niedziela, 2 września 2012

Rozdział 23


Nowy rok zbliżał się wielkimi krokami. Nie wiedziałam jakim cudem Alexowi udało się mnie namówić na spędzenie tego w jakikolwiek sposób. Przyjaciele już od jakiegoś czasu mówili tylko o imprezie, którą szykowała Natalie, jedna z dziewczyn w naszej szkole.
Ja i blondyn zostawaliśmy w domu na okres tej imprezy. Co dziwne, nie czułam tej całej atmosfery, choć co rok czekałam na fajerwerki i odliczanie do północy. Nie, żebym obchodziła to święto. Po prostu to była świetna sprawa. I zawsze sprawiało nam z Eleein dużo radości.
I z Maxem, gdy jeszcze żył.
Zaskoczyło mnie to, że dziewczyny już dwa dni przed całą zabawą szykowały sobie ubrania. A może to było tylko dlatego, że ja nie czułam tego wszystkiego. W sumie patrząc wstecz, sama też szykowałam się już kilka dni przed, aby wszystko do siebie dobrać.
Może dlatego 29 grudnia w domu panował istny chaos. Dziewczyny biegały po domu, wybierając ubrania, rzucając nimi dookoła i marudząc na cały głos. Szkoda mi było Josha, którego goniły z kąta w kąt do mierzenia nowych ubrań i znoszenia ich wybiegów mody.
Z Alexem usunęliśmy się do pokoju, aby nie musieć brać w tym udziału i zamknęliśmy się na klucz, co w sumie było dobrym posunięciem, ponieważ kilka razy ktoś ciągnął za klamkę, a później słychać było jęki przyjaciół. Możliwe nawet, że Josh chciał się schować w tym pokoju, lecz niestety – on był już skazany na straty.
Z Amy nie rozmawiałyśmy już więcej o tym, co się wydarzyło w pokoju, kilka dni wcześniej. Na szczęście w relacjach z Alexem też nie odczułam tego, aby mu powiedziała, choć już sam fakt, że takie słowa wyszły z moich ust, sprawiał iż miałam ochotę uderzyć głową o ścianę. Co zresztą kilkakrotnie zrobiłam, gdy nikt nie patrzył.
Atmosfera w naszym domu wróciła do takiej, jak sprzed wyjazdu. Może ja się mniej śmiałam i cieszyłam, jednak próbowałam tak bardzo, jak tylko byłam w stanie. Lecz wiadomo – wychodziło różnie.
Starałam się żyć dalej, wiedziałam, że mama by tego chciała. Robiłam to dla niej, jak i dla Maxa. Prosili, abym była szczęśliwa i to było najważniejsze. Oczywiście był też Alex. To, co powiedziała Amy, podziałało trzeźwiąco. Nie miałam żadnego prawa ranić Alexa, tym bardziej po tym jak się przede mną otworzył.
Poza tym ranienie jego, raniłoby również mnie samą, ponieważ patrzenie na ból ukochanej osoby jest wręcz nie do zniesienia. Dlatego też starałam się nie okazywać zbyt wielu negatywnych uczuć. Nie chciałam aby Alex cierpiał i nie chciałam przypominać mu o śmierci jego mamy.
Tego dnia byłam wdzięczna Alexowi za jego manię jedzenia w łóżku, ponieważ gdy odcięliśmy się od reszty domu, w pokoju mieliśmy zapasy żelek, ciastek i chipsów, a ponad to została cola z dnia poprzedniego, którą przytargałam do lektury.
Rozłożyliśmy eurobusiness na podłodze i rozpoczęliśmy grę. Oczywiście z początku wszystko kupowaliśmy, dopóki z kasą nie zaczęło być krucho. I jak na złość chłopak prawie w ogóle nie stawał na moich polach, co mnie nie zniechęcało w stawianiu domów i hoteli.
Gdy w pewnym momencie stanął na moim Bonn z hotelem, spojrzał na mnie tymi swoimi kocimi oczami, próbując jakoś ominąć sporą płatność. Pokręciłam głową z rozbawieniem i wyciągnęłam dłoń po swoją należność, lecz tym razem on pokręcił głową.
Złapał moją rękę i przyciągnął mnie do siebie, chyba tylko cudem nie niszcząc planszy. Wciągnął mnie na swoje kolana i naparł wargami na moje usta w słodkim, czułym pocałunku. Jego delikatne palce przemknęły po moim policzku, wywołując tym samym przyjemny dreszcz.
Wsunęłam palce we włosy ukochanego z cichym pomrukiem oddając się pocałunkowi. Powieki lekko się osunęły, tym samym okalając policzki wachlarzami długich, ciemnych rzęs, a na wargach zagościł słodki, niemalże rozkoszny uśmiech.
- Płać – wymruczałam z cichym chichotem, odsuwając się od chłopaka.
- Właśnie to zrobiłem, no – jęknął wydymając usta niczym małe, naburmuszone dziecko, na co zareagowałam głośnym, dźwięcznym śmiechem.
Wróciłam na swoje miejsce i wyciągnęłam dłoń po należną sumę papierkowych pieniędzy. Chłopak zmarszczył niezadowolony nos, ponieważ po oddaniu mi należności niewiele mu zostało, lecz to zrobił.
W ciągu kilku następnych kolejek, na zmianę próbowaliśmy unikać wysokich płatności, a sposoby bywały naprawdę wymyślne. Raz Alex udawał, że miał zawał, innym razem ja zawołałam, że jestem w ciąży (co oczywiście nie było możliwe) i wiele innych.
Po drodze, oczywiście też się wzbogacaliśmy w kolejne własności. Oboje zażarcie walczyliśmy o tereny Austrii. No bo serio, kto by nie chciał mieć całej, najdroższej, Austrii? Na nieszczęście blondyna, gdy tylko stanęłam na Innsbrucku, od razu go kupiłam. Później toczyła się wojna o Wiedeń.
Oboje modliliśmy się o odpowiednią ilość oczek, aby móc kupić najdroższe pole i jak na złość żadnemu z nas to nie wychodziło. Znaczy się, oczywiście dobrze, że Alexowi to nie wychodziło, lecz mi by się mogło trafić.
I chyba to sobie wybłagałam, bo po kilku następnym kolejkach, stanęłam na Wiedniu, zanim blondyn zdążył go kupić i zapłaciłam należność za ostatnie austriackie miasto z promiennym uśmieszkiem.
- Cała Austria moja – wymruczałam, kupując od razu hotele, na co chłopak wydał z siebie jęk rozpaczy.
- Od dziś będę unikał tego państwa jak ognia. Panują tam zbyt surowe rządy – odparł kręcąc zrezygnowany głową.
Zmarszczyłam nos w wyrazie widocznej dezaprobaty dla tego komentarza, po czym oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem. Kilka kolejek później oficjalnie gra się nam znudziła. Mniej oficjalnie, Alex prawie został bankrutem.
Złożyliśmy więc grę do pudełka, ignorując w międzyczasie kilkakrotne pukanie do drzwi i nawoływanie „wiem, że tam jesteście”.
Wyciągnęliśmy też scrabble, lecz już po kilkunastu minutach przypomnieliśmy sobie o tym, że gra w dwie osoby nie jest tak fajna. Szybko się nią znudziliśmy i schowaliśmy literki do woreczka oraz planszę.
Ostatecznie wylądowaliśmy w łóżku, wtuleni w siebie i zajęci rozmową. I nawet nie wiedziałam, w którym momencie stałam się tak senna, ani kiedy powieki się przymknęły, wypychając mnie do krainy snów.


* * *

Kiedy się obudziłam, było jeszcze ciemno. Albo już ciemno. Nie byłam tego pewna dopóki nie spojrzałam na zegarek. Szósta rano. Jeszcze ciemno. Powoli wysunęłam się z objęć ukochanego i na palcach wyszłam z pokoju, kierując się w stronę kuchni.
Zasłoniłam usta dłonią, próbując stłumić ziewnięcie. Idąc przez salon, który kiedyś był moją sypialnią, słyszałam ciche brzmienie muzyki dochodzącej z kuchni. Uśmiechnęłam się delikatnie i zaczęłam nucić pod nosem tekst piosenki.
- I'm waking up, I feel it in my bones. Enough to make my system blow. Welcome to the new age, to the new age – zaśpiewałam razem z wokalistą Imagine Dragons.
Kiedy pchnęłam kuchenne drzwi, dźwięki muzyki otuliły mnie ze wszystkich stron. Przymrużyłam powieki z delikatnym uśmiechem, przyzwyczajając je do nowego odcienia ciemności.
Dostrzegłam kształt stojący przy oknie i automatycznie chciałam chwycić za patelnię, gdy ta osoba odwróciła się w moją stronę. Przymrużyłam powieki, lecz stojąc pod światło, blade bo blade, ale światło, niewiele mogłam zobaczyć.
- O, nie śpisz – usłyszałam ciepły głos przyjaciółki.
Odetchnęłam z ulgą i pokiwałam głową spoglądając na Eli i ziewnęłam cichutko. Utwór się zmienił na Alibi – 30STM. Zmarszczyłam delikatnie brwi, patrząc na dziewczynę z rozbawieniem igrającym w kącikach warg.
- Wzięłaś mojego Pada? – spytałam krzyżując ręce na piersi.
- Leżał na stole bezpańsko – odparła dziecinnie.
Zaśmiałam się cicho i skinęłam delikatnie głową, po raz kolejny tłumiąc w dłoni ziewnięcie i osunęłam się na krzesło, przy czym po raz kolejny stłumiłam dłonią ziewnięcie. W tym samym momencie usłyszałam chichot dochodzący od strony przyjaciółki i już po chwili do niej dołączyłam.
Słychać było szum, stukot naczyń i byłam pełna podziwu dla dziewczyny, że cokolwiek tam widziała, a jeszcze bardziej, że coś przyrządzała. Już po chwili po pomieszczeniu rozniósł się aromat świeżo zaparzonej kawy, co wyrwało pomruk spomiędzy warg.
- Wyglądasz jakbyś jej potrzebowała – odparła z rozbawieniem stawiając przede mną kubek kawy.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do dziewczyny, kładąc dłonie na naczyniu.
Dostrzegłam przebłysk światła, które pojawiło się wraz z otwierającymi się drzwiami lodówki i zniknęło równie szybko. Następnie usłyszałam jak talerz uderzył o stół, tuż przede mną, a ja zmarszczyłam niezrozumiale brwi.
Jednakże już po chwili poczułam zapach sernika i na mojej twarzy pojawił się rozmarzony uśmiech. Przygryzłam wargę, wsuwając sobie kawałek ciasta do ust i zamruczałam cicho.
Fakt, nie był tak dobry jak ten, który jadałam z mamą o poranku, lecz niewiele mu do niego brakowało. Upiłam łyk kawy i uświadomiłam sobie z uśmiechem, że Eli robi naprawdę niesamowicie pyszną wersję tego napoju.
I to samo przypomniało mi o mamie i o naszym pierwszym, wspólnym poranku.

Tej nocy nie mogłam spać. Co chwilę się budziłam i kręciłam w łóżku. W sumie nic dziwnego, skoro mój mózg działał na najwyższych możliwych obrotach. A gdyby tego było mało, to na dodatek cały czas wracał do wieczoru z Maxem na ganku i wypowiedzianych przez niego słów.
Nawet porównanie nas do Jacoba i Nessie było urocze. Nie zapominając o tym spojrzeniu, jakbym była kimś naprawdę pięknym. Chciałam taka być, chciałam aby właśnie w taki sposób mnie widział. Lecz jaka była szansa, że tak właśnie było, a nie, że sobie to wszystko po prostu wymyśliłam? Że po prostu chciałam to zobaczyć?
Wysunęłam się spod kołdry, wychodząc z pokoju. Potrzebowałam wody, zdecydowanie musiałam ochłonąć i zacząć racjonalnie myśleć. A najlepiej, to poszłabym pod zimny prysznic, gdyby nie to, że mogłabym tym obudzić rodziców.
Potarłam czoło dłonią, tłumiąc ziewnięcie i już miałam nadzieję, że zmorzy mnie sen, lecz mózg bardziej się rozbudził. Ostatecznie przemknęłam na palcach przez przedpokój i weszłam do kuchni oświetlonej jedynie przez blask księżyca wpadający przez okno.
Zmarszczyłam powieki, widząc kształt siedzący przy oknie i po zarysie włosów, poznałam mamę. Podeszłam do niej i usiadłam naprzeciw niej, spoglądając z troską na jej delikatną twarz, którą wydobywało światło gwiazd.
- Coś się stało? – spytałam przysuwając do siebie kubek jej kawy.
- Nie mogłam spać – westchnęła i spojrzała na mnie, a następnie na naczynie z którego upiłam łyk mleczno brązowego napoju. – Gdybym wiedziała, zrobiłabym dwie – odparła i uśmiechnęła się do mnie delikatnie, jednakże ciepło.
I to były jedyne słowa, które wypowiedziałyśmy do siebie tej nocy. Obie pogrążone w swoich myślach, skupione i milczące. Jedynie kubkiem z kawą wymieniałyśmy się od czasu do czasu.

I później było tak już co noc. Budziłam się w nocy, a kiedy wchodziłam do kuchni, kubek z kawą już na mnie czekał. A obok niego talerzyk z sernikiem. Z czasem zaczęłam budzić się regularnie, koło szóstej nad ranem.
Przygryzłam wargę, wzdychając smutno. Mama była niesamowita. Nie była zbyt wymagająca, nie dawała mi zakazów. Razem z tatą wychowali mnie tak, że wiedziałam co jest dobre, a co złe. Pozwalała mi samej przemyśleć swoje problemy, ponieważ wiedziała, że kiedy będę tego potrzebowała, przyjdę do niej po pomoc.
I za to ją niesamowicie kochałam. Była, kiedy jej potrzebowałam, lecz kiedy musiałam pobyć sama, rozumiała to i usuwała się z drogi. Rozumiała mnie niemalże tak dobrze jak Max, czy też teraz Alex.
Była cudowna i nic tego nie zmieniło.


* * *


Koło południa poszłam do kawiarni, gdzie umówiłam się z Marine i Laną. Gdy doszłam na miejsce, dziewczyny już siedziały na swoich miejscach i żywo o czymś dyskutowały, gestykulując przy tym.
Zamówiłam swoją ukochaną latte i jagodziankę, po czym ruszyłam w stronę przyjaciółek, posyłając im promienny uśmiech. Musnęłam policzki obu dziewczyn i zajęłam swoje miejsce.
Gdy kelnerka przyniosła moje zamówienie, posłałam jej ciepły uśmiech i założyłam nogę na nogę, urywając kawałek swojej drożdżówki, przyglądając się rozchichotanym towarzyszkom. Z ich rozmowy wywnioskowałam jedynie tyle, że Marine poznała nowego chłopaka.
Przechyliłam głowę do boku zaciekawiona tą informacją, lecz nie dowiedziałam się niczego innego niż w kółko powtarzane epitety takie jak cudowny, słodki, przystojny, cudowny, słodki itp.
Roześmiałam się przyglądając się im i przygryzłam wargę przypominając sobie swoje pierwsze chwile z Alexem. Nie umiałam powstrzymać promiennego uśmiechu, który już zdążył pojawić się na moich wargach. Westchnęłam i upiłam łyk przepysznej kawy.
- Opowiedz o nim – zachęciłam w końcu przyjaciółkę, pochylając się w jej stronę.
Brunetka rozchyliła swoje krwistoczerwone wargi, a jej policzki dziewczęco się zarumieniły, przez co razem z Laną zaczęłyśmy chichotać. Przyjaciółka wzięła głęboki oddech i zanim coś powiedziała, kilka razy otworzyła i zamknęła wargi, przez co wyglądała jak rybka połykająca powietrze.
- Wysoki, brązowe oczy, pełne życia. Wysportowana sylwetka, umięśnione ramiona. Brązowe włosy ułożone w 'artystycznym nieładzie' dodające chłopięcego uroku, uśmiech który zawsze błąkał się po twarzy chłopaka. Przeważnie ubiera się w czarne jeansy, białe koszulki i kurtki skórzane bądź koszule w kratkę. Do tego trampki, lub supry.
Kiedy dziewczyna skończyła mówić, wzięła głęboki oddech. I wcale się jej nie dziwiłam, ponieważ wszystko to wyrzuciła z siebie na jednym tchu. Kurcze, ta to miała pojemne płuca.
Spojrzałyśmy na siebie z Laną i zaśmiałyśmy się pod nosem, patrząc czule na przyjaciółkę. Przyjemnie było widzieć ją w takim stanie. Szczęśliwą, zakochaną i pełną życia. Tego właśnie było jej potrzeba. Ktoś musiał rozjaśnić tę ciemną aurę, pod którą skrywała się delikatna i niesamowicie urocza dziewczyna.
- Bardziej o charakter mi chodziło – westchnęłam w końcu i przygryzłam wargę w delikatnym uśmiechu, patrząc na nią ciepłym wzrokiem.
Jeśli to było możliwe, to policzki Marine przybrały jeszcze ciemniejszą barwę, co tak naprawdę wyglądało bardzo dziewczęco. A biorąc pod uwagę styl bycia dziewczyny, wydawało się to jeszcze bardziej słodkie niż byłoby to u jakiejkolwiek innej dziewczyny.
- Na pierwszy rzut oka jest troszkę zadufany w sobie, każdej dziewczynie którą poznaje przedstawia się mniej więcej tak : 'Hej, jestem Alex, ale lepiej mów do mnie Ten Grecki Bóg Na Którego Widok Zemdlałaś' – odparła z widocznym rozbawieniem.
I my również wybuchłyśmy śmiechem. Tak, zdecydowanie mógłby się wydawać zadufany w sobie, jednakże w jakiś taki ponętny sposób. Coś takiego jak Nate, chociaż nie. Nate był ponad wszystkimi.
Ale oczywiście tuż pod Alexem. Oczywiście.
- Jak się go bliżej pozna jest osobą miłą, życzliwą i kochaną, dla osób które kocha jest w stanie zabić, ożywić i jeszcze raz zabić. Od momentu kiedy z nim jestem ani razu nie podniósł na żadną dziewczynę ręki i głosu. Bo nigdy tego nie robił. Szanuje dziewczyny i dzieci – dodała po chwili, a jej uśmiech stał się rozmarzony.
Aż miło było na nią popatrzeć. Wcześniej rzadko widywałam Marynię tak radosną i ta zmiana widocznie jej służyła. Nawet oczy nabrały zdrowego blasku, a jej szczęście było wręcz zaraźliwe.
- A jak się poznaliście? – spytałam z uśmiechem.
Dziewczyna zachichotała uroczo i przygryzła wargę, bawiąc się serwetką w palcach. Co chwilę posyłała nam spojrzenie spod swoich rzęs, chichocząc przy tym cichutko. Oblizała nerwowo wargi i po chwili skinęła głową rozluźniając mięśnie.
- No więc kiedyś Nate, Soph i Matha chodzili razem do klubu. No, a Alex i Martha się przyjaźnili już jakiś czas, więc i on tam bywał od czasu do czasu, pod jej namową – odparła spoglądając na nas i uśmiechnęła się delikatnie. - I na pierwszych imprezach mnie nie było. No wiesz, dużo nauki miałam i w ogóle. I kiedyś Daniel zaczął mi gadać o jakimś 'greckim bogu' i stwierdziłam że muszę go poznać. W tej melanżowni się poznaliśmy i wtedy z Ass nam się nudziło i stwierdziłyśmy że zrobimy z kogoś zupę i padło na Alexa i się nawalaliśmy patelniami tam, gotowaliśmy się wzajemnie w garnku Ass nawet raz obrzucaliśmy się błotem w basenie. NIE PYTAJ ! – powiedziała, po czym się roześmiała słodko. - I chyba tak się poznaliśmy.
Razem z Laną patrzyłyśmy na nią z rozchylonymi wargami, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Astrid zawsze miała szalone pomyły, w końcu była naszym kochanym motylkiem, jednakże to było… szalone, nawet jak na jej standardy.
Pokręciłam głową, patrząc na Marine, która już spłonęła rumieńcem i niemalże wpadła pod stolik. Zaczęłyśmy tupać nogami, aby nie zacząć śmiać się na całą kawiarnię, lecz i tak już byłyśmy stracone.
Wszyscy ludzie patrzyli na nas widocznie mając niezły ubaw. Jedna pani nawet się obrała kawą i miałam ogromną nadzieję, że nie była już gorąca, ponieważ odczuwałabym wtedy ogromne poczucie winy, że to nasza wina.
Pokręciłam głową z rozbawieniem i przytuliłam do siebie dziewczyny, chichocząc razem z nimi radośnie. W końcu wszystko układało się dobrze i było na drodze do świetnie.
Była nadzieja na lepsze jutro.

2 komentarze:

  1. AJAJAJAJAJJAJAJAJAJAJAJJAAJJAJAJAJAJAJJAJAJ *-* BOZIULU KOCHAM CIĘ.
    Wielbię Cię, WSZYSTKO :3
    Aww, czyli moja praca po to była xd Jestem dumna z tego :3 Przez to szczerzę się do monitora jak głupia. I muszę to pokazać Maćkowi jak nic! :3 hyhyhyh, czekam na resztę Sunshine :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko XD piekne to *.* jak zawsze :3 ale rozwaliła mnie ta Wasza gra w eurobusiness XD niecodzienna dosyć XD ;-;

    OdpowiedzUsuń