Nowy rok zbliżał się wielkimi
krokami. Nie wiedziałam jakim cudem Alexowi udało się mnie namówić na spędzenie
tego w jakikolwiek sposób. Przyjaciele już od jakiegoś czasu mówili tylko o
imprezie, którą szykowała Natalie, jedna z dziewczyn w naszej szkole.
Ja i blondyn zostawaliśmy w
domu na okres tej imprezy. Co dziwne, nie czułam tej całej atmosfery, choć co
rok czekałam na fajerwerki i odliczanie do północy. Nie, żebym obchodziła to
święto. Po prostu to była świetna sprawa. I zawsze sprawiało nam z Eleein dużo
radości.
I z Maxem, gdy jeszcze żył.
Zaskoczyło mnie to, że
dziewczyny już dwa dni przed całą zabawą szykowały sobie ubrania. A może to
było tylko dlatego, że ja nie czułam tego wszystkiego. W sumie patrząc wstecz,
sama też szykowałam się już kilka dni przed, aby wszystko do siebie dobrać.
Może dlatego 29 grudnia w
domu panował istny chaos. Dziewczyny biegały po domu, wybierając ubrania,
rzucając nimi dookoła i marudząc na cały głos. Szkoda mi było Josha, którego
goniły z kąta w kąt do mierzenia nowych ubrań i znoszenia ich wybiegów mody.
Z Alexem usunęliśmy się do
pokoju, aby nie musieć brać w tym udziału i zamknęliśmy się na klucz, co w
sumie było dobrym posunięciem, ponieważ kilka razy ktoś ciągnął za klamkę, a
później słychać było jęki przyjaciół. Możliwe nawet, że Josh chciał się schować
w tym pokoju, lecz niestety – on był już skazany na straty.
Z Amy nie rozmawiałyśmy już
więcej o tym, co się wydarzyło w pokoju, kilka dni wcześniej. Na szczęście w relacjach
z Alexem też nie odczułam tego, aby mu powiedziała, choć już sam fakt, że takie
słowa wyszły z moich ust, sprawiał iż miałam ochotę uderzyć głową o ścianę. Co
zresztą kilkakrotnie zrobiłam, gdy nikt nie patrzył.
Atmosfera w naszym domu
wróciła do takiej, jak sprzed wyjazdu. Może ja się mniej śmiałam i cieszyłam,
jednak próbowałam tak bardzo, jak tylko byłam w stanie. Lecz wiadomo –
wychodziło różnie.
Starałam się żyć dalej,
wiedziałam, że mama by tego chciała. Robiłam to dla niej, jak i dla Maxa. Prosili,
abym była szczęśliwa i to było najważniejsze. Oczywiście był też Alex. To, co
powiedziała Amy, podziałało trzeźwiąco. Nie miałam żadnego prawa ranić Alexa,
tym bardziej po tym jak się przede mną otworzył.
Poza tym ranienie jego,
raniłoby również mnie samą, ponieważ patrzenie na ból ukochanej osoby jest
wręcz nie do zniesienia. Dlatego też starałam się nie okazywać zbyt wielu
negatywnych uczuć. Nie chciałam aby Alex cierpiał i nie chciałam przypominać mu
o śmierci jego mamy.
Tego dnia byłam wdzięczna
Alexowi za jego manię jedzenia w łóżku, ponieważ gdy odcięliśmy się od reszty
domu, w pokoju mieliśmy zapasy żelek, ciastek i chipsów, a ponad to została
cola z dnia poprzedniego, którą przytargałam do lektury.
Rozłożyliśmy eurobusiness na
podłodze i rozpoczęliśmy grę. Oczywiście z początku wszystko kupowaliśmy,
dopóki z kasą nie zaczęło być krucho. I jak na złość chłopak prawie w ogóle nie
stawał na moich polach, co mnie nie zniechęcało w stawianiu domów i hoteli.
Gdy w pewnym momencie stanął
na moim Bonn z hotelem, spojrzał na mnie tymi swoimi kocimi oczami, próbując
jakoś ominąć sporą płatność. Pokręciłam głową z rozbawieniem i wyciągnęłam dłoń
po swoją należność, lecz tym razem on pokręcił głową.
Złapał moją rękę i
przyciągnął mnie do siebie, chyba tylko cudem nie niszcząc planszy. Wciągnął
mnie na swoje kolana i naparł wargami na moje usta w słodkim, czułym pocałunku.
Jego delikatne palce przemknęły po moim policzku, wywołując tym samym przyjemny
dreszcz.
Wsunęłam palce we włosy
ukochanego z cichym pomrukiem oddając się pocałunkowi. Powieki lekko się
osunęły, tym samym okalając policzki wachlarzami długich, ciemnych rzęs, a na
wargach zagościł słodki, niemalże rozkoszny uśmiech.
- Płać – wymruczałam z cichym
chichotem, odsuwając się od chłopaka.
- Właśnie to zrobiłem, no –
jęknął wydymając usta niczym małe, naburmuszone dziecko, na co zareagowałam
głośnym, dźwięcznym śmiechem.
Wróciłam na swoje miejsce i
wyciągnęłam dłoń po należną sumę papierkowych pieniędzy. Chłopak zmarszczył
niezadowolony nos, ponieważ po oddaniu mi należności niewiele mu zostało, lecz
to zrobił.
W ciągu kilku następnych
kolejek, na zmianę próbowaliśmy unikać wysokich płatności, a sposoby bywały
naprawdę wymyślne. Raz Alex udawał, że miał zawał, innym razem ja zawołałam, że
jestem w ciąży (co oczywiście nie było możliwe) i wiele innych.
Po drodze, oczywiście też się
wzbogacaliśmy w kolejne własności. Oboje zażarcie walczyliśmy o tereny Austrii.
No bo serio, kto by nie chciał mieć całej, najdroższej, Austrii? Na
nieszczęście blondyna, gdy tylko stanęłam na Innsbrucku, od razu go kupiłam.
Później toczyła się wojna o Wiedeń.
Oboje modliliśmy się o
odpowiednią ilość oczek, aby móc kupić najdroższe pole i jak na złość żadnemu z
nas to nie wychodziło. Znaczy się, oczywiście dobrze, że Alexowi to nie
wychodziło, lecz mi by się mogło trafić.
I chyba to sobie wybłagałam,
bo po kilku następnym kolejkach, stanęłam na Wiedniu, zanim blondyn zdążył go
kupić i zapłaciłam należność za ostatnie austriackie miasto z promiennym
uśmieszkiem.
- Cała Austria moja –
wymruczałam, kupując od razu hotele, na co chłopak wydał z siebie jęk rozpaczy.
- Od dziś będę unikał tego
państwa jak ognia. Panują tam zbyt surowe rządy – odparł kręcąc zrezygnowany
głową.
Zmarszczyłam nos w wyrazie
widocznej dezaprobaty dla tego komentarza, po czym oboje wybuchliśmy głośnym
śmiechem. Kilka kolejek później oficjalnie gra się nam znudziła. Mniej
oficjalnie, Alex prawie został bankrutem.
Złożyliśmy więc grę do
pudełka, ignorując w międzyczasie kilkakrotne pukanie do drzwi i nawoływanie
„wiem, że tam jesteście”.
Wyciągnęliśmy też scrabble,
lecz już po kilkunastu minutach przypomnieliśmy sobie o tym, że gra w dwie
osoby nie jest tak fajna. Szybko się nią znudziliśmy i schowaliśmy literki do
woreczka oraz planszę.
Ostatecznie wylądowaliśmy w
łóżku, wtuleni w siebie i zajęci rozmową. I nawet nie wiedziałam, w którym
momencie stałam się tak senna, ani kiedy powieki się przymknęły, wypychając
mnie do krainy snów.
* * *
Kiedy się obudziłam, było
jeszcze ciemno. Albo już ciemno. Nie byłam tego pewna dopóki nie spojrzałam na
zegarek. Szósta rano. Jeszcze ciemno. Powoli wysunęłam się z objęć ukochanego i
na palcach wyszłam z pokoju, kierując się w stronę kuchni.
Zasłoniłam usta dłonią,
próbując stłumić ziewnięcie. Idąc przez salon, który kiedyś był moją sypialnią,
słyszałam ciche brzmienie muzyki dochodzącej z kuchni. Uśmiechnęłam się
delikatnie i zaczęłam nucić pod nosem tekst piosenki.
- I'm waking up, I feel it in
my bones. Enough to make my system blow. Welcome to the new age, to the new age
– zaśpiewałam razem z wokalistą Imagine Dragons.
Kiedy pchnęłam kuchenne drzwi,
dźwięki muzyki otuliły mnie ze wszystkich stron. Przymrużyłam powieki z
delikatnym uśmiechem, przyzwyczajając je do nowego odcienia ciemności.
Dostrzegłam kształt stojący
przy oknie i automatycznie chciałam chwycić za patelnię, gdy ta osoba odwróciła
się w moją stronę. Przymrużyłam powieki, lecz stojąc pod światło, blade bo
blade, ale światło, niewiele mogłam zobaczyć.
- O, nie śpisz – usłyszałam
ciepły głos przyjaciółki.
Odetchnęłam z ulgą i pokiwałam
głową spoglądając na Eli i ziewnęłam cichutko. Utwór się zmienił na Alibi –
30STM. Zmarszczyłam delikatnie brwi, patrząc na dziewczynę z rozbawieniem
igrającym w kącikach warg.
- Wzięłaś mojego Pada? –
spytałam krzyżując ręce na piersi.
- Leżał na stole bezpańsko –
odparła dziecinnie.
Zaśmiałam się cicho i skinęłam
delikatnie głową, po raz kolejny tłumiąc w dłoni ziewnięcie i osunęłam się na
krzesło, przy czym po raz kolejny stłumiłam dłonią ziewnięcie. W tym samym
momencie usłyszałam chichot dochodzący od strony przyjaciółki i już po chwili
do niej dołączyłam.
Słychać było szum, stukot
naczyń i byłam pełna podziwu dla dziewczyny, że cokolwiek tam widziała, a
jeszcze bardziej, że coś przyrządzała. Już po chwili po pomieszczeniu rozniósł
się aromat świeżo zaparzonej kawy, co wyrwało pomruk spomiędzy warg.
- Wyglądasz jakbyś jej
potrzebowała – odparła z rozbawieniem stawiając przede mną kubek kawy.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się
do dziewczyny, kładąc dłonie na naczyniu.
Dostrzegłam przebłysk światła,
które pojawiło się wraz z otwierającymi się drzwiami lodówki i zniknęło równie
szybko. Następnie usłyszałam jak talerz uderzył o stół, tuż przede mną, a ja
zmarszczyłam niezrozumiale brwi.
Jednakże już po chwili
poczułam zapach sernika i na mojej twarzy pojawił się rozmarzony uśmiech.
Przygryzłam wargę, wsuwając sobie kawałek ciasta do ust i zamruczałam cicho.
Fakt, nie był tak dobry jak
ten, który jadałam z mamą o poranku, lecz niewiele mu do niego brakowało.
Upiłam łyk kawy i uświadomiłam sobie z uśmiechem, że Eli robi naprawdę
niesamowicie pyszną wersję tego napoju.
I to samo przypomniało mi o
mamie i o naszym pierwszym, wspólnym poranku.
Tej nocy nie mogłam spać. Co chwilę się budziłam i kręciłam w łóżku. W
sumie nic dziwnego, skoro mój mózg działał na najwyższych możliwych obrotach. A
gdyby tego było mało, to na dodatek cały czas wracał do wieczoru z Maxem na
ganku i wypowiedzianych przez niego słów.
Nawet porównanie nas do Jacoba i Nessie było urocze. Nie zapominając o
tym spojrzeniu, jakbym była kimś naprawdę pięknym. Chciałam taka być, chciałam
aby właśnie w taki sposób mnie widział. Lecz jaka była szansa, że tak właśnie
było, a nie, że sobie to wszystko po prostu wymyśliłam? Że po prostu chciałam
to zobaczyć?
Wysunęłam się spod kołdry, wychodząc z pokoju. Potrzebowałam wody,
zdecydowanie musiałam ochłonąć i zacząć racjonalnie myśleć. A najlepiej, to
poszłabym pod zimny prysznic, gdyby nie to, że mogłabym tym obudzić rodziców.
Potarłam czoło dłonią, tłumiąc ziewnięcie i już miałam nadzieję, że
zmorzy mnie sen, lecz mózg bardziej się rozbudził. Ostatecznie przemknęłam na
palcach przez przedpokój i weszłam do kuchni oświetlonej jedynie przez blask
księżyca wpadający przez okno.
Zmarszczyłam powieki, widząc kształt siedzący przy oknie i po zarysie
włosów, poznałam mamę. Podeszłam do niej i usiadłam naprzeciw niej, spoglądając
z troską na jej delikatną twarz, którą wydobywało światło gwiazd.
- Coś się stało? – spytałam przysuwając do siebie kubek jej kawy.
- Nie mogłam spać – westchnęła i spojrzała na mnie, a następnie na
naczynie z którego upiłam łyk mleczno brązowego napoju. – Gdybym wiedziała,
zrobiłabym dwie – odparła i uśmiechnęła się do mnie delikatnie, jednakże
ciepło.
I to były jedyne słowa, które wypowiedziałyśmy do siebie tej nocy. Obie
pogrążone w swoich myślach, skupione i milczące. Jedynie kubkiem z kawą
wymieniałyśmy się od czasu do czasu.
I później było tak już co noc.
Budziłam się w nocy, a kiedy wchodziłam do kuchni, kubek z kawą już na mnie
czekał. A obok niego talerzyk z sernikiem. Z czasem zaczęłam budzić się
regularnie, koło szóstej nad ranem.
Przygryzłam wargę, wzdychając
smutno. Mama była niesamowita. Nie była zbyt wymagająca, nie dawała mi zakazów.
Razem z tatą wychowali mnie tak, że wiedziałam co jest dobre, a co złe.
Pozwalała mi samej przemyśleć swoje problemy, ponieważ wiedziała, że kiedy będę
tego potrzebowała, przyjdę do niej po pomoc.
I za to ją niesamowicie
kochałam. Była, kiedy jej potrzebowałam, lecz kiedy musiałam pobyć sama,
rozumiała to i usuwała się z drogi. Rozumiała mnie niemalże tak dobrze jak Max,
czy też teraz Alex.
Była cudowna i nic tego nie
zmieniło.
* * *
Koło południa poszłam do kawiarni,
gdzie umówiłam się z Marine i Laną. Gdy doszłam na miejsce, dziewczyny już
siedziały na swoich miejscach i żywo o czymś dyskutowały, gestykulując przy
tym.
Zamówiłam swoją ukochaną
latte i jagodziankę, po czym ruszyłam w stronę przyjaciółek, posyłając im
promienny uśmiech. Musnęłam policzki obu dziewczyn i zajęłam swoje miejsce.
Gdy kelnerka przyniosła moje
zamówienie, posłałam jej ciepły uśmiech i założyłam nogę na nogę, urywając
kawałek swojej drożdżówki, przyglądając się rozchichotanym towarzyszkom. Z ich
rozmowy wywnioskowałam jedynie tyle, że Marine poznała nowego chłopaka.
Przechyliłam głowę do boku
zaciekawiona tą informacją, lecz nie dowiedziałam się niczego innego niż w
kółko powtarzane epitety takie jak cudowny, słodki, przystojny, cudowny, słodki
itp.
Roześmiałam się przyglądając
się im i przygryzłam wargę przypominając sobie swoje pierwsze chwile z Alexem.
Nie umiałam powstrzymać promiennego uśmiechu, który już zdążył pojawić się na
moich wargach. Westchnęłam i upiłam łyk przepysznej kawy.
- Opowiedz o nim – zachęciłam
w końcu przyjaciółkę, pochylając się w jej stronę.
Brunetka rozchyliła swoje
krwistoczerwone wargi, a jej policzki dziewczęco się zarumieniły, przez co
razem z Laną zaczęłyśmy chichotać. Przyjaciółka wzięła głęboki oddech i zanim
coś powiedziała, kilka razy otworzyła i zamknęła wargi, przez co wyglądała jak
rybka połykająca powietrze.
- Wysoki, brązowe oczy, pełne
życia. Wysportowana sylwetka, umięśnione ramiona. Brązowe włosy ułożone w
'artystycznym nieładzie' dodające chłopięcego uroku, uśmiech który zawsze
błąkał się po twarzy chłopaka. Przeważnie ubiera się w czarne jeansy, białe
koszulki i kurtki skórzane bądź koszule w kratkę. Do tego trampki, lub supry.
Kiedy dziewczyna skończyła
mówić, wzięła głęboki oddech. I wcale się jej nie dziwiłam, ponieważ wszystko
to wyrzuciła z siebie na jednym tchu. Kurcze, ta to miała pojemne płuca.
Spojrzałyśmy na siebie z Laną
i zaśmiałyśmy się pod nosem, patrząc czule na przyjaciółkę. Przyjemnie było
widzieć ją w takim stanie. Szczęśliwą, zakochaną i pełną życia. Tego właśnie
było jej potrzeba. Ktoś musiał rozjaśnić tę ciemną aurę, pod którą skrywała się
delikatna i niesamowicie urocza dziewczyna.
- Bardziej o charakter mi
chodziło – westchnęłam w końcu i przygryzłam wargę w delikatnym uśmiechu,
patrząc na nią ciepłym wzrokiem.
Jeśli to było możliwe, to
policzki Marine przybrały jeszcze ciemniejszą barwę, co tak naprawdę wyglądało
bardzo dziewczęco. A biorąc pod uwagę styl bycia dziewczyny, wydawało się to
jeszcze bardziej słodkie niż byłoby to u jakiejkolwiek innej dziewczyny.
- Na pierwszy rzut oka jest
troszkę zadufany w sobie, każdej dziewczynie którą poznaje przedstawia się
mniej więcej tak : 'Hej, jestem Alex, ale lepiej mów do mnie Ten Grecki Bóg Na
Którego Widok Zemdlałaś' – odparła z widocznym rozbawieniem.
I my również wybuchłyśmy
śmiechem. Tak, zdecydowanie mógłby się wydawać zadufany w sobie, jednakże w
jakiś taki ponętny sposób. Coś takiego jak Nate, chociaż nie. Nate był ponad
wszystkimi.
Ale oczywiście tuż pod
Alexem. Oczywiście.
- Jak się go bliżej pozna
jest osobą miłą, życzliwą i kochaną, dla osób które kocha jest w stanie zabić,
ożywić i jeszcze raz zabić. Od momentu kiedy z nim jestem ani razu nie podniósł
na żadną dziewczynę ręki i głosu. Bo nigdy tego nie robił. Szanuje dziewczyny i
dzieci – dodała po chwili, a jej uśmiech stał się rozmarzony.
Aż miło było na nią
popatrzeć. Wcześniej rzadko widywałam Marynię tak radosną i ta zmiana widocznie
jej służyła. Nawet oczy nabrały zdrowego blasku, a jej szczęście było wręcz
zaraźliwe.
- A jak się poznaliście? –
spytałam z uśmiechem.
Dziewczyna zachichotała
uroczo i przygryzła wargę, bawiąc się serwetką w palcach. Co chwilę posyłała
nam spojrzenie spod swoich rzęs, chichocząc przy tym cichutko. Oblizała nerwowo
wargi i po chwili skinęła głową rozluźniając mięśnie.
- No więc kiedyś Nate, Soph i
Matha chodzili razem do klubu. No, a Alex i Martha się przyjaźnili już jakiś
czas, więc i on tam bywał od czasu do czasu, pod jej namową – odparła spoglądając
na nas i uśmiechnęła się delikatnie. - I na pierwszych imprezach mnie nie było.
No wiesz, dużo nauki miałam i w ogóle. I kiedyś Daniel zaczął mi gadać o jakimś
'greckim bogu' i stwierdziłam że muszę go poznać. W tej melanżowni się
poznaliśmy i wtedy z Ass nam się nudziło i stwierdziłyśmy że zrobimy z kogoś
zupę i padło na Alexa i się nawalaliśmy patelniami tam, gotowaliśmy się
wzajemnie w garnku Ass nawet raz obrzucaliśmy się błotem w basenie. NIE PYTAJ !
– powiedziała, po czym się roześmiała słodko. - I chyba tak się poznaliśmy.
Razem z Laną patrzyłyśmy na
nią z rozchylonymi wargami, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Astrid zawsze
miała szalone pomyły, w końcu była naszym kochanym motylkiem, jednakże to było…
szalone, nawet jak na jej standardy.
Pokręciłam głową, patrząc na
Marine, która już spłonęła rumieńcem i niemalże wpadła pod stolik. Zaczęłyśmy
tupać nogami, aby nie zacząć śmiać się na całą kawiarnię, lecz i tak już
byłyśmy stracone.
Wszyscy ludzie patrzyli na
nas widocznie mając niezły ubaw. Jedna pani nawet się obrała kawą i miałam
ogromną nadzieję, że nie była już gorąca, ponieważ odczuwałabym wtedy ogromne
poczucie winy, że to nasza wina.
Pokręciłam głową z
rozbawieniem i przytuliłam do siebie dziewczyny, chichocząc razem z nimi
radośnie. W końcu wszystko układało się dobrze i było na drodze do świetnie.
Była nadzieja na lepsze
jutro.
AJAJAJAJAJJAJAJAJAJAJAJJAAJJAJAJAJAJAJJAJAJ *-* BOZIULU KOCHAM CIĘ.
OdpowiedzUsuńWielbię Cię, WSZYSTKO :3
Aww, czyli moja praca po to była xd Jestem dumna z tego :3 Przez to szczerzę się do monitora jak głupia. I muszę to pokazać Maćkowi jak nic! :3 hyhyhyh, czekam na resztę Sunshine :*
O matko XD piekne to *.* jak zawsze :3 ale rozwaliła mnie ta Wasza gra w eurobusiness XD niecodzienna dosyć XD ;-;
OdpowiedzUsuń