poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 21


Nie wiedziałam kto normalny prowadzi wypożyczalnie samochodów, nawet w środku nocy, ale dla nas to było zdecydowanie korzystne. Dzięki temu nie musieliśmy się tłuc pociągami i tramwajem, a chwila snu w samolocie sprawiła, że Alex nie zasnął za kierownicą, mimo wczesnej godziny.
Podziwiałam widok za oknem i znajome tereny. Jeziora, nad które jeździliśmy z Maxem, albo lasy, gdzie chodziliśmy z rodzicami i przyjaciółmi. Wszyscy uwielbiali moich rodziców, byli na luzie i można było z nimi porozmawiać o wszystkim. Nawet, jeśli ktoś z moich przyjaciół nie chciał iść do szkoły, a byłam chora, mógł do mnie przyjść, a mama jeszcze zrobiła mu coś do jedzenia.
Dzieciństwo miałam niesamowite, to trzeba było przyznać. Niesamowici rodzice i fantastyczni przyjaciele. Nigdy nie zostawałam sama ze swoimi problemami i mimo swojego paskudnego charakteru, rzadko się z nimi kłóciłam, co niemalże graniczyło z cudem.
Przejeżdżając przez mniejsze wioski, obserwowałam jak słońce topiło gospodarstwa w swoim majestatycznym blasku. Płomienna łuna rozciągała się po całej linii horyzontu, zaznaczając kontury drzew i budynków.
Mijając znak drogowy, witający nas w Dover, poczułam nieprzyjemny skurcz w żołądku. Myślałam o wszystkim, ale nie przygotowałam się na tę wizytę. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć mamie, gdy nagle pojawimy się w mieszkaniu, ani co zrobię, jeśli spotkamy Eśkę na ulicy.
Ostatnio wyjechałam bez pożegnania i strasznie było mi z tym źle. Nie dość, że dowiedziałam się wtedy o jej poczuciu winy, to jeszcze wyjechałam bez żadnego wyjaśnienia. Zdecydowanie nie wyglądało to dobrze. I nie zachowałam się jak przyjaciółka.
Spojrzałam przez okno, gdy zaparkowaliśmy pod blokiem i wciągnęłam głośno powietrze. Zwróciłam głowę w stronę chłopaka, rozchylając przy tym wargi, aby coś powiedzieć, lecz w tym samym momencie coś, a raczej ktoś zwrócił moją uwagę.
Przymrużyłam powieki, przyglądając się brązowej burzy włosów tu i tam przyprószonej siwizną, która wyłoniła się z czerwonego forda. Wciągnęłam głośno powietrze i otworzyłam drzwi wychodząc na chłodne, grudniowe powietrze.
Nawet nie obejrzałam się za siebie, by sprawdzić czy chłopak idzie za mną. Po prostu szłam wprost do mężczyzny okrążającego swój samochód. Samochód, który poznawałam w mgnieniu oka.
Zatrzymałam się tuż za nim i widziałam jak jego ciało zesztywniało, widocznie czując obecność kogoś innego. Powoli uniósł głowę, odwracając ją w moją stronę, a kiedy nasze oczy się spotkały, dostrzegłam przebłysk strachu.
- Tato? – spytałam unosząc brew i przygryzłam wargę, spoglądając na ojca.
Splotłam ręce na piersi, spoglądając na niego pytająco, nie rozumiejąc co robił pod mieszkaniem mamy. To było nielogiczne i niezrozumiałe. Oblizałam spierzchnięte wargi, smagane przez chłodny wiatr i chrząknęłam nagląco, nie spuszczając spojrzenia z taty.
- Wracam z pracy. Mama nadal nie czuje się najlepiej, więc zrobiłem zakupy – odparł pospiesznie.
Przymrużyłam powieki. Mieszkał około trzy godziny drogi od Dover i postanowił tutaj przyjechać, aby zrobić zakupy? Wywróciłam mentalnie oczami, lecz tego nie skomentowałam w żaden możliwy sposób.
- Więc spotkamy się na górze? – spytałam i podeszłam do niego, w końcu przytulając go na przywitanie.
- Tak, zaraz do was dojdę – odparł uśmiechając się delikatnie i kiedy do puściłam, otworzył bagażnik.
Podeszłam do Alexa i musnęłam czule jego policzek, biorąc z rąk chłopaka torebkę. Wygrzebałam klucze z kieszeni i podeszłam drzwi, otwierając je na oścież. Chciałam pomóc mu z walizkami, lecz tylko spojrzał na mnie z tym swoim uroczym uśmiechem i pomknął na górę.
Gdy dotarliśmy na drugie piętro, zawahałam się z kluczem w ręce. Jeszcze mieliśmy szansę, aby się wycofać. Mama nie wiedziała o tym, że przyjechaliśmy. A co, jeśli miała inne plany? A co, jeśli nie będziemy mile widziani w tym domu, po tym wszystkim?
Głupia, burknęła moja podświadomość. Mimo tych wszystkich nieprzyjemnych słów, które jej powiedziałam, zawsze powtarzała, że mnie kocha. I nigdy nie obwiniała mnie za to, jak się zachowywałam, nigdy nie była zła.
Poczułam dłoń chłopaka na swoim ramieniu i delikatnie skinęłam głową, wsuwając klucz w zamek i przekręciłam go, otwierając drzwi. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka, a zaraz za mną Alex przekroczył próg mieszkania. A więc nie było już odwrotu.
Tak jak poprzednim razem, uderzył we mnie zapach leków i środków czystości, a nie konwalii, tak jak pamiętałam z dziecięcych lat. Przygryzłam wargę i skinęłam głową chłopakowi na swój pokój. Położyliśmy rzeczy na łóżku i wyszłam, chcąc sprawdzić czy mama jest w mieszkaniu.
Tata coś długo zbierał się, aby przyjść, choć może dawał nam czas na przywitanie się. Wzięłam głęboki oddech widząc zniszczone blond włosy, wystające znad poduszki na kanapie.
Stanęłam w progu, przełykając ślinę. Nie wiedziałam, czy powinnam ją budzić, choć ostatecznie doszłam do wniosku, że gdybym tego nie zrobiła, mogłaby byś jeszcze bardziej zaskoczona naszym widokiem. Wzięłam głęboki oddech i wolnym krokiem ruszyłam w jej stronę.
Dostrzegłam na stole otworzony album ze zdjęciami rodzinnymi. Na kilku byłam sama z rodzicami, na niektórych był też Max lub Eśka. Uśmiechnęłam się delikatnie na ten widok i przygryzłam wargę. Zobaczyłam, że mama trzymała w dłoni zdjęcie, które z trudem jej zabrałam.
Była na nim mała dziewczynka z włosami tak jasnymi, jak świeży śnieg. Błękitne oczy błyszczały radośnie, a promienny uśmiech tak pasował do jej twarzy, jakby był specjalnie dla niej stworzony. Miałam na tym zdjęciu może pięć lat.
Odłożyłam zdjęcie na stół i delikatnie potrząsnęłam ramieniem mamy. I wtedy coś we mnie uderzyło. W mieszkaniu było ciepło, tak jak kiedyś, lecz jej skóra była chłodniejsza, tak jakby przed chwilą brała zimny prysznic.
Spojrzałam na jej twarz i poczułam wzbierające pod powiekami łzy. Potrząsnęłam jej ramieniem jeszcze raz i tym razem też nie otworzyła swoich oczu.
- Mamo, spójrz na mnie – powiedziałam łamiącym się głosem i zadrżałam.
Nie czułam jej oddechu. Przyłożyłam ucho do jej twarzy tak, jak uczyli mnie w szkole, lecz nie widziałam, nie słyszałam, ani nie czułam ani jej wdechu, ani wydechu.
Przechyliłam ją na plecy i sprawdziłam zawartość ust. Nie wiem jakim cudem pamiętałam te wszystkie procedury. Uklęknęłam na brzegu kanapy i zaczęłam uciskać jej klatkę piersiową. Czułam jak moim ciałem targały spazmy płaczu.
W pewnym momencie musiałam krzyknąć, bo w progu pojawił się Alex. Spojrzał na mnie rozszerzonymi oczami. Słyszałam jak coś mówił, lecz nie potrafiłam wychwycić żadnych konkretnych słów.
Nie wiedziałam ile czasu minęło, odkąd Alex zniknął w drzwiach. Nie pamiętałam ile serii wykonałam, ani nawet czy robiłam je poprawnie. W głowie miałam jedynie dwa przewijające się na zmianę obrazy. Max w klubie i mama w szpitalu.
Poczułam silne ramiona, odciągające mnie od kanapy. Nie wiedziałam jak długo się z nimi mocowałam, pamiętałam tylko myśli kłębiące się w mojej głowie.
Nie ona!
Ona po prostu śpi!
Mamo! Mamusiu!
Nie wiedziałam czy tylko to myślałam, czy krzyczałam naprawdę. Szarpałam się, gryzłam i drapałam kogoś, kto mnie trzymał. Widocznie zaskoczony tym gestem, puścił mnie, a ja rzuciłam się ku mamie. Wtuliłam zapłakaną twarz w materiał jej sukienki, niczym małe dziecko i zapłakałam głośniej czując jej zimne, sztywne ciało.
Chciałam poczuć ciepło jej ciała i czułe ręce. Chciałam aby mnie przytuliła i powiedziała, że to jedynie zły sen. Tak, to musiał być sen. Pieprzony, zły sen, który nie mógł być prawdą. Nie było szans, aby był prawdą.
Zacisnęłam palce na jasnym materiale sukienki mamy, który zbyt szybko ciemniał pod wpływem rozcieńczonego tuszu, spływającego po moich policzkach. Krzyczałam płacząc na zmianę.
Nie powiedziałam jej tylu rzeczy. Chciałam jej tyle pokazać, przeprosić za tyle rzeczy. Nie powiedziałam jej, że ją kocham. W ciągu ostatniego roku, ani razu nie powiedziałam jej, że ją kocham.
Rozchyliłam wargi roztrzęsiona i wydałam z siebie głośny, żałosny krzyk. Wtuliłam twarz w jej brzuch, który się nie unosił. Chłód jej ciała przebijał się nawet przez materiał ubrania i utrzymywał mimo wyższej temperatury w mieszkaniu.
- Kocham cię. Kocham, kocham, kocham, mamo, błagam – załkałam żałośnie, potrząsając nią energicznie.
Po chwili poczułam jak czyjeś ramiona znowu odciągają mnie od ciała mamy. Chwilę później drzwi się otworzyły i do mieszkania wbiegło kilka osób. Nie widziałam ich. Nie widziałam nikogo. Skuliłam się w objęciach kogoś, nawet to nie było ważne. Krzyczałam, tłumiąc dźwięki w rękawie swetra i zacisnęłam palce na swoich łydkach.
 Nie wiedziałam w którym momencie to się stało, lecz przestałam słyszeć co się działo dookoła. Nic nie widziałam, ani nawet nie czułam otaczających mnie ramion. Zostałam tylko ja i mój ból.
Mamusiu…


* * *


Obudziłam się obolała i roztrzęsiona. Spoglądałam na fioletowo-czarne ściany i przełknęłam ślinę. Wysunęłam się spod liliowej pościeli i wybiegłam z pokoju, czując jak serce przyspieszyło pompowanie krwi.
- Mamo! – zawołałam zaglądając do salonu.
Gdy wbiegłam do kuchni, zobaczyłam Alexa siedzącego przy stole. Spoglądał nieobecnym wzrokiem przez okno, trzymając w dłoniach kubek z już zimną kawą. Spoglądałam na niego przez chwilę i odchrząknęłam, wchodząc do środka.
- Widziałeś mamę? – spytałam i zanim zdążył odpowiedzieć ciągnęłam dalej. – Miałam potworny sen i śniło mi się, że mama nie żyje. Boże, to był prawdziwy koszmar – westchnęłam potrząsając głową.
Wykonałam kilka kroków w jego stronę i w pewnym momencie stanęłam niemalże skamieniała. Dopiero w tamtej chwili dostrzegłam zmęczenie na jego twarzy, poranione ręce i zeszklone oczy.
Cofnęłam się o krok, czując narastającą panikę. Rozchyliłam wargi, świadoma napływających do oczu łez. Chłopak podniósł się z krzesła i zanim zdążyłam zareagować, otoczył mnie ramionami, przytulając mocno.
- Tak mi przykro, skarbie – szepnął, a ja poczułam jak po raz kolejny rozpadałam się na milion kawałków.
W taki sposób moje nadzieje na to, że to był tylko zły sen legły w gruzach. Poczułam jak nogi ugięły mi się w kolanach i gdyby nie chłopak, pewnie runęłabym na ziemię.
Po chwili do kuchni wszedł tata. Ubrany był tak samo jak wczoraj, o czym świadczyło też to w jak dużym stopniu rzeczy te były pomięte. Włosy miał niechlujnie zmierzwione, jakby przez całą noc starał się je sobie wyrwać, choć może i tak właśnie było.
Spojrzałam na niego i poczułam nagły przypływ złości. Wyrwałam się z objąć chłopaka i starłam z policzków łzy, patrząc w wyprane oczy ojca. Przez chwilę poczułam wyrzuty sumienia, które wyparowały w mgnieniu oka. Doskoczyłam do niego i pchnęłam dłońmi jego tors.
Oczywiście, było to o wiele lżejsze niż potrafiłam, gdyż ostatnie wydarzenia wyciągnęły ze mnie tak wiele energii, że chyba tylko cudem jeszcze utrzymywałam się na nogach i jakoś funkcjonowałam.
- To twoja wina! – krzyknęłam czując ponownie wilgotniejące oczy. – Odszedłeś! Zostawiłeś nas! – wykrzyczałam patrząc na niego już otwarcie płacząc. – Nie było cię…
- Byłem cały czas, kiedy nie było ciebie – szepnął patrząc na mnie niczym zraniony jeleń i przełknęłam ślinę niczego nie rozumiejąc.
Jednakże podziałało. Nie skoczyłam do niego drugi raz. Nie było mnie. Nie było mnie, gdy mama była chora. Widziałam ją w szpitalu i mimo to, nie zrobiłam niczego, niczego aby spróbować to zrozumieć. Nie zrobiłam niczego, aby dowiedzieć się co jej jest. Niczego, aby jej pomóc.
Rozchyliłam wargi, patrząc na tatę oniemiała i zanim którykolwiek z nich zdążył wyciągnąć do mnie ręce, przepchnęłam się między nimi i wpadłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko, wybuchając głośnym płaczem.


* * *


Zamrugałam powiekami, mamrocząc coś pod nosem. W pokoju było ciemno, a Alex leżał obok mnie. Z początku żałowałam, że nie miałam zasuwy w drzwiach, lecz teraz byłam temu wdzięczna. Poczułam się lepiej, czując przy sobie jego obecność.
 Jednakże nie dość dobrze. Przymknęłam powieki, próbując się nie rozpłakać. Czułam się jak roślina pozbawiona wody. Ledwo żywa, wysuszona. Zwiędnięta. Wsunęłam się spod kołdry chcąc nalać sobie szklanki wody.
Wychodząc z pokoju, zauważyłam zapalone światło w salonie. Przygryzłam niepewnie wargę i wolnym krokiem ruszyłam w tamtym kierunku. Tata siedział na kanapie. Na tej samej kanapie, na której mama umarła nie tak dawno. Poczułam wzbierające we mnie mdłości.
Gdy przekroczyłam próg pokoju, zauważyłam porozkładane dookoła albumy i zdjęcia. Wolnym krokiem podeszłam bliżej i dopiero wtedy dostrzegłam lśniącą wilgoć na policzkach ojca.
- Kochałeś ją – szepnęłam łamiącym się głosem.
Gdy tata usłyszał mój głos, podskoczył na kanapie, widocznie zaskoczony czyjąś obecnością. Podniósł na mnie spojrzenie swoich spranych, szarych oczu i zabrał album z kanapy, robiąc dla mnie miejsce.
- Cały czas ją kocham – odparł po chwili i przesunął opuszkiem palca po zdjęciu mamy.
Spojrzałam na niego zaskoczona i zajęłam miejsce obok niego. Przygryzłam dolną wargę, patrząc na to jak jego palce czule przesuwały się po papierze z uwiecznioną podobizną mamy. Wzięłam głęboki oddech i odważyłam się na niego spojrzeć.
- Więc dlaczego się rozwiedliście? – spytałam po chwili, a tata wciągnął głęboko powietrze.
- Pamiętasz jak dwa lata temu mama była w szpitalu? – spytał po chwili, a ja skinęłam głową. Jak mogłabym zapomnieć, skoro śniło mi się to podczas ostatniego lotu? – Wtedy wykryli u niej raka. Powiedzieli, że jest już tak rozwinięty, że nie ma szansy. Były przerzuty – dodał cichszym, łamiącym się głosem, a ja poczułam jak pod moimi powiekami zaczęły wzbierać łzy.
Wtuliłam się w ciepłe ciało ojca i schowałam twarz w jego ramieniu, nie chcąc pozwolić sobie na płacz. Ostatnio robiłam tylko to i było to naprawdę męczące. Oblizałam wargi, wsłuchując się w drżący głos taty.
- Mama zawsze myślała najpierw o nas, a później o sobie. Mieliśmy kredyty i wymyśliła, że skoro i tak są zapisane na nią.. jak umrze nie będziemy musieli ich spłacać. A jeśli się rozwiedziemy, będzie łatwiej z papierkową robotą. Oczywiście nie chciałem się zgodzić, ale nalegała. A ja nie chciałem się z nią kłócić. Później zaczęła się robić coraz bardziej krucha….
- Dlaczego mi nie powiedzieliście? – jęknęłam płacząc i przygryzłam wargę. – Mówiłam jej tyle …
- Wiem, skarbie – szepnął głaszcząc mnie po ramieniu. – Ale mama nie chciała, abyś wiedziała. Cały czas powtarzała, że to świadczy o tym, jak bardzo nas kochasz, ponieważ w innym wypadku, nie miałabyś siły nienawidzić. Poza tym wolała tę sytuację niż obarczanie cię jej chorobą. Pewnie gdyby nie lekarze, sam też bym nie wiedział – szepnął i wziął mnie na kolana tak jak za dawnych czasów, kiedy byłam małą dziewczynką.
Czułam się fatalnie. Wybuchłam płaczem wtulając się w niego mocno. Każdego dnia, starałam się uprzykrzyć jej życie, krzyczałam jak bardzo jej nienawidzę, buntowałam się i robiłam wszystko, czego nie powinnam. Wylądowałam z Taylorem i raniłam ją tak, jak tylko potrafiłam.
To wszystko dlatego, że ona mnie kochała. Kochała mnie tak bardzo, że poświęciła swoje szczęście, dla mojego. Ukrywała się z tatą, zrezygnowała z normalnego, rodzinnego życia o którym zawsze marzyła, abym mogła mieć normalną przyszłość.
Poczułam jak część mnie umierała. Jakim byłam człowiekiem wobec tego? Nigdy nie zapytałam o to, dlaczego się rozstali. Nie, przepraszam, krzyczałam dlaczego?! ale nigdy nie czekałam na odpowiedź. Obwiniałam ją za wszystko, czemu nie była winna.
Oskarżałam ją o to, że nie była dość dobra, lecz to nie była jej wina, że zachorowała. Była fantastyczną matką, o anielskiej cierpliwości i miłości. Nie miałam pojęcia co bym zrobiła, gdybym znalazła się na jej miejscu. Jednego byłam pewna – nie byłabym w stanie przejawić takiej ofiarności. Wątpiłam, aby ktokolwiek oprócz niej był w stanie.
- Przepraszam – szepnęłam nie wiedząc czy bardziej przepraszałam za to tatę, czy mamę.
Chyba ich obojga.
Wiedziałam, że moje słowa niczego nie zmienią, lecz czułam, że musiałam to powiedzieć. Musiałam ich przeprosić za to, że nie pomogłam im tego znieść. Za to, ze utrudniałam im tę rozłąkę i że nie wspierałam ich w chorobie mamy. Za to, że nie było mnie, gdy potrzebowali tego najbardziej, tak samo jak i za to, że nie byłam dobrym człowiekiem.
Kątem oka zobaczyłam w progu zaspanego blondyna, patrzącego na nas z niepewnością. Wyciągnęłam do niego rękę, ścierając załzawione oczy i kiedy usiadł obok, wybuchłam płaczem tuląc ich obu do siebie.
Mama powinna tu być z nami. Powinna powstrzymywać tatę przed pogróżkami chłopakowi oraz żartować razem z Alexem. Powinnam móc brać od niej przepisy na wariacje kulinarne oraz wyżalać się jej ze swoich problemów.
Powinna móc doczekać moich zaręczyn, ślubu i dzieci. Pewnie rozpieszczałaby wnuki i byłaby niesamowitą babcią, tak jak była matką. Nie tylko ja straciłam mamę. Tata stracił ukochaną, Alex cudowną teściową, a moje dzieci niesamowitą babcię.
Tak mi przykro…

3 komentarze: