęknęłam w myślach
i mimowolnie zacisnęłam mocniej rękę na jego dłoni.
Rozchyliłam wargi, aby
zapytać o co chodzi, lecz chłopak jedynie potrząsnął głową, próbując mnie zbyć
i odsunął się delikatnie ode mnie, puszczając moją dłoń. I w tamtym momencie
poczułam się dziwnie nago, bezbronnie oraz bliska płaczu.
- Patrz na niebo –
powiedział, nerwowo przygładzając palcami materiał spodni.
I tak też zrobiłam. Wpatrywałam
się w nocne niebo, podziwiając blask ozdób noworocznych. Jednakże w głowie cały
czas zapalała mi się czerwona lampa, podsycająca moje zdenerwowanie.
Gdy już chciałam się odwrócić
do chłopaka i zapytać o co chodzi, wtedy to zobaczyłam.
Kolejna seria fajerwerek nie
rozprysnęła się w tradycyjne kule, które następnie opadały ku ziemi. Ta po
wystrzeleniu, ułożyła się na niebie w złocisty napis. Rozchyliłam wargi, czując
ucisk w żołądku i zamrugałam kilka razy, chcąc się upewnić czy mi się to tylko
nie przywidziało. Jednakże napis nadal tam był, a już po chwili pędził do ziemi
tak, jak inne części wygasłych kul.
Spojrzałam na Alexa i
zasłoniłam dłońmi usta, biorąc przy tym głęboki oddech. Poczułam jak łzy
napływają mi do oczu, a serce zdecydowanie przyspieszyło swój bieg. Nawet
przełykanie śliny przychodziło mi z trudem.
Chłopak klęczał na jednym
kolanie, patrząc na mnie z tym samym nerwowym uśmiechem, którym obdarzył mnie
wcześniej. Jego kocio zielone oczy patrzyły na mnie niemalże błagalnie, lecz
przy tym też nie naciskając.
Spojrzałam na to, co trzymał
w dłoni i wydałam z siebie ciche sapnięcie. W czerwonym, aksamitnym pudełeczku
spoczywał złoty pierścionek z połyskującym, białym oczkiem. Jego kolory były
widoczne nawet mimo czerni nocy, zupełnie tak, jakby był podświetlany.
Przeniosłam spojrzenie na
chłopaka, przygryzając nerwowo wargę i wciągnęłam głęboko powietrze. Kurcze,
jego zdenerwowanie było wręcz zaraźliwe, tak samo jak piękny uśmiech, którym
obdarzał mnie każdego dnia.
- Wyjdziesz za mnie? – spytał,
a ja wypuściłam cały zapas powietrza, który w sobie miałam.
Moja wewnętrzna bogini
zaczęła skakać z radości i odtańczyła taniec, którego z pewnością nigdy, nikomu
nie chciałabym pokazać. Podświadomość wyjrzała znad swoich kanciastych okularów
i miałam wrażenie, że pierwszy raz w życiu na jej ustach zagościł delikatny
uśmiech.
Mocniej docisnęłam dłonie do
ust, chcąc stłumić spazm szlochu i zaczęłam się nerwowo śmiać. Chwilę później
po moich policzkach zaczęły spływać strumieniami łzy, a nogi same zaczęły się
unosić i opadać, skacząc niczym opętane.
Uśmiech na twarzy blondyna
się nieznacznie poszerzył, jednakże cały czas było w nim coś nerwowego, czego
nie mógł się pozbyć, nawet mimo widocznych starać. Lecz nie miało to w tej
chwili większego znaczenia.
Rzuciłam się ku niemu,
obejmując rękami jego szyję, przez co oboje wylądowaliśmy na piasku. I w tym
momencie oboje zaczęliśmy się śmiać, wtulając w siebie. Nad nami cały czas
strzelały fajerwerki, lecz dla mnie nie było niczego poza Alexem. Nim i naszej wspólnej
przyszłości.
- Tak, tak, tak. Do diabła,
tak – piszczałam radośnie i wpiłam się w jego wargi, czując kolejną napływającą
falę łez szczęścia.
Boże ♥ Popłakałam się na końcu XD *.* ślicznie to napisałaś *.* i aż zachciało mi się truskawek z bitą śmietaną ;-;
OdpowiedzUsuń