Ciepłe powietrze otulało nas
z każdej możliwej strony. Wlewało się przez co chwilę otwierane drzwi i nawet
klimatyzacja na niewiele się zdała. Niektórzy ludzie wachlowali się wachlarzami,
inny gazetkami, czy czymkolwiek, co mieli pod ręką.
Ja nie miałam tego komfortu.
Mimo to, uśmiech gościł na
moich ustach i wcale nie musiałam się do tego zmuszać. Radość przepełniała mnie
w takim stopniu, że mogłabym biegać, śmiać się i robić wiele innych, dziwnych
rzeczy.
Jednakże nie mogłam.
Spojrzałam w kocio zielone oczy chłopaka, stojącego obok mnie i zaśmiałam się
dziewczęco, zakładając za ucho wystylizowany lok. Wzięłam głęboki oddech, choć
nie taki jak potrzebowałam, ponieważ gorset znacznie mi to ograniczał, ale
dobre chociaż to.
- Tak – odparłam i zaśmiałam
się dziewczęco, widząc na ustach chłopaka promienny uśmiech.
Cała sala wybuchła radosnym
śmiechem i rozbrzmiała się burza oklasków, a ja poczułam jak moje policzki
zalewają szkarłatne rumieńce.
Urzędnik wypowiedział
tradycyjne możecie się pocałować, a
później świat zawirował, gdy usta Alexa przylgnęły do moich w namiętnym
pocałunku. Wsunęłam palce w jego blond włosy, postawione na żel, rozkoszując
się tą chwilą bliskości.
Kiedy odsunęliśmy się od
siebie, objęłam go w pasie i spojrzałam na rzędy gości, chichocząc radośnie. Przeniosłam
wzrok na Eleein, która stała obok jako mój świadek oraz Josha, który pełnił tę
samą funkcję u pana młodego. Za świadkową stała cała gromadka moich druhen,
przez co uśmiech poszerzył mi się jeszcze bardziej.
Nox, Beth, Ass, Shann,
Marine, Lana, Amy, Eli i Lily stały w pięknych, kremowych sukienkach i
uśmiechały się dziewczęco, ścierając łzy z policzków. Pokręciłam głową z
chichotem, czując jak sama zadrżałam od tłumionego płaczu i odwróciłam
spojrzenie.
A po drugiej stronie Dex,
Spike, Matt i Nate jako drużbowie. Nie wiedziałam jakim cudem udało mi się ich
pogodzić na czas ślubu, ale wyszło rewelacyjnie.
Tata siedział na krześle i na
siłę próbował się nie okazać wzruszenia. Pokręciłam głową z rozbawieniem. Cały
tatuś.
Spojrzałam w stronę drzwi i
rozchyliłam wargi. Musiałam się powstrzymać, aby nie wykonać żadnego ruchu w
tamtą stronę, a tym bardziej, aby nie puścić się biegiem. Dwie postaci
rozświetlone przez delikatną poświatę stały w progu i patrzyły na nas z
uroczymi uśmiechami.
Poczułam jak oczy mi się
zaszkliły, a całe ciało przeszedł dreszcz. Alex spojrzał na mnie, a później
podążył za moim wzrokiem, lecz wiedziałam, że nikogo tam nie zobaczy. Nie
zobaczył tych zielonych oczu, które patrzyły na mnie w ten sam sposób co lata
temu. Tych zmierzwionych brązowych włosów, ani cwaniackiego uśmiechu, przez
który nieraz się rumieniłam. Nie zobaczył też kobiety, która stała obok w
bieli, uśmiechając się w ten swój, pełen ciepła sposób.
Przygryzłam pomalowaną wargę,
próbując nie wybuchnąć płaczem na ich widok i zamrugałam szybko, jednakże bałam
się stracić ich z oczu. Spojrzałam raz jeszcze w zielone oczy chłopaka i
poczułam jak serce łamie mi się na pół.
Jednakże ze szczęścia.
Max skinął delikatnie głową,
posyłając mi ciepły uśmiech, a ja poczułam jak po policzkach zaczęły płynąć
łzy. On rozumiał. Zawsze był wyrozumiały i rozumiał. O Boże, dziękuję.
Starłam z policzków łzy,
chichocząc nerwowo i poczułam jak ręka męża zaciska się dookoła mojej tali.
Wiedziałam, że nie chciał mnie poganiać. To miała być wymówka dla gości, aby
dać mi jeszcze chwilę czasu. Utkwiłam spojrzenie w ciepłych, niemalże płynnych
oczach szatyna i rozchyliłam wargi, chcąc przekazać mu jedną myśl, o której
powinien wiedzieć. Jedną, którą mu obiecałam i zamierzałam dotrzymać danego
słowa. To, czego i on i mama chcieli ponad wszystko.
Jestem szczęśliwa, dziękuję.
Jakie wspaniałe zakończenie *.* Lama Ci gratuluje napisania tak wspaniałej opowieści ♥ szkoda, że to już koniec :cc
OdpowiedzUsuń