Spojrzałam w te
ciepłe, znajome zielone oczy i przygryzłam wargę dopiero teraz zauważając ten
szczegół. Mieli identyczne oczy. Tak samo czułe i barwy niemalże płynnej, żywej
zieleni.
- Alex – sapnęłam i
zatoczyłam się do tyłu. Pewnie gdyby nie jego silne ramiona, wylądowałabym na
ścieżce, a ta nie wyglądała na zbyt miękką. – Co ty tutaj robisz?
- To długa historia –
szepnął i spojrzał na mnie zmartwiony, na co jedynie przygryzłam dolną wargę
czując się winna i zawstydzona. – Nie osądzam cię – dodał po chwili i przesunął
opuszkami palców po moim ramieniu, wywołując ten dobrze znany dreszcz.
Spojrzałam na niego
zapłakanymi oczami i poczułam jak słowa ugrzęzły mi w piersi. On mnie rozumiał.
Wiedział co czułam, co chciałam. Wiedział czego potrzebowałam.
Tak jak Max.
Warga mi zadrżała, a
kiedy otoczył mnie ramionami, coś we mnie pękło, po raz kolejny dzisiejszego
dnia i zaczęłam płakać wtulona w niego.
Tylko tym razem nie
płakałam z żałości, gniewu, desperacji czy też bezsilności. Nie krzyczałam Dlaczego?! i nie rzucałam się w agonii przez
te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w ciągu tych lat.
Płakałam, bo go
odnalazłam. I nie wiedziałam czy to było dobre, czy złe. Chyba było to po równi
czymś szczęśliwym tak jak i żałosnym odkryciem najmroczniejszych sekretów.
Blondyn o nic nie
pytał. Przytulił mnie do swojego boku, gdy już się uspokoiłam i zaczął powoli
zmierzać do miejsca, z którego przyszłam. Kilka metrów wcześniej spojrzał na
mnie, a ja uniosłam ku niemu swoją twarz. Poczułam na policzkach delikatne
muśnięcie jego palców, które ścierały rozmazany makijaż z rozpalonej płaczem
skóry.
- Jesteś piękna –
szepnął i złożył delikatny pocałunek na moim czole.
Wtuliłam się w niego
roztrzęsiona i przymknęłam powieki potwornie zmęczona. Zupełnie tak, jakbym
dopiero teraz pozwoliła sobie na odpoczynek, na to aby zwolnić tempo i poczuć
to, co kłębiło się gdzieś głęboko, wewnątrz mnie.
Kiedy doszliśmy do
grobu Maxa, Eleein już stała na nogach i spoglądała na nas z niepewnością,
jednakże kiedy dostrzegła iż nic mi nie jest, jej mięśnie widocznie się
rozluźniły, a spomiędzy warg wyszło ciche westchnienie.
- Alex, to jest
Eleein. Eleein, to jest Alex – przedstawiłam ich sobie, a oni natomiast
wymienili krótki uścisk dłoni.
Wzięłam głęboki
oddech, próbując nie zadrżeć i przymknęłam zmęczone powieki, walcząc z
ogarniającą mnie sennością.
- Alex, to jest Max.
Max, to jest Alex – wymruczałam sennie, a następnie poczułam jak mięśnie się
rozluźniają, a mnie otuliła ciemność.
* * *
Obudziłam się nad ranem,
wraz z pierwszymi promieniami słońca. Zamrugałam leniwie zaspanymi powiekami i
się rozejrzałam, próbując odnaleźć w zaistniałej sytuacji.
Przede mną cały czas
był grób Maxa i w jakiś niewyjaśniony sposób czułam się lepiej przy nim.
Następną rzeczą jaką zauważyłam to to, że siedziałam między czyimiś nogami,
opierając się plecami o czyjś tors. Był płaski, z zarysem silnych mięśni.
Dłonie tej osoby spoczywały delikatnie na moim brzuchu tym znajomym, wyważonym
ciężarem.
Alex.
No tak, pojawił się
znikąd niczym zjawa, bądź duch. Jednakże był tutaj potrzebny, bardzo potrzebny,
a uświadomiłam to sobie dopiero w momencie, gdy tutaj przyjechał.
Byliśmy przykryci
kocem, a dookoła nie było żadnego śladu Eleein. Widocznie w nocy przyniosła koc
i składany leżaczek, na którym opierał się chłopak.
Tak, to musiało
wyglądać jak całkowita profanacja. Leżakowanie przy grobie i to chłopak z
dziewczyną razem. Urocze miejsce na randkę, czyż nie?
Poruszyłam się
delikatnie i usłyszałam głęboki pomruk za moimi plecami. Przymrużyłam powieki
niepewnie i znowu się poruszyłam tylko trochę wolniej, a odgłos tym razem był
przeciągły.
Odchyliłam delikatnie
głowę i w tej samej chwili poczułam na szyi delikatne muśnięcie warg chłopaka,
co wyrwało cichy pomruk z mojej strony.
- Też za tobą
tęskniłem, ale może nie na cmentarzu, hmmm? – spytał zadziornie, a ja poczułam
jak policzki oblewają mi się czerwonymi rumieńcami.
Skinęłam delikatnie
głową i więc już nic nie powiedział. Położyłam delikatnie dłonie na jego rękach
i patrzyłam na grób Maxa w zamyśleniu, wyszukując podobieństw między nim, a
Alexem.
Czułam się całkowicie
nie fair i to wobec jednego równie mocno jak i drugiego. Uczucie, że zdradzam
Maxa było przytłaczające tak samo jak i wrażenie okłamywania Alexa. To było
totalnie popieprzone.
Przygryzłam dolną
wargę przyglądając się jak promienie słońca odbijają się od płyty nagrobnej,
nieznacznie ją rozjaśniając.
Czy mogłam pokochać Alexa i żyć ze sobą w zgodzie?
Cholera, czy ja już nie pokochałam Alexa?
Przełknęłam ślinę
czując nieprzyjemne uczucie w żołądku tak, jakbym zaraz miała zwrócić
wczorajsze śniadanie. A może to było z głodu, ponieważ wczoraj zjadłam tylko
śniadanie.
- Jesteś do niego
podobny – szepnęłam w końcu i przymknęłam zmęczone powieki, mając dość walki z
samą sobą, niezrozumiałymi uczuciami oraz wewnętrznymi blokadami.
- Opowiedz mi o nim –
zachęcił blondyn, a ja wciągnęłam głośno powietrze, nie wiedząc od czego
zacząć.
- Był dwa lata
starszy – powiedziałam, zatapiając się bardziej w ramionach chłopaka. –
Znaliśmy się odkąd miałam siedem lat. Był pierwszym chłopakiem, który podzielił
się ze mną autkami, wiesz? – spytałam i chicho zachichotałam na tamto wspomnienie.
– Chyba w tamtej chwili mi się spodobał, ponieważ był inni niż wszyscy.
Mieszkał w sąsiedztwie i później zaczął mnie odwiedzać. No wiesz, pytał o autka
i tak dalej. Bardzo szybko się do siebie zbliżyliśmy – odparłam i przymknęłam
powieki walcząc z napływającą falą łez.
Przez oczami stanął
mi obraz dziewięcioletniego Maxa z rozczochranymi czekoladowymi włosami i
ciepłym spojrzeniem szmaragdowych oczu. Był pięknym dzieckiem tak jak i później
cudownym chłopakiem.
- Byliśmy naprawdę
blisko, jak najlepsi przyjaciele. Tylko, że ja byłam w nim zakochana, a on był
zakochany we mnie. Jednakże nigdy sobie tego nie powiedzieliśmy – szepnęłam łamiącym
się głosem i zadrżałam żałośnie. – Nigdy do chwili jego śmierci.
Poczułam jak ciało
Alexa się napięło, jednakże nie naciskał i byłam mu za to wdzięczna. Wzięłam
kilka głębokich oddechów, próbując się uspokoić. Tak naprawdę nigdy nikomu nie
opowiadałam swojej historii z szatynem.
- Robiliśmy wiele
szalonych rzeczy. On był idealny, piękny, o złotym sercu i niesamowitym
charakterze. Mógł mieć każdą dziewczynę w swoim wieku, a nawet i te starsze. A
mimo to cały czas był przy mnie – mówiłam przełykając głośno ślinę i zacisnęłam
palce na dłoniach blondyna. – Przez dziewięć lat przeszłam przez wszystkie etapy,
wiesz? Od dziecięcego zauroczenia, przez szczeniackie zafascynowanie, aż to
prawdziwej miłości. Może i miałam tylko czternaście lat, ale kochałam go tak
strasznie mocno.. – szepnęłam i zaszlochałam, pozwalając dreszczom rozejść się
po ciele.
Zacisnęłam powieki
walcząc ze sobą, aby powiedzieć mu to, o czym musiał wiedzieć. Bałam się tego,
ogromnie się bałam, że odejdzie, że pomyśli iż to totalnie, całkowicie chore.
Że jestem wybrakowanym modelem, którego nie można naprawić. Jednakże musiałam
mu o tym wszystkim powiedzieć.
- To były moje
czternaste urodziny. Uprosiłam przyjaciela aby wpuścił mnie, Eleein i Maxa do
klubu, a ten się zgodził. Impreza trwała w najlepsze. Oczywiście nie piliśmy,
ale tańce, śmiechy, wiesz jak jest. Nigdy nie byłyśmy z Eśką w klubie, a ja
chciałam się popisać. Mini, proste włosy, makijaż. Do tej pory nie wiem co mi
strzeliło do tego pieprzonego łba – jęknęłam przygryzając mocno wargę i
potrząsnęłam głową. – Jakiś koleś się przyczepił i zaczął ze mną tańczyć.
Wszystko było okej, dopóki nie zaczął wsuwać dłoni pod sukienkę. Zaczęłam się
szarpać, a Max stanął w mojej obronie – po tych słowach zakryłam usta dłonią
aby nie wybuchnąć głośnym płaczem i dopiero po chwili byłam w stanie mówić
dalej. – Latały pięści, a później znikąd pojawił się ten błysk… on… on nie miał
żadnych szans. Nie wiem ile minęło czasu. Może godzina, może dwie. Jego ubranie
było przesiąknięte krwią. Dla mnie to była wieczność. Przez trzy lata nie
potrafię się po tym podnieść. Trzy lata męki i agonii po jego stracie –
szeptałam czując spływające po policzkach łzy. – Nie chciałam aby tak cierpiał,
nie chciałam aby w ogóle cierpiał… przez śmiercią powiedział, że mnie kocha…
umarł gdy go pocałowałam….
- Umarł szczęśliwie,
Vik – szepnął, a w jego głosie wyczułam ból i troskę. Mocniej objął mnie
ramionami, a ja już dłużej nie potrafiłam powstrzymywać łez.
Odwróciłam się bokiem
do niego i wtuliłam zapłakaną twarz w tors chłopaka, drżąc gorzej niż osika na
wietrze. Spazmy płaczu targały moim ciałem, podczas gdy silne ramiona blondyna
otulały mnie, grzejąc i wspierając.
- Nie chcę o nim
zapomnieć. Nie chcę przestać go kochać – szepnęłam płacząc i zacisnęłam palce
na jego koszulce tak, jakby miał zaraz uciec.
Blondyn nie
odpowiadał przez dłuższy czas, a kiedy przestałam płakać, ujął mój podbródek
zmuszając abym spojrzała mu w oczy. Zobaczyłam w nim troskę i… ciepło. Nie
powinien być taki ciepły, skoro zaraz miał odejść. Nie powinien się uśmiechać.
- Vik, nie chcę abyś
o nim zapomniała. Nie chcę aby stał się dla ciebie mniej ważny i nie zamierzam
wskakiwać w jego miejsce – powiedział spokojnie, patrząc w moje oczy z tym
czułym wyrazem odmalowanym na twarzy. – Rozumiem to co czujesz, skarbie. Nie chcę
aby on zniknął. Jestem mu wdzięczny, za to jaki był dla ciebie i chcę się z nim
dzielić twoimi uczuciami – szepnął, na co zareagowałam płaczem.
Wtuliłam się w niego płacząc.
Jednakże już nie z przerażenia, bólu, tęsknoty czy jakichkolwiek innych uczuć
tego pokroju. Płakałam ze szczęścia. Płakałam, bo rozumiał, bo … bo mimo to
tutaj był.
- Dziękuję –
szepnęłam płacząc i zarzuciłam ręce na jego szyję. – Nie masz pojęcia jak
bardzo jesteście podobni….
* * *
W końcu opuściliśmy
cmentarz. Idąc ze splecionymi palcami ulicami Dover czułam się niemalże na
właściwym miejscu. Niemalże.
Kiedy doszliśmy pod
budynek w którym kiedyś mieszkałam, wciągnęłam głęboko powietrze do płuc. Mama
zapewne była w środku, albo latała po mieście załatwiając różne sprawy.
- Skoro Max umarł w
twoją czternatskę, to urodziny były…
- Wczoraj – odparłam i
wyciągnęłam pęk kluczy, który był schowany we wnętrzu żaby.
Miło wiedzieć, że są
rzeczy, które się nie zmieniają nawet, gdy ludzie odchodzą. Tak jak chociażby
miejsce chowania zapasowych kluczy.
Usłyszałam za sobą
jak Alex wciąga głęboko powietrze do płuc, widocznie przetrawiając usłyszaną
informację. Wsunęłam klucz do zamka otwierając tym samym drzwi do klatki
schodowej.
- Nic nie
powiedziałaś – szepnął przytrzymując ciężar abym mogła pierwsza wejść do
środka.
- O nic nie pytałeś –
odparłam wzruszając delikatnie ramionami i ruszyłam przodem ku górze.
Gdy weszliśmy do
mieszkania, w nozdrza pierwsze co mnie uderzyło to zapach leków i środków
czystości. Coś zdecydowanie było nie tak. Gdzie podział się delikatny aromat
konwalii?
Mamy nie było w domu,
jednakże w całym domu można było znaleźć różne leki, niemalże tak, jakby
prowadziła małą aptekę. Najstraszniejsze było to, że większość była już do
połowy pusta.
Zobaczyłam na
kuchennym kalendarzu, że miała tego dnia wizytę u niejakiej dr. Wild więc w sumie nic dziwnego, że
jej nie zastałam. Bardziej zastanawiało mnie to, że przy wielu dniach było Ch. Spotykała się z kimś? To byłoby
dziwne.
Napisałam jej
karteczkę, że byłam i tęsknię, którą pozostawiłam na kuchennym stole. ( Tak,
nadal nie potrafiłam napisać, że ją kocham).
Po tym jak Alex
dorwał się do mojego pokoju chyba przez godzinę próbowałam go z niego
wyciągnąć, co ostatecznie udało mi się kilkoma szantażami i nieudanymi próbami
protestów przeciw jego pocałunkom.
Gdy w końcu
opuściliśmy mieszkanie, schowałam klucze tam, gdzie było ich miejsce, po czym
udaliśmy się na pociąg.
- Wciąż mi nie
powiedziałeś skąd się tutaj wziąłeś – odparłam kiedy zajęliśmy nasze miejsca w
przedziale.
Z piersi chłopaka
wydobył się głośny, niezadowolony jęk i odchylił on głowę, mierzwiąc leniwie swoje
blond włosy w widocznym zamyśleniu. Próbował dobrać słowa. Cholera, miałam
przekichane?
- Nate widział jak
wybiegasz z domu i wsiadasz do jakiegoś obcego samochodu. Przyszedł do nas jak
tylko usłyszał o tej akcji na parkingu, więc kiedy dodatkowo zobaczył cię w
takiej sytuacji przestraszył się nie na żarty. Przybiegł do nas, a ja wsiadłem
w samochód. Tak naprawdę dogoniłem cię na pierwszych światłach i pojechałem za
wami na lotnisko. A później trzymałem się ciebie. Usłyszałem, że lecisz do domu,
więc również kupiłem lot do Nowego Jorku. Na dworcu musiałem uważać, abyś mnie
nie widziała. Na szczęście wiedziałem gdzie zmierzasz. W Dover myślałem, że się
zgubię, lecz i z tym sobie szybko poradziłem – odparł wzruszając delikatnie
ramionami i przygarnął mnie blisko, muskając wargami czubek głowy. – Ale nigdy
więcej mi tego nie rób. Nie znikaj bez słowa.
Skinęłam posłusznie
głową i wtuliłam się w niego mocno. Czułam się o niebo lepiej wiedząc, że nie
był długo tak zatroskany, a jeszcze bardziej pomogła mi myśl, że się o mnie
troszczył.
- Jesteś nienormalny.
Sam nie wiedziałeś gdzie lecisz. Nie byłeś na to przygotowany – westchnęłam po
chwili i spojrzałam na blondyna spod przymrużonych powiek.
- Ale ty wiedziałaś.
To mi wystarczyło.
* * *
Po dotarciu na
lotnisko znowu czułam się zmęczona. Za niedługo miało zacząć zmierzchać, a my
jeszcze pakowaliśmy się na noc do samolotu.
Naprawdę nas pogięło.
Przynajmniej przez
odlotem Alex zmusił mnie do zjedzenia czegoś na pozór kolacji w barze na
obiekcie lotniska, za co byłam mu prawdziwie wdzięczna, ponieważ orzeszki w
samolocie zdecydowanie nie mogły zatkać wielkiej dziury, którą w tamtym
momencie był mój żołądek.
Lot minął nawet
szybko. Trochę rozmawialiśmy, a kiedy byłam totalnie zmęczona oparłam się o
chłopaka, który bawił się kojąco moimi włosami. Czułam się bezpiecznie i
spokojnie, tak jak nie czułam się od dawna, zanim go poznałam.
Gdy największe
zmęczenie minęło, zaczęliśmy grać w Zgadnij
co widzę moim małym oczkiem, albo nadawać nazwy chmurom widzianym za oknem.
Chociaż ta druga zabawa się skończyła, gdy nastała noc.
Gdy wysiedliśmy w San
Diego, miło było rozprostować kości. Spojrzałam przelotem na Alexa z delikatnym
uśmiechem i niepewnie ujęłam jego dłoń, splatając nasze palce razem.
- Wesołego Halloween –
szepnęłam, na co chłopak się roześmiał jakby z niedowierzaniem.
Posłałam mu równie
rozbawione spojrzenie i wyciągnęłam z kieszeni telefon, który był wyłączony od
momentu aż wsiadłam na pokład w San Diego, dzień przed urodzinami.
Po włączeniu piekielnego
urządzenia, zaczęłam przeglądać zaległości w nadziei, że nikomu nic się nie
stało, ani świat się nie zawalił przez to, że kilka dni byłam poza zasięgiem.
3 wiadomości od mamy.
1 wiadomość od taty.
5 wiadomości od Eleein.
30 połączeń nieodebranych od przyjaciół.
4 połączenia nieodebrane od Alexa.
56 nieodebranych połączeń i 9 wiadomości od Taylora.
geniusz ;3
OdpowiedzUsuń