Konie.
Wszędzie konie.
Biegające dookoła roześmiane dzieci, ciągnące rodziców za
rękawy, pełno waty cukrowej i balonów. Losowo rozrzucone budki z różnymi
atrakcjami.
Tutaj sprzedają napoje, a tam można rzucać piłką do celu.
Zza rogu natomiast wychodzi klaun zachęcający do beczki śmiechu.
Wesołe miasteczko.
Rozglądam się wszędzie, nie wiedząc na co się zdecydować,
wszystko przecież wygląda tak kusząco. Chciałabym móc skorzystać ze wszystkiego
co jest tutaj oferowane, wiem jednak, że nie jest to możliwe.
Podnoszę głowę i napotykam zielone oczy, pochylonej nade
mną blondynki. Jest ładna, zawsze to jej powtarzam. Mimo iż jest znacznie
większa ode mnie, to jest po prostu piękna i chciałabym być kiedyś taka jak
ona.
Bez namysłu rzucam się mamie w ramiona, wtulając w nią
mocno, a ona szepcze mi kojące słowa do ucha.
I już czuję, że wszystko jest możliwe.
Ponieważ mama jest ze mną.
Spoglądam jej ponad ramieniem i widzę ten dobrze znany
mi, ciepły uśmiech taty.
Odpowiadam mu takim samym uśmiechem i przygryzam
zawstydzona wargę, twarz chowając we włosach mamy. U niej zawsze bezpieczniej.
Kiedy postawiła mnie na ziemi, wzięłam ją za jedną rękę,
a tatę za drugą, skacząc radośnie, pełna radości i szczęścia.
Gdy podniosłam wzrok na rodziców, dostrzegłam to jak na
siebie patrzą. Oni też się wydają szczęśliwi, że mnie mają.
Że mają siebie nawzajem.
Obudziłam się
podrywając do góry. Nie byłam przerażona, zlana potem ani nic z tych rzeczy.
Sen był przyjemny, a nawet bardzo. Do tego był rzeczywisty, odzwierciedlając
moje wspomnienie z dzieciństwa.
Miałam wtedy około
sześciu lat i po raz pierwszy byłam w wesołym miasteczku, a natłok wszystkiego
jednocześnie mnie fascynował i przerażał. Takie tam dramaty małych dzieci.
Sięgnęłam po telefon
i pod wpływem emocji wywołanych snem, wykręciłam numer mamy.
Odebrała niemalże
natychmiast, przez co nie miałam szansy na wycofanie się, gdy adrenalina (?)
już opadła.
- Dzień dobry,
słoneczko, jak spałaś? – przywitał mnie ciepły, tak dobrze znany głos.
Przymknęłam powieki, czując wzbierające pod nimi łzy.
- Całkiem dobrze. Nie
miałam dziś koszmarów – odparłam zduszonym głosem.
Chciałam jej
powiedzieć wszystko. O tym co mi się śniło oraz o tym jak to na mnie wpłynęło.
Chciałam jej powiedzieć o tym, jak bardzo za nią tęsknię i że ją kocham.
Że wcale jej nie
nienawidzę.
Jednakże nie mogłam,
nie byłam w stanie.
- To dobrze,
kochanie. A jak u ciebie? W nowej szkole, z nowymi przyjaciółmi? Jest jakiś
chłopak na horyzoncie? – spytała z tą tajemniczą nutą w głosie, przez co
potrafiłam wyobrazić sobie uśmiech, goszczący na jej twarzy.
- Dobrze. Muszę już
kończyć, idę na śniadanie – powiedziałam pośpiesznie, czując jak po moim ciele
przechodzą coraz większe dreszcze.
Poczułam się tak,
jakbym była w domu, rok temu i opowiadała jej o tym jak mi się układa z
Taylorem, albo jeszcze wcześniej, kiedy opowiadałam jej o tym jak pojawił się w
moim życiu. To było jednocześnie zbyt bolesne i zbyt… poufne. Już nie jesteśmy
tak blisko i nigdy nie będziemy.
- Och, oczywiście.
Kocham cię, skarbie, pamiętaj o tym – dodała, na co odpowiedziałam tylko
krótkim „wiem” i się rozłączyłam, odkładając telefon na stół obok kanapy.
Wsunęłam się pod
kołdrę roztrzęsiona po rozmowie z mamą, sama nawet nie wiedziałam do końca czym
konkretnie.
Kochałam ją. Gdzieś
tam głęboko wciąż ją kochałam, jednakże nie potrafiłam jej tego wszystkiego
wybaczyć. Byliśmy szczęśliwą, normalną rodziną, a ona nawet nie walczyła. Po
prostu pogodziła się z tym co powiedział tata i... i już.
Potrząsnęłam głową
chcąc odpędzić te myśli. Przecież dzisiaj jest impreza. Wczoraj rozesłaliśmy
sms’y do wszystkich, a więc trzeba się wywiązać z obowiązku.
Dziwne, nie słyszałam
jeszcze żadnych rozmów. Pewnie jest jeszcze wcześnie. Albo po prostu zbyt
wcześnie dla nich.
Jęknęłam wysuwając
się spod kołdry i ruszyłam w kierunku łazienki, nie spotykając po drodze żadnej
żywej duszy ( martwej z resztą też raczej nie ).
* * *
Schodząc do salonu
poczułam przyjemny zapach dochodzący z dołu. Próbowałam go zidentyfikować, lecz
średnio mi to wychodziło. Coś jakby naleśniki, ale nie do końca. Coś słodkiego,
ale zmieszanego z czymś kawowym. Tak, kawa. Chyba tylko tej jednej rzeczy byłam
absolutnie pewna.
Stanęłam w progu
patrząc na pomieszczenie z promiennym uśmieszkiem. Na stole widać było dwa
kubki z kawą i to nie byle jaką. W przezroczystych, specjalnie stożkowych
szklankach widać było trójwarstwową latte, a na górze jeszcze bita śmietana,
posypana wiórkami czekoladowymi. Obok stały dwa talerzyki z omletami z
kawałkami truskawek, popsikane również bitą śmietaną.
Spojrzałam na
blondyna, który akurat wyszedł z kuchni, trzymając w dłoniach dwa pucharki z
czymś wyglądającym na półpłynną czekoladę. Budyń może? Nie ważne. Uśmiechnęłam
się do niego czule, a on odpowiedział mi takim samym uśmiechem.
Usiadłam na kanapie
niemalże w tym samym momencie co Alex i wtuliłam się w jego bok. On natomiast
objął mnie ramieniem, przy czym musnął wargami moje czoło.
- Hej, piękna –
szepnął wprost do ucha, wywołując rumieńce na moich policzkach.
- Hej – odparłam,
spoglądając przy tym łakomie na śniadanie ustawione na stole, oblizując przy
tym leniwie wargi.
Chłopak pochwyciwszy
mój wzrok, błogo się roześmiał i podał mi talerz z omletem, patrząc na mnie w
ten jego charakterystyczny, czuły sposób.
- Jedz, póki ciepłe –
odparł i od razu pochwycił swoją porcję, zaczynając się nią delektować.
Przymrużyłam powieki,
dostrzegając jego wzrok i minę przedstawiającą niemalże rozkosz. Zachichotałam
cicho i ukroiwszy widelcem kawałek omleta, wsunęłam go sobie do ust.
I już po chwili
wybuchnął orgią smaków. Kawałki soczystych truskawek idealnie komponowały się z
delikatnym ciastem, a całość łagodził słodki posmak bitej śmietany.
Widocznie musiałam
zrobić równie dziwną minę, co przed chwilą Alex, ponieważ dobiegł nas z boku
głośny, męski śmiech.
- Ci to dochodzą
nawet się nie dotykając! – zawołał Josh, po czym jęknął od uderzenia Eli w
żebra.
- Zostaw ich. On
przynajmniej jej gotuje – odparła i spojrzała na nas przepraszająco, wpychając
chłopaka do kuchni.
Spojrzałam na Alexa
oniemiała, po czym się głośno roześmialiśmy, przez dłuższy czas patrząc to na
siebie, to w stronę kuchni.
Po chwili
powróciliśmy do delektowania się śniadaniem, patrząc sobie w oczy z subtelnymi,
znaczącymi uśmiechami. Oblizałam widelczyk powoli, spoglądając w oczy blondyna
z cichutkim pomrukiem.
Ignorując – oby tylko
na razie! – deser spoczywający na stole,
blondyn zabrał nasze talerze i postawił na stole, następnie pochylając
się ku mnie. Ujął delikatnie mój podbródek z dwa palce, przybliżając znacznie
swoją twarz ku mojej.
Następnie
usłyszeliśmy huk i odskoczyliśmy od siebie, patrząc za źródłem dźwięku. I wtedy
między nas wskoczyła kupa blond futra.
- Więc co jemy? –
spytała entuzjastycznie Amy, a my tylko wydaliśmy z siebie żałosne jęki.
A więc cały dom był
już na nogach, co równało się z brakiem prywatności.
* * *
- No chyba nie! –
zawołała blondynka wyrywając paczkę chipsów z dłoń bruneta. – Wasabi? Pogięło?
- One są mega ostre,
czego chcesz? – odparował chłopak, patrząc na nią naburmuszony i szybko zabrał
jej paczkę Lay’sów.
- Są zbyt ostre!
Weźmy chili! – zawołała Eli, stając po stronie przyjaciółki, przy czym posłała
chłopakowi na wpół przepraszające, na wpół rozbawione spojrzenie.
- Weźmy te i te? –
westchnęliśmy razem z Alexem, całkowicie rozbawieni tą sytuacją.
Cała trójka spojrzała
na nas z miną „no chyba sobie kpicie” i wrócili do kłótni o to, które chipsy
zabrać. Wywróciłam oczami i wrzuciłam do koszyka kilka paczek chipsów:
paprykowe, serowo-cebulowe, framage, zielona cebulka, oraz kilka paczek chili.
- Faworyzujesz chili,
Joshowi się to nie spodoba – wymruczał mi do ucha blondyn, przez co tradycyjnie
spłonęłam rumieńcem.
- To nasza impreza,
czyż nie? – spytałam i zadrżałam czując jak obejmuje mnie w pasie, przyciągając
delikatnie do siebie.
Przygryzłam wargę
czując, jak moja wewnętrzna bogini podniosła głowę, budząc się z niemalże
zimowego snu, przy czym oblizała lubieżnie wargi.
- Uhuum – wymruczał
delikatnie przygryzając płatek mojego ucha, przez co wciągnęłam głębiej
powietrze, zaciskając palce na uchwycie wózka.
Zaraz po bogini,
podświadomość wyjrzała znad swoich kanciastych okularów, posyłając karcące
spojrzenie, jakby chciała powiedzieć…
- .. jesteście w
sklepie – upomniała nas blondynka z naburmuszoną miną wrzucając do koszyka dwie
następne paczki chipsów: chili i wasabi.
Teraz moja twarz
przybrała niemalże rubinowy kolor, więc pchnęłam wózek do przodu, niemalże
wyrywając się Alexowi, co wszyscy skwitowali dźwięcznym śmiechem.
Po wpakowaniu jeszcze
kilku paczek ciastek, butelek napojów (głównie coli), opakowań żelków, ciastek
i kruchych rurek ruszyliśmy do kasy.
Gdy Alex zapłacił za
zakupy z naszej składkowej kasy – tak, składaliśmy się, co sobie myśleliście?!
– zapakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu.
Po drodze włączyliśmy
radio i przez cały czas musieliśmy słuchać przekrzykiwania się Eli i Amy w
piosenkach takich jak: Beyonce – Hello,
czy też Bruno Mars – Merry me.
Dojechaliśmy na
podjazd około trzeciej po południu, tak więc do imprezy zostały mniej więcej trzy
godziny. Pewnie też dlatego wszyscy rzuciliśmy się w wir przygotowań. Eli
zabrała się za zbieranie brudnych rzeczy naszej piątki, które były rozrzucone
.. po prostu wszędzie. Josh szukał i rozkładał plastikowe kubeczki i talerzyki,
co z pewnością później zaoszczędziło nam wyklinania na potłuczone naczynia. Amy
z Alexem zabrali się za przesuwanie mebli tak, aby było na środku jak najwięcej
miejsca, natomiast ja dostałam przydział do kuchni, aby porozkładać łakocie do
misek, na talerze i talerzyki.
Po przebraniu się,
wszyscy weszliśmy do salonu. Amy miała na sobie czarną, krótką spódniczkę, a do
tego białą, wydekoltowaną bluzkę na guziczki. Eli natomiast założyła ciemne
jeansy i grafitową bokserkę z Jacka Danielsa. Josh miał na sobie spodnie
podobne do Eli (tylko oczywiście męskie) i koszulkę z logo jakiegoś zespołu.
Alex wdział długie spodnie, które chyba kupował razem z brunetem, do tego
czarną podkoszulkę i koszulę w podobnym kolorze, oczywiście rozpiętą.
Przy nich czułam się
całkiem roznegliżowana. Miałam na sobie czarne, jeansowe spodenki, które
sięgały nieznacznie za pośladki, oraz wiązaną pod biustem pudrową koszulę z
krótkim rękawem.
Minęło około dziesięć
minut od tego aż skończyliśmy przygotowania, do pierwszego dzwonka przy
drzwiach.
Els podbiegła do
drzwi z wymalowaną na twarzy niemalże dziecięcą radością. Po chwili salon
zalała chmara dźwięków, śmiechów i wyduszonych słów.
Pisnęłam radośnie i
podskoczyłam, po chwili zatapiając się w ramionach blond przyjaciółki. Kiedy
odsunęłam się od Nox, uśmiechnęłam się promiennie, machając energicznie
Spike’iemu, wtulając się w niego mocno.
Jednakże zaskoczyła
mnie obecność jeszcze dwójki innych osób. Chłopak i dziewczyna.
Ona o pięknych,
kruczoczarnych włosach, spływających falami po nagich plecach. Miała oliwkową
cerę, lecz to szare oczy przykuwały spojrzenie. Ubrana była w fioletową bluzkę
wiązaną na szyi, oczywiście z odkrytymi plecami i ciemne legginsy – serio,
czułam się coraz bardziej naga.
On natomiast miał na
sobie granatową bokserkę oraz jeansy. Na głowie widać było zmierzwione w
artystycznym nieładzie brązowe włosy, a nieco niżej błyszczała radośnie para
szmaragdowych oczu.
- To jest Lily i Dex –
przedstawiła dwójkę nowoprzybyła blondynka.
- Monsieur Dexter
Gerard Sullivian – odparł chłopak ujmując moją dłoń i złożył na niej delikatny
pocałunek.
Spojrzałam
skonsternowana na pozostałe osoby i po kilku sekundach dziwnej ciszy, wszyscy
wybuchliśmy donośnym śmiechem, lecz on tylko spojrzał na nas niezrozumiale,
przyciągając do siebie dziewczynę, którą przedstawiono jako Lily.
- Lilianne Ferguson –
przedstawiła się brunetka, posyłając mi uroczy, dziewczęcy uśmiech.
Podchodząc do okna
dostrzegłam podjeżdżającego Vernona przyjaciela, z którego po chwili wysiadły
trzy postacie. Burza włosów koloru mlecznej czekolady pierwsze rzuciły mi się w
oczy, dopiero później dostrzegłam czarną koszulkę, opinającą mięśnie chłopaka i
białe spodnie, opinające… no sami wiecie co.
W ślad za nim
wyłoniła się głowa osłonięta czarnymi kosmykami z ustami koloru świeżej krwi.
Ubrana w czarną sukienkę z krótkimi rękawami, a jako ostatnia pojawiła się
dziewczyna o przerzuconych przez ramię, zniszczonych blond włosach, która
natomiast miała na sobie zdecydowanie zbyt dużą koszulkę oraz krótkie spodenki,
opinające jej niemalże kościste nogi.
Przynajmniej nie
czuję się już aż tak nago.
- Nekki! – zawołałam witając
przyjaciela, a zaraz po nim, zarzuciłam ręce na szyję Marine i Ass, która
weszła przez drzwi jako ostatnia.
Niedługo po nich, w
przedpokoju znalazła się kolejna grupka osób. Jako pierwszy wszedł chłopak o włosach
barwy ciemnej czekolady. Ubrany był w czarne spodnie i szafirową koszulę z
białą podkoszulką. Na widok jego niebieskich oczu, nieznacznie ugięły się pode
mną kolana, lecz odwróciłam wzrok, nie mogąc odeprzeć wrażenia, że emanuje od
niego jakaś mroczna aura.
Za nim dojrzałam
blondynkę o zielonych oczach, która śmiała się uroczo, dziewczęco. Po chwili
tylko mignęła mi jej szmaragdowa sukienka, gdy zatonęła w objęciach mojego brata. Uniosłam zaskoczona brwi, lecz
kiedy chłopak pochwycił moje spojrzenie, uśmiechnął się niewinnie, co
skwitowałam cichym chichotem.
Jako ostatnia weszła
średniego wzrostu o kasztanowych lokach. Spoglądała na wszystkich z pozornym
spokojem swoimi ciepłymi, czekoladowymi oczami. Wsunęła dłonie w kieszenie
swoich czerwonych rurek, podwijając przy tym czarną tunikę.
Kiedy Matt, Beth i
Shann weszli już do środka, Alex z miną psotnego szczeniaka wyłączył światło,
pozostawiając włączone… lampki choinkowe (nie osądzajcie! W ciągu jednego dnia
nie daliśmy rady skombinować niczego lepszego).
Już po półgodzinie
zabawa trwała w najlepsze i to nie za sprawą alkoholu. No dobrze, prawie nie za
sprawą alkoholu. Tak czy siak, zabawa trwała w najlepsze i tego się trzymajmy.
Beth i Spike
wylądowali w kącie, bawiąc się swoimi palcami i zachowując totalnie jak małe
dzieci. Mówili o jakiś robaczkach i śmiali się jakby byli na haju – nie, nie
chcę wiedzieć o jakich robaczkach mówili i wy też o tym nie myślcie! Pewnie
napili się tej podejrzanej nalewki Josha.
Josh, Matt i Alex
zniknęli nam z oczu i miałam ogromną nadzieję, że nie poszli po kolejne pokłady
niezidentyfikowanego alkoholu, bądź oglądać sterty zbereźnych gazet, bądź
nagrań.
Hmmmm, w sumie nigdy
się tutaj nie natknęłam na nic takiego. Ciekawe czy takie posiadają. Muszę
później o to podpytać blondyna.
Shannon i Ass
tańczyły ze sobą tak blisko, iż miałam wrażenie, że gdyby jedna z nich była
facetem, druga zaczęła by wydawać głośniejsze dźwięki. I w sumie ich dłonie też
zachowywały się znacznie… nie przyjacielsko.
Szlag, Josh chyba
niczego nie dosypał do tej nalewki…
Marine, Amy, Eli i
Nox szalały po pokoju, rozrzucając na boki swoje włosy, śmiejąc się radośnie i wtórując
wokalistom w piosenkach. W sumie wyglądały jak małe, rozszalałe pchełki, a masa
włosów mieszała się ze sobą, co chyba jeszcze bardziej je rozśmieszało.
Lils i Dex wyszli z kuchni roześmiani, tworząc
coś na podstawie małej ciuchci. Dziewczyna szła pierwsza, z uniesionymi do góry
rękami, poruszając nimi rytmicznie, przy czym kołysała na boki biodrami, na
których z kolei spoczywały dłonie chłopaka, idącego za nią.
Odchyliłam głowę
roześmiana w tym samym momencie, w którym Nate wykonał mną piruet, wywołując
kolejną spazmę śmiechu. Po chwili wróciłam w objęcia chłopaka i znowu się od
niego oderwałam, tym razem kręcąc w bok i wracając niczym naleśnik, otulona
jego ręką.
Wszyscy bawiliśmy się w różnych tempach, tak
jakby dla każdego z nas włączono inną piosenkę, lecz nie przeszkadzało nam to w
świetnej zabawie. Na zmiany zanosiliśmy się głośnym śmiechem, często sobie w
nim wtórując.
Jakiś czas później
poczułam delikatny uścisk dłoni na swojej tali i uśmiechnęłam się pod nosem,
poznając już ten niemalże wyważony nacisk. Nate natomiast tego chyba nieświadomy
dalej tańczył, obejmując mnie do siebie.
- Odbijany –
zabrzmiał pomruk, tuż przy naszych uszach, który słyszeliśmy pomimo grającej
muzyki.
Szatyn niemalże
odskoczył zaskoczony obecnością Alexa i po chwili marszcząc brwi, skinął głową
podchodząc do Nox, którą następnie porwał do tańca.
Obróciłam się w
stronę chłopaka i zarzuciłam mu ręce na szyję, przyglądając się jego twarzy z
wyraźną podejrzliwością, tak, jakbym mogła zaraz dostrzec na niej napis „oglądałem
niegrzeczne filmy” albo „zabawiałem się z chłopakami”. Choć w sumie to ostatnie
byłoby tak prawdopodobne jak „spałem z twoją matką”. Chyba. Mam taką nadzieję.
Lecz już po chwili
poczułam dlaczego nagle zniknęli nam z oczu, kiedy w moje nozdrza uderzył
nieprzyjemny, lecz jednocześnie zbyt dobrze znajomy zapach. Skrzywiłam się
delikatnie, odwracając głowę w bok.
- Paliłeś – rzuciłam oskarżycielsko,
lecz on jakby tego nie słysząc, pochylił się i musnął z czułością moje usta.
I w tym momencie
wszystko mogło przestać istnieć, nawet smród dymu nie przeszkadzał mi w aż
takim stopniu. Liczyło się tylko to, że Alex tutaj jest i trzyma mnie w swoich
ramionach. Nie chciałam aby to się kiedykolwiek skończyło.
Wsunęłam dłoń w jego
blond włosy i zamruczałam czując tę znajomą miękkość. Nawet nie słyszałam
dzwonka, ani otwieranych drzwi. Nie słyszałam krzyków, śmiechów, ani nawet
muzyki. Tylko Alex. Jego ciepło, smak jego warg i szybkie bicie serca, odzywające
się aż w moich piersiach.
Jęknęłam żałośnie,
czując ukłucie w żebrach, znacznie niezadowolona z tego, że ktoś wyrywa mnie z
tego świata. Mojego świata. Idealnego świata.
Przeniosłam
spojrzenie na Josha, mrużąc gniewnie oczy, lecz jego głupkowaty uśmiech nasunął
mi na myśl pytanie, czy aby na pewno palili tylko papierosy. Chyba jednak wolałam
w to nie wnikać.
- Zapraszałaś kogoś
jeszcze? – spytał i skinął głową w stronę drzwi.
Z początku nie
rozpoznałam jej. Przymrużyłam powieki, przypatrując się jej drobnej sylwetce.
Dostrzegłam włosy barwy mlecznej czekolady, które były wyprostowane i
przełożone przez jedno ramię. Miała na sobie spodnie do połowy ud, a na to
narzuconą chabrową tunikę z krótkim rękawem.
Przechyliłam głowę i
dopiero kiedy nasze oczy się spotkały, wciągnęłam głośno powietrze do płuc.
Widząc jej brązowe oczy, od razu stanęła mi przed oczami noc, kiedy ją
znaleźliśmy.
Nawet nie wiem, w
którym momencie nogi powiodły mnie w stronę dziewczyny. Całkiem tak, jakby same
postanowiły co mają robić.
- Przyszłaś –
szepnęłam i objęłam ją z uroczym uśmiechem, na co ona się roześmiała niepewnie,
odwzajemniając delikatnie uścisk.
- Uhum. I chyba winna
jestem ci przedstawienie się – odparła przechylając delikatnie głowę, przy czym
jej włosy, przesunęły się ku podłodze. Wyglądała tak niewinnie. – Lana Keira
Evans.
- Victoria Emilly
Collins – odparłam i roześmiałam się z tego, jaki przybrałyśmy oficjalny ton,
przy czym i ona przyłączyła się do tej radości.
- Cieszę się, że
dotarłaś – usłyszałam obok siebie ciepły głos Alexa i nie musiałam nawet
sprawdzać, aby wiedzieć, że spogląda na dziewczynę z tym krzepiącym uśmiechem. –
Przyszłaś w samą porę.
- W samą porę na co? –
spytałyśmy obie w tym samym momencie, tak samo zaskoczone słowami blondyna.
Kiedy na niego
spojrzałam, dostrzegłam ten błysk w jego kocio zielonych oczach i przymrużyłam
powieki, próbując cokolwiek wyczytać z twarzy chłopaka, lecz na próżno.
Podszedł on do wieży
i ściszył muzykę, następnie włączając światło. Wszyscy nagle zamarli, rozglądając
się zaskoczeni z miną „ej, kto włączył słońce”, co blondyn skwitował głośnym
śmiechem. Przeszedł na środek pokoju, jednakże tak, aby wszyscy stali przed
nim, a nie gdzieś za jego plecami. Nawet Spike i Beth przestali w końcu
chichotać w kącie i poświęcili mu uwagę.
- A więc, cieszymy
się, że wszyscy tutaj jesteście, lecz ta impreza nie została zorganizowana
przypadkowo – zaczął chłopak, spoglądając na wszystkich widocznie rozbawiony
tym co robi.
- Nie przynudzaj –
mruknęła Ass, wsuwając dłoń w tylną kieszeń spodni brązowowłosej dziewczyny, na
co ta przyciągnęła ją do siebie bliżej.
- Przestań myśleć o
tym jak przelecieć Shann i poświęć nam minutę – odparował Alex, na co obie
odskoczyły od siebie, spalając się rumieńcami. – A więc, zaprosiliśmy was, aby
coś ogłosić – dodał po chwili, spoglądając już wprost na mnie.
Wciągnęłam wargi,
spoglądając na bose stopy zawstydzona, czując na sobie wzrok wszystkich
dookoła. I byłam niemalże pewna, że i moje policzki pokrywały widoczne
rumieńce.
Poczułam za sobą
pchnięcie i wpadłam w ramiona Alexa. Nawet nie zauważyłam, że wyciągał do mnie
wcześniej rękę. Wtuliłam się w niego, spoglądając na innych spod ściany blond
włosów, niczym małe, nieśmiałe dziecko.
- Chcielibyśmy
ogłosić, że pomimo przeszkód – w tym miejscu zrobił krótką przerwę, widocznie
skrępowany tamtymi wydarzeniami, po czym ciągnął dalej – jesteśmy razem.
Miałam wrażenie, że
chciał coś jeszcze dodać, lecz salwa śmiechu, pisków i krzyków
rozentuzjazmowanych przyjaciół zdecydowanie mu to uniemożliwiła.
I jakby chciał
udowodnić innym prawdziwość swoich słów, ujął mój podbródek, wpijając się
namiętnie w usta. Rozchylił mi wargi języczkiem, łącząc się w moim we
francuskim pocałunku.
W tym samym momencie
zabrzmiał dzwonek do drzwi. Nikt nie zareagował, więc pomyślałam, że może to
sobie uroiłam przez te doznania, lecz po chwili dźwięk się powtórzył. Z cichym
jękiem odsunęłam się od Alexa i przecisnęłam między przyjaciółmi, zmierzając do
drzwi.
Kiedy je otworzyłam, sapnęłam
głośno oniemiała. Poczułam przypływ mdłości i zrobiło mi się dziwnie słabo. Nie
wierzyłam własnym oczom, miałam nadzieję, że płatają mi figle. Boże, miałam tę
przeklętą nadzieję, że to się nigdy nie stanie.
Lecz z moim wzrokiem
było wszystko dobrze, a zmysły odbierały wszystko tak jak powinny. No, może
ciut wolniej.
Wpatrywałam się w
ciemne włosy tak dobrze znajomego nieznajomego. Nie, błąd. Chciałabym, aby był
nieznajomym. Ten jego szeroki uśmiech, jakby przyłapał mnie na czymś
nieodpowiednim przywoływał coraz większe mdłości.
To się nie powinno
nigdy zdarzyć. To nie miało żadnego, pieprzonego prawa się nigdy zdarzyć. Tym
bardziej nie dziś, nie teraz. Nie tutaj.
Mimo tego stał tutaj,
na wprost mnie, patrząc tymi błękitnymi oczami, które były mi tak bliskie.
Kiedyś. Dawno. To było tysiące mil stąd, pogrzebane wraz z dawną mną.
Zapomniane i spalone. Powinno być to już dawne martwe. Jednakże nie było.
- Taylor – sapnęłam cicho,
kiedy powrócił mi głos.
Nie tylko głos
powrócił.
Wrócił też najgorszy
koszmar.
*___________________*
OdpowiedzUsuńKOOOOOCHAAAAAAAAM. :3
OdpowiedzUsuńdlaczego nie piszesz dalej?
OdpowiedzUsuńto jest świetne